Bo istnienie kotów jest bezsensowne

Misja na czterech łapach Przyszła dostawa z Wydawnictwa, większość o dziwnych magicznych rzeczach. Wśród nich kilka powieści. Jedna z psem na okładce – tę kupiłem, pies ujął mnie za serce 🙂 W końcu jestem miłośnikiem tych czworonogów.
Od pierwszych stron książka wywołała poruszenie w moim serduszku i kanalikach łzowych. Pisana językiem bardzo naiwnym, ale i ciepłym, serdecznym, ufnym – czyli tak, jak pies zapewne postrzega ludzki świat. Autor wspomina, że korzystał z publikacji i konsultacji z przeróżnymi specami od psów – w tym „Zaklinacza psów” Cesara Millana.
Jest to opowieść o psie, od chwili, gdy uzyskał świadomość, przez dorastanie z dziką matką i rodzeństwem, złapanie przez ludzi, którzy się nimi zaopiekowali, podróż do miejsca, w którym został uśpiony… i odrodzenie w postaci nowo narodzonego szczeniaka. Poprzez kilka wcieleń bohater powieści realizuje swoją misję, by ostatecznie odnaleźć chłopca, który pokazał mu czym jest prawdziwa miłość i przywiązanie.
W kilku miejscach miałem problem, by powstrzymać się od łez, zapewne z dwóch przyczyn – zawsze płaczę przy śmierci bohaterów, do których się przywiązałem, oraz…chodzi o psa. Sam mam psa, z którym jestem bardzo związany emocjonalnie…wbrew pozorom (ostre zęby i pazury) jest kompletnie bezbronny i bezradny, jak dziecko, młodszy braciszek… on sam był podrzutkiem, gdyby ojciec nie zgodził się przyjąć go pod nasz dach…kto wie, co by się z nim stało.
Może on też ma do wykonania jakąś misję…?

Share This:

2 komentarze

  • zajeckicajec Wrzesień 3, 2013 at 11:51 pm

    No to widzę, że płaczemy z tych samych powodów podczas czytania, z tego wnioskuję – książka dla mnie 🙂

    Reply
  • Ania Wrzesień 10, 2013 at 7:39 am

    OOOOOOOOCH!!!!!!!!! Poza tytułem wpisu – jaram się :D! To brzmi uroczo :3

    Reply

Leave a Comment