Cieniem kładzie się na mym sercu myśl pewna…

Mroczne cienie Historia bitwy między posiadaczem ziemskim będącym wampirem, w którego zmieniło go babsko zakochane w nim, a niemogące go mieć, będące również przy tej okazji wiedźmą. Rzecz dzieje się na przestrzeni dwu stuleci, z przeważającą ilością akcji w latach siedemdziesiątych XX wieku. Kupa śmiechu. Ale ja oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie próbował wytargać stamtąd czegoś jeszcze…

Film porusza tematykę miłości. Tylko… czym ona jest?
Po wygranej bijatyce Barnabas rzecze nienawistnej Angelique, iż „nie chciała jego miłości, chciała go posiąść.” Nie wiem, jak brzmiało to w oryginale, bo lektor zagłuszył, ale nie jest to istotne. Ważne jest to, że oblicza miłości są różne. Każdy kocha w inny sposób. Kochasz kogoś i dajesz mu żyć z dala od siebie – dajesz mu wolność. Kochasz kogoś i pragniesz, by był jak najbliżej – pragniesz bliskości. Miłości? Zmusić do niej nie możesz… potrafisz ją wzbudzić? Czy ta wzbudzona będzie miłością? Miłość jest samoistna, czy indukowana? Miłość bez wzajemności nie istnieje, czy to właśnie ta bezinteresowna jest prawdziwa?

To wszystko sprawia, że nie mogę postrzegać Angelique jako jednoznacznie złej postaci. Była zepsuta, egoistyczna, podła… ale czy na pewno nie potrafiła kochać?

W jakiś sposób zapewne umiała. W zasadzie – na pewno. I to właśnie czyni ją postacią tragiczną. Zaplątaną w żądzę osiągnięcia upragnionego uczucia drugiej osoby, i niemożność powstrzymania się od prób osiągnięcia go za wszelką cenę.

Share This:

No Comments

Leave a Comment