A jak zobaczysz długi tunel, to nie idź w stronę światła!

Do światełka Otóż i kolejna powieść z uwielbianego od pewnego czasu przeze mnie Uniwersum Metro 2033. Autorstwa, albo pióra, jak kto woli, Andrieja Diakowa pierwsza część trylogii, której całościowej nazwy nie znam, bo jej nie ma, albo nie doczytałem, opowiada o mieszkańcach, jak w Piterze Szymuna Wroczka, Piterskiego właśnie metra. Katastrofa nuklearna, albo wojna, kto czytał moje wypociny o poprzednich powieściach, ten zna realia.

Tym razem mamy chuderlawego dwunastolatka, który zostaje wymieniony na świńskie mięso. Zażyczył go sobie najlepszy z najlepszych stalker Taran, jako zapłatę za udział w wyprawie do Kronsztadu. Stamtąd bowiem ktoś nadaje sygnał świetlny, jeśli wierzyć wyznawcom Exodusu i lepszego jutra, z krążownika, który ma zabrać wybranych do Ziemi Obiecanej. Rusza więc wyprawa. Banda stalkerów, Taran, Gleb (ten szczyl, co go na świnie wymienili) i jeszcze wcisnął się tam wielebny od Exodusu.

To pierwsza powieść z Uniwersum, gdzie większość akcji (prawie cała w sumie) dzieje się na powierzchni. Albo nie czytałem zbyt uważnie, albo właśnie zbyt uważnie, chodzi zaś o to, że bardzo często (w moim odczuciu) chodzą tam w świetle dnia… Odblaski słońca, światło dzienne, tego typu rzeczy. A czy nie było tak, że światło dzienne jest dla ludzi metra dosłownie OŚLEPIAJĄCE? Pomijając ten drobny niuans (czy jak to tam się pisze) stwierdzam, że Do światła jest o niebo lepsze od Pitera, głównie za sprawą narracji, która w przeciwieństwie do tego drugiego jest dojrzała, tak jakby albo autor miał więcej lat, albo tłumacz się przyłożył… jeśli zaś przypomnę, że Piter był świetny, to różnica „o niebo” sprawia, że Do światła jest przezajebisty, acz Metru 2033 nie dorównuje – tutaj mówimy o fabule. A jeśli chodzi o fabułę, to… autor jest brzydalem. Tego się nie robi czytelnikom. No dobra, robi. I trzeba to robić. Człowiek układa sobie w myślach możliwy przebieg historii, materializuje cel na końcu drogi, a ostatecznie okazuje się, że… no właśnie. Ale to doczytacie sami.

Niezliczone zwroty akcji (ach, jak to sztampowo brzmi), obrazowe opisy postapokaliptycznego świata, mrożące krew w żyłach (tak, tak…) sceny z udziałem zdegenerowanych przedstawicieli rodzaju ludzkiego… w drodze do światła bardzo często pada na nas cień – niejednokrotnie jest to cień nas samych. Ten wewnętrzny…

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.