Browsing Category : Tfurczość

Niezapomniany rejs


Kapitan Cox mocno dzierżył ster w zmarzniętych dłoniach. Po szybach okien mostka kapitańskiego spływała woda, nie sposób stwierdzić – deszcz to czy morze. Potężne fale igrały z łajbą jak z łupiną orzecha. Gdy pierwszy po Bogu ujrzał przed dziobem krakena, przeżegnał się szybko i padł na podłogę. Potężne uderzenie rzuciło nim o szturwał, po czym kapitan stracił przytomność. Ocknął się…

Wiatr we włosach


Stukot kół na krzywych torach drażni bębenki, ale nie zważam na to. Czuję pęd wielotonowej maszyny, wiatr rozwiewa moje długie, kasztanowe włosy. Czuję, że żyję. To wspaniałe, móc siedzieć w pociągu, przy oknie, wystawić na zewnątrz głowę, pozwalać, by niewidzialne palce tworzyły najwymyślniejsze fryzury. Ale… to przecież nie koła. To kopyta dudniące o gościniec. I ja, w siodle, czując jak…

Niechciany lokator


Wróciwszy do domu ujrzałem go. Wpatrywał się we mnie wielkimi, wilgotnymi oczami. Nastroszone futerko zdawało się zapraszać moje palce do czochrania, memlania i całej masy innych pieszczot. – No, pogłaszcz mnie – szepnął chomik. – Nie daj się prosić. Ostrożnie, powoli, by go nie spłoszyć, sięgnąłem do szuflady. Następnie, już bez ceregieli, chwyciłem gryzonia, owinąłem w wyjętą z biurka tekturę…

Złe towarzystwo


Dzień jak co dzień – było pochmurno. Chmurzyska kłębiły się niczym splątana przez wyjątkowo wrednego kota wełna. Niebo było chmurne jak mąż, który po niezbyt długim czasie spokoju musi znów gościć ukochaną mamusię swojej wybranki serca. Pogoda była po prostu – zła. Nie było to co prawda nic dziwnego, taki był klimat. Bartofieja nie martwiła pogoda. Było nawet lepiej, niż…

Śniegowa kula


Nadszedł grudzień. Pierwszy dzień grudnia. Mimo, że większa część tego miesiąca przynależy do jesieni, grudzień kojarzył się Tosi tylko i wyłącznie z zimą. W grudniu są Święta, Boże Narodzenie. W grudniu jest Sylwester. Więc w grudniu jest zima! A jak jest zima, to powinien padać śnieg, powinno być biało, powinna z rodzicami chodzić na sanki, lepić bałwana, rzucać się z…

Radosna (choć może nie do końca) twórczość


– Kochanie, długo jeszcze? – zapytał. Dość głośno. – Jeszcze chwilę, no – odkrzyknęła z toalety. – Pali się gdzieś? Nie paliło się, ale on miał dość czekania. Spędził cały dzień w męczącej pracy, i gdy już wrócił do domu, odgrzał obiad, zrobił herbatę dla siebie i kawę dla niej, odpalił serial, chciał po prostu zjeść, wypić i zrelaksować się.…

Złap mnie za rękę, nie bój się, poboli tylko przez chwilę…


Moździerz – łac. mortarium; ang. mortar; niem. Mörser. Męczennik – łac. martyr; ang. martyr; niem. Märtyrer. Podobieństwo jest oczywiste. Moździerz służy do ścierania na proch składników służących do przyrządzenia jadła, albo, ten w znaczeniu militarnym – ściera na proch wrogów. Męczennik kim jest, każdy wie. W zamierzchłej przeszłości jedno blisko łączyło się z drugim. Share This:

Święto Trupów 2016


Od rana padało. Było ciemno, mroczno i ponuro. Ciężkie krople chłodnego deszczu szumiąc opadały na idących ścieżką ludzi. Ludzie ci chronili się przed atakującą ich z nieba wodą pod parasolami, poza jednym wyjątkiem. Najstarszy syn Waldemara był opatulony w nieprzemakalną kurtkę sztormową. Nie lubił parasoli. Za to lubił mieć obie ręce wolne. Share This:

Siano w głowie


Obudziłem się dziś ze strasznym bólem głowy. Otworzyłem najpierw jedno oko, to prawe. Jestem praworęczny, więc jakoś tym prawym okiem lepiej operuję. Jest silniejsze i zręczniejsze. Popatrzyłem nim przed siebie. Stwierdziłem, że jest ciemno, otworzyłem więc oko lewe. Może to będzie lepiej widzieć. Nic. Ciemno. Okazało się, że leżałem na brzuchu, a twarz miałem wciśniętą w poduszkę. Share This: