Bogaty ojciec, biedny ojciec

Bogaty ojciec Gdy kilka lat temu miałem styczność z poprzednim wydaniem tej pozycji, pomyślałem „ale głupi tytuł”. Oczywiście mój kontakt z tą książką polegał na wystawianiu jej na Allegro, sprzedaży, czasem pakowaniu i wysyłaniu. Po kilku latach nastąpiło nowe wydanie – ach, pan Kiyosaki na okładce ze swoją uśmiechniętą buźką.
Usłyszałem też kilka wyrwanych z kontekstu przytoczeń ze środka. Miałem bardzo mieszane uczucia.

Stwierdziłem, że a co mi tam. I tak czytam sporo książek, ta nie jest jakoś specjalnie obszerna, więc nie stracę dużo czasu. Jeśli niczego się nie nauczę, to i tak będzie to pewnego rodzaju doświadczenie.
Niczego się nie nauczyłem.
Robert Kiyosaki nie uczy. On zachęca do nauki. W tej książce nie ma sposobów na zrobienie pieniędzy. To znaczy są – ale dawno już użyte, wypróbowane, i obecnie raczej niezbyt opłacalne. Przedstawione w formie przykładów, co on zrobił, w jaki sposób, i dlaczego było to dobre.
Na wiki napisane jest, że ktoś tam twierdzi, że w Bogatym ojcu… jest sporo błędów itepe. Być może. Nie znam się na tym, więc nie jestem w stanie stwierdzić, czy faktycznie takie operacje były możliwe, czy prawo na to pozwalało, czy coś. Tak czy inaczej, działo się to w USA, więc przekładanie tego na polskie realia nie ma większego sensu.
Również zarzuty pod adresem tytułowego Bogatego Ojca są raczej… głupie. Nawet jeśli nigdy nie istniał, to za pomocą jego postaci autor doskonale przekazuje to, co może (i powinno) pomóc czytelnikowi w osiągnięciu finansowej wolności.
Siłą tej pozycji nie są przykłady, a motywacja do zmiany sposobu myślenia. Na tym polu osiągnąłem pewien sukces. Wydaje się, że i bez tej książki mógłbym to zrobić… niby tak. Ale jest coś takiego jak NLP, i czasem muszą być do nas skierowane określone słowa w określonej formie, poparte określonymi przykładami, żeby uruchomić pewne procesy myślowe. Tak czy ptak, zrobiłem sobie mini-plan finansowy na życie. Przez kilka dni zdążyłem trochę zainwestować. Efekty, chociaż małe (w końcu to kilka dni), widać już dziś. I patrzę na to trochę inaczej niż kiedyś. Mam motywację do tego, by dowiedzieć się, jak działają mechanizmy giełdowe. Trochę poczytałem i zobaczyłem, że faktycznie nie jest to nic strasznego.
I przede wszystkim – nie boję się, że stracę. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni, i każdą porażkę można przekuć w zwycięstwo.

Książkę serdecznie polecam wszystkim, którzy nie chcą być zależni od etatu do końca życia. Również tym, którzy zaczęli już swoją inwestycyjną przygodę i przeżywają chwile załamania, mają wątpliwości. To małe dzieło jest napisane bardzo lekkim i przyjemnym w odbiorze stylem, i, co najważniejsze, pozytywnie oddziałuje na umysł.

Share This:

No Comments

Leave a Comment