Bierzemy się do pracy. A przynajmniej mamy takie plany.

Jeszcze się do końca nie pozbierałem po zmianie kategorii. Czyt. ciągle mam w chuj postów w kategorii Bezz. Muszę je wszystkie (łolaboga) przejrzeć i przyporządkować do odpowiednich kategorii. Na pewno nie uchronię się przed błędnymi przyporządkowaniami, ale na pewno mi to wybaczycie. A w sumie… wisi mi to.

Planuję również wrócić do czytania Pisma Świętego i komentowania go na swój własny sposób. Czyli dosłownie i bardzo krytycznie. Zastanawiałem się jak nazwać kategorię odpowiednią dla tego typu aktywności. Zastanawiałem się nad „Słowo na dziś” – ale przywodzi to na myśl codzienne wpisy. A ja na pewno nie dam rady zmuszać się codziennie do czytania tej okrutnej księgi. „Słowo na niedzielę” też odpada, bowiem niedziele mogę poświęcać na coś innego, i prawdopodobnie nie w każdą znalazłbym czas na czytanie pisma oświeconego. Wybrałem „Słowoborze”. Brzmi jak „słowo boże”, co nakierowuje na tematykę wpisów. Jest podobne do „gołoborze” – kto miał przyrę w podstawówce, ten pewnie wie, co to jest. Dla niekumatych – link do cioci Wiki. Jaki to ma związek z wpisami na temat Biblii, pozostawiam Waszej przenikliwości.

Próbuję się również zmusić do tworzenia literatury. Kategoria „Tfurczość” też potrzebuje rozwoju. Jednak z weną to u mnie różnie. Raz mi się nie chce, a raz nie mam ochoty. No i do tego chciałbym pisać w dokumencie tekstowym, zapisać w swoim folderze z opowiadaniami, a dopiero potem wkleić tekst na bloga. Ta metoda ma jednak wadę. Tabulatory znikną. Szukam sposobu, by tabulatory pozamieniać na, dajmy na to, pięć twardych spacji, żeby w tekście na blogu było wcięcie. Albo używany od niedawna przeze mnie styl text-indent. Cokolwiek. Openoffice jednak nie ułatwia mi zamiany na cokolwiek znaku tabulacji. Zobaczymy.

Czas wracać do prób zaczęcia projektu na zaliczenie. Ach, studia…

Share This:

No Comments

Leave a Comment