Brodate dziecko Transformersów i trochę golizny


Macie. Kto nie zna, niech obejrzy, a kto zna, to może obejrzeć raz jeszcze.

Zostałem poproszony przez Przemusia o wyrażenie opinii na temat utworu i skonfrontowanie jej z opinią „sporej części społeczeństwa”, jak to określiła Natalia.
Nie chciało mi się rozumieć tekstu. Nie chciało mi się po tekst sięgać, mam to w dupie, bowiem klip sam w sobie mnie urzekł. I to mi wystarczy.
Więc… jedźmy od początku.
Mamy klatkę. Mamy dziecko, konkretnie dziewczynkę, w obcisłym wdzianku i z obłędem w oczach. Mamy również faceta, brodatego faceta z tatuażami i w samych gaciach. Faceta, który jest co najmniej przerażony. Kim oni są, kogo przedstawiają, kogo symbolizują? Spośród naprawdę wielu możliwości wybieram sobie tutaj OJCA I CÓRKĘ. Zapytacie „Ale jak to…?”. Ano, tak to.

Na początku okrążają się z nieufnością, facet podbiega, ostrożnie, na paluszkach. Jak ojciec na sali porodowej, czy w pokoju dziecięcym. Nie chce obudzić swojej małej pociechy. Ale i nie wie jak ma się nią opiekować. Facet nie posiada macierzyńskiego instynktu, większość świeżo upieczonych tatusiów ma problemy z choćby zmianą pieluchy, co dla mnie osobiście jest śmieszne – swoich młodszych braci przewijałem. Ha!
Ale jest jak jest. Facet podchodzi z nieufnością i przerażeniem, ale jednak podchodzi. Próbuje.
Dziewczynka strzela minę i odstrasza go… ale czy świadomie? Dla niej to zabawa. Małe dziecko przecież nie ma w zestawie swoich zachowań chęci wywoływania przerażenia. Małe dziecko często się uśmiecha, bo uczy się uśmiechać. I czasem, a nawet często, się zesra. I porzyga. I to wszystko jest tą przerażającą, acz nie mającą przerażać, maską, po której ojcowie muszą klepać się w klatkę, tym razem piersiową, by uspokoić skołatane serce. Jak ja mam wychować to stworzenie, skoro tak się go boję?

Mała tańczy. Robi akrobacje. Używa języka ciała… uczy się chodzić? Facet jakby śmielej do niej podchodzi, można w niektórych jego gestach wyczuć coś na kształt radości. Który ojciec nie cieszy się, widząc pierwsze kroki swojego dziecka? Po chwili zasłania oczy i odchodzi tyłem, gdyż mała znów stroi miny, znów rusza się nazbyt żywiołowo… ale on zasłania oczy, bo nie chce się już bać. Powoli przekonuje się do tej małej bomby życia.

Oboje powoli zbliżają się do siebie. Jak w życiu, ojciec z córką zaczynają chodzić na spacery, rączka w dłoni, kroczek za krokiem, do parku, nad rzekę, nawet do przedszkola. Przekonują się do siebie wzajemnie, znika nieufność. Aż następuje kolejny etap w rozwoju dziecka – eksplozja żywiołowości. Mała kręci brodatym wokół siebie, a on z przerażeniem konstatuje, że właśnie odbił się od prętów klatki… Upilnowanie żywiołu nastręcza coraz więcej trudności. Czasem, wbrew sobie, rodzice reagują agresją, odpychają dziecko, które zaczyna płakać, zamykać się w sobie… i to uderza w rodziców. Ale nie zawsze. Są tacy, którzy nie zauważają potrzeb swoich pociech, którzy nie rozumieją, jacy POWINNI być. Ale na filmie facet daje dziewczynce chwilę wytchnienia, a sam… wspina się po klatce. Gdy ona tańczy, on próbuje nabrać sił, podciągając się… nie tylko fizycznie zapewne. I gdy ona pada, i zaczyna go potrzebować, on spada wprost na nią. I nie robi jej krzywdy.

Kładąc się obok obserwuje ją, próbuje zrozumieć, próbuje delikatnie obudzić, ale ona tej delikatności nie zauważa. Zrywa się jak oparzona. Reaguje gwałtownie… czyżby wchodziła w wiek dojrzewania?
Ojciec wyciąga rękę do córki i czeka, aż ona przyjdzie do niego, i tę rękę przyjmie. Rękę, która ciężko pracowała, by zapewnić byt, rękę, która nie raz była rozcięta i zmiażdżona. Rękę, która musi być obandażowana, by cały czas mogła pracować. I gdy ojciec chce pogładzić swą córkę po włosach, gdy chce odpocząć w jej towarzystwie, ona gryzie go w tę właśnie pokrwawioną dłoń.

Gonią się po klatce, każde jakby coraz bardziej agresywnie, mimo że z początku dziewczynka wydaje się uśmiechać – wszak wciąż jest dzieckiem. Ojciec próbuje wziąć córkę w ramiona, ale ona go odpycha. Nie trzeba chyba tłumaczyć co dzieje się z relacjami większości dojrzewających nastolatków z ich rodzicami. Zapewne większość z czytających te słowa doświadczyła tego całkiem niedawno, z jednej lub drugiej strony.
Gdy dziewczynka naciąga powieki, próbując, zdaje się, przedrzeźniać mężczyznę, on goni ją. Rzuca się w ostatnią, desperacką gonitwę za swoim dzieckiem, ale ona ucieka poza zasięg jego ramion. Mężczyzna zostaje w klatce. Sam. I cierpi. A dziecko gra mu na nosie…

Jednak po jakimś czasie, gdy kończą się hormonalne zawirowania, dzieci zaczynają rozumieć, że rodzina jest w życiu bardzo ważna. Dziewczynka wraca do mężczyzny. Wchodzi z powrotem do klatki, jaką był dla niej rodzinny dom, rodzinna atmosfera, rodzina w ogóle. Wraca do mężczyzny, i pojednuje się z nim. Następuje zgoda pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Na twarzy mężczyzny widać zdziwienie, ale i szczęście, które nieoczekiwanie do niego wróciło. Teraz już spokojnie, bez pośpiechu, wędrują razem, mając w sobie wzajemnie oparcie. Ufają sobie oboje, pozwalają sobie na głupkowate żarty, głupkowate miny, na…

…no właśnie. Głupkowate miny mężczyzny, dojrzałego przecież, mogą być oznaką nadchodzącej starości. Razem ze starością często przychodzą choroby, które zmieniają osobowość. Wówczas zaczynają potrzebować opieki. Mężczyzna jakby opada, dziewczynka bada go, obserwuje, i cierpi, widać to w jej spojrzeniu. Cierpi razem ze swoim ojcem. Prowadzi go za rękę, chce spędzić z nim jak najwięcej czasu, bo wie, że tego czasu nie zostało już zbyt wiele, chce być z nim jak najbliżej, chce trzymać go właśnie za te spracowane, zakrwawione ręce, które zapewniły jej ochronę i rozwój. Chce na koniec choć trochę się zrewanżować. Chce wyciągnąć go z klatki…

Czas i biologia są jednak nieubłagane. Obojętnie jak bardzo byśmy nie chcieli, jak mocno byśmy nie ciągnęli za te spracowane dłonie, nie uda się nam wyciągnąć ich z klatki życia. Z klatki starości, która coraz mocniej trzyma ich w swoim wnętrzu. To, co w tym cierpieniu pozostaje piękne, to wzajemna miłość rodzica i dziecka, wyobrażona przez gniew i rozdarcie małej dziewczynki. Dlaczego dorosła córka starego ojca wygląda ciągle jak mała dziewczynka, a ojciec jak młody facet? Bo dla dziecka rodzic zawsze będzie młody i silny, dla rodzica dziecko zawsze będzie małe i nieporadne.
Na koniec pozostaje jedynie pogodzić się z nieuchronnością pewnych procesów.

A oni i tak powiedzą, że to pedofilia.

Share This:

2 komentarze

Leave a Comment