Autobus niosący zło

Zbliżałem się do przystanku. Po całym dniu męczarni z pierdołami i ściąganiem książek z półek miałem ochotę jedynie na teleportację do domu i walnięcie się do łóżka…
Niestety, sztuki teleportacji nie posiadłem, musiałem się więc udać na rzeczony przystanek, celem użycia autobusu jako transportu w kierunku tego, co hobbity nazywają norkami. I co norkami w przypadku hobbitów jest. W moim zaś jest to mieszkanie, w którym znajduje się mój azyl, zwany pokoikiem tudzież pieczarą grubasa.
Zaudawałem się więc na przystanek. Patrząc w chodnik, kątem oka spostrzegłem ludzi wchodzących do autobusu. Myśląc szybkie „kurwa!” spojrzałem na numer autobusu, co by na darmo nie biec. Numeru nie było… Ka cholera, pomyślałem. Przyśpieszyłem kroku, patrząc na wyświetlacz z boku pojazdu – nic. Wehikuł ruszył, unosząc nieświadomych niczego pasażerów ku piekłu… z ostatkami nadziei spojrzałem na tył autobusu – wyświetlacz również był pusty.
Albo ci ludzie zostali zwabieni na pokład szatańskiego kołowego okrętu, by zginąć w przepastnych piekieł głębinach, albo nie byli to ludzie, i doskonale wiedzieli, dokąd autobus-widmo zmierza…

Ja jednak nie zamierzam się nad tym zastanawiać. Znowu minęła północ, i znowu nie wyśpię się do pracy…

A na specjalne życzenie Ani – zdjęcia Pana Tadeusza, który stał się moją własnością.

Zwróćcie uwagę na sposób przedstawienia tekstu – jak pisany prozą, jednak jest to ciągle nasz stary, dobry Pan Tadeusz!

Aha, oglądałem dziś jeszcze fajny film – Samotny w obliczu prawa. A że nie chce mi się o nim pisać, napiszę tylko, że warto. Stare dobre kino, jest rozprawa, są spiski, wrabianie, jest James Woods i młodziutki Robert Downey Jr.

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.