A zaczęło się od ciastka…

Nie wiem, jak to było naprawdę. Mogło być inaczej, niż zapamiętałem, ale w sumie nie ma wielkiej różnicy od czego się zaczęło. Ważne jest to, w jaki sposób to trwa, i jak będzie po zakończeniu. Najprawdopodobniej nie będę w stanie zakończyć tego i przejść nad tym do porządku dziennego. Będę to powtarzał wciąż i wciąż, aż znieczulę się na to, i będę mógł to odstawić. Boję się, że nie dam rady, że do końca życia będę musiał to robić. Boję się tego, i jednocześnie mam nadzieję, że tak właśnie będzie…

A według mojego stanu pamięci zaczęło się od tego:

 

Piosenka o wielkiej rodzinie ciastek.
Przez kilka lat moja siostrzyczka namawiała mnie do obejrzenia Clannad. Obiecałem, że obejrzę.
Jakiś czas temu przygotowałem sobie serial. Czekałem tylko na moment, gdy nie będę miał nic lepszego do roboty, więc będę mógł obejrzeć „jakieś tam dziwne anime, w którym śpiewają o rodzinie ciastek”.
Wczoraj był ten dzień. Pół dnia rzygałem, więc drugie pół postanowiłem poświęcić na kilka odcinków Clannad.
Skończyłem o 3 w nocy. Obejrzałem wszystkie.
Było śmiesznie, zabawnie, przerażająco i schizowo. Było dużo łez. Najlepsze anime, jakie kiedykolwiek oglądałem. Zakochałem się w nim, nie mogłem się od niego oderwać.
Czekam na dzień wolny (prawdopodobnie najbliższa sobota), by obejrzeć Clannad After Story. Ciąg dalszy. A potem… potem będę oglądał od nowa.
Czuję się niedojebany. To jest tak, jakbym miał znów książkowego kaca po Pasażerze. Takiego potwornego kaca. Ale serialowego.
Coś tam dzisiaj zrobiłem, ale czuję się, jakby gdzieś mi wypadł kawałek mnie.
Niby nic szczególnego… niby infantylna historia o licealistach, jakieś miłości, jakieś problemy, niektóre wydumane, jak to w anime. Niby jakaś bzdurny drugi wątek o schizowej rzeczywistości. Niby ckliwy wątek szpitalny… Niby. Jest to klimat, który trafił idealnie w środek tarczy mojej wrażliwości. Naprawdę trudno mi się po tym pozbierać.
Siostra uprzedziła mnie, że jeśli płakałem na Clannad, to do After Story powinienem mieć przygotowany cały kubeł chusteczek.
Sobota już niedługo…

[Sobota, 13.00]
Chusteczek nie przygotowałem. I to był błąd, bo nasączyłem poduszkę.
Nie potrafię opisać swoich uczuć po obejrzeniu… jedno co wiem, to że muszę się jakoś pozbierać…

Share This:

1 Comment

Leave a Comment