Co boskie, niech Bóg decyduje. Resztę zostawcie ludziom. FFS.

CIEKAWY ARTYKUŁ, W TRAKCIE CZYTANIA KTÓREGO ŻAL MI SIĘ ZROBIŁO KOLEJNYCH LUDZI.

Jedziemy po kolei, od góry.

Tłusty druk – poniekąd się zgadzam. Ale poniekąd. Zgadzam się z tym, co jest faktycznym zabójstwem/morderstwem (jeszcze przed sobą mam zdobycie wiedzy o różnicy tych dwóch słów), a więc: aborcja i eutanazja. To oczywiście kwestie sporne, dylematyczne.

DYLEMATY:

Aborcja: moja ukochana żona ma urodzić nie mniej ukochane, choć jeszcze oczekiwane dziecko. Doszło do jakichś powikłań. Wiemy jedno – jeśli dziecko przeżyje, matka umrze. Jeśli matka ma przeżyć, trzeba dokonać aborcji. Mniejsza o szczegóły medyczne i prawdopodobieństwo wystąpienia – doszło do takich faktów i już. Ja nie potrafiłbym podjąć decyzji.

Eutanazja: jeśli ktoś chce umrzeć – jego sprawa. Może się zabić. Byle skutecznie, żeby później lekarze nie tracili czasu i środków na takich ludzi. A co z chorymi psychicznie? Niekoniecznie CHCĄ się zabić, może podpowiada im to jakiś wewnętrzny pasożytniczy głos. A ludzie w śpiączce? Z jednej strony, jaki jest sens utrzymywać przy życiu warzywo, z drugiej, a nuż za chwilę się obudzi? Ale w takim stanie, w śpiączce właśnie, nie może podjąć decyzji, czy chce żyć, czy nie.

Te dwie kwestie na razie nie są rozwiązane, batalia o nie zawsze będzie się toczyć.

Antykoncepcja – jak trzeba być ograniczonym, żeby próbować jej zakazywać? HIV, AIDS, różne dziwne choroby, czy wreszcie niechciana ciąża – od tego ma chronić Bóg? Bóg, który przecież i tak nie wtrąca się w nasze życie? Człowiek sam musi o siebie zadbać. Ma rozum, i powinien z niego korzystać, jak również z osiągnięć tego rozumu. Jak mam mieć dzieci, skoro mnie na nie nie stać? Bóg da dla nich jedzenie? A może ich śmierć głodowa będzie dla mnie próbą wiary, jak dla Hioba? A może zrezygnować z seksu? Rozumiem i wierzę w to, że związki bez seksu mogą funkcjonować. Ale niektóre nie mogą. I to nie jest kwestia dobra/zła, tylko szczegół, który z moralnością niewiele ma wspólnego. Jednak fanatycy religijni roszczą sobie prawo do kontrolowania każdej dziedziny życia. Dla samej kontroli, sensu tu wielkiego nie ma.

In vitro – dlaczego za złe uważane są próby uszczęśliwiania ludzi nieszczęśliwych? Ile par pragnie mieć dziecko, a nie może? Co prawda jest to pewne rozwiązanie dla niechcianych dzieci (kolejny argument przeciwko aborcji), adopcje przecież funkcjonują. Jednak nie każda matka potrafi zaakceptować „nie swoje” dziecko. To nie kwestia złej woli. To psychologia fizjologiczna (czy jakoś tak). Skoro jest możliwe, by było to jej dziecko, dlaczego zabierać jej tę możliwość? Aha, no przecież jeśli Bóg chce wystawić ją na próbę, to niech cierpi. Ale ja nie sądzę, by Bóg chciał ludzi unieszczęśliwiać. Kto chce, niech się umartwia, skoro mu to pomaga. Jeśli ktoś potrafi być dobrym człowiekiem bez ascezy i wiecznego smutku, to dlaczego ma się umartwiać?

Jedziemy dalej.

W deklaracji lekarze i studenci mają się zobowiązać do wierności własnemu, chrześcijańskiemu sumieniu, które ma pierwszeństwo przed prawem stanowionym.

Skoro mamy żyć w państwie prawa, to powinno się do tego prawa stosować. Prawo ZEZWALA na pewne rzeczy, jeśli chodzi w medycynie, i prawo NIE ZEZWALA na inne. Z drugiej strony istnieje coś takiego jak Przysięga Hipokratesa, która w swym starożytnym brzmieniu (wedle cioci Wikipedii) zawiera zdanie:

Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie.

Jeśli więc mamy dozwoloną w prawie aborcję, lekarz może odmówić jej wykonania, bo jest to niezgodne z jego sumieniem, a przysięgi do sumienia, jak najbardziej, uderzają. Problem pojawia się, gdy lekarz ma sumienie wypaczone. Jeśli wiara w Boga, którego tak naprawdę nikt nie widział, każe mu odmówić przetoczenia krwi (Świadkowie Jehowy), to ja chrzanię takiego lekarza. Jeszcze lepsi są rodzice, który zamiast zaprowadzić dziecko do lekarza, modlą się o uzdrowienie. Ciekaw jestem jak wyjaśniają to, że dziecko umarło. Bóg tak chciał? A może człowiek nie dopilnował?

Dalej lekarz wyznaje, że „ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne”, a „moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę”.

Jasne, jest nietykalne. Poza pewnymi wyjątkami, jak na przykład morderca grożący mojej rodzinie. Mam zasrany obowiązek rodzinę obronić, a jeśli będzie się to wiązało z zabiciem skurwiela – trudno. Kto podnosi rękę na drugiego człowieka wyrzeka się przywileju bycia człowiekiem. Albo, kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Jak wolicie.

Moment poczęcia i zejścia człowieka zależy od Boga. Jeśli Bóg chce, sprawia, że antykoncepcja nie działa, gumy pękają, hormony nie działają jak trzeba – c’est la vie. Człowiek uderzony siekierą przeżywa – Bóg tak chciał. Oczywiście to ironia z mojej strony. Ja uważam, że Bóg się nie wtrąca. Wyjaśniłem wyżej, co sądzę na temat antykoncepcji itepe. Według mnie Bóg wymaga szacunku dla życia, a sztuczne zapłodnienia i antykoncepcja w wielu przypadkach wyrazem takiego szacunku są. Nie chcemy, by nasze dzieci cierpiały głód i niedostatek, decydujemy się na nie, gdy jesteśmy na nie gotowi. Jeśli nie możemy ich mieć w wyniku działań naturalnych, z powodu – no właśnie, czego? Działań Boga? – powinniśmy skorzystać z osiągnięć ludzkiego umysłu. Dziecko powinno być dla społeczeństwa dobrem najwyższym, bo pozwala mu przetrwać i się rozwijać. Dobrem najwyższym, a nie dobrem (tudzież złem, w niektórych przypadkach) koniecznym. Dziecko powinno być efektem przemyślanej decyzji, a nie kretyńskiej wiary w to, że „Bóg jakoś pomoże”. Skoro Bóg nie pomógł martwym ofiarom kataklizmu, które niczym nie zawiniły, dlaczego ma sobie zawracać głowę patologicznej rodzinie z ósmym dzieckiem w drodze? (Oczywiście nie uważam, że wielodzietność oznacza patologię)

Lekarz „przyjmuje prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej”. I „uznaje pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim(…)

Płeć jest podobno warunkowana przez chromosomy. Jak jest Y, to jest chłopiec. Naczytałem się i nasłuchałem o XX z kutasami i XY bez kutasów. Nikt tego tak naprawdę nie bada. Do tego dochodzi jeszcze tzw. „płeć mózgu”. Pojawia się wielki problem, jeśli facet (albo człowiek, który wygląda na faceta, a genetycznie jest kobietą) ma zakodowane w głowie, że facetem nie jest. To jak homoseksualizm – po prostu jest, i już. Owszem, są i tacy, który chcą zwrócić na siebie uwagę, i „zostają” gejami, zmieniają płeć, przebierają się itepe. Ale fakty pozostają faktami. Takie rzeczy się zdarzają. Jeśli Bóg nadaje płeć… to jakim skurwielem musi być zostawiając taki burdel w umyśle swojego umiłowanego dziecka? W ogóle, choroby, śmierć i zło – jak On mógł do tego dopuścić?
Szanować człowieka – to trzeba sobie przyswoić.

Pielgrzymka Służby Zdrowia do Częstochowy 25 maja złoży na Jasnej Górze wotum wdzięczności w postaci „Deklaracji wiary” wyrytej na kamiennych tablicach.

Ciekaw jestem ile kasy pochłonęły te tablice. Może można by było zasponsorować jakieś leki, wózki inwalidzkie, sprzęt, opiekunki dla dzieci, jakąś fundację… ale nie. Lepszy jest kamień. Kamień, który może jeszcze ma magiczną moc kontaktowania ludzi z Bogiem?
Złoty cielec też ponoć taką miał. Łączył z Bogiem. Ale nie Jehową.

Na zakończenie artykułu ktoś postawił bardzo (IMHO) ironiczne zdanie…

Wanda Półtawska leży w poznańskim szpitalu po wypadku, w wyniku którego ciężko się poparzyła.

Czyżby zawiodła ją wiara? A może Bóg? A może wiarę straciła? A jeśli nie, to po jaki chuj leży w szpitalu? Przecież i tak od Boga zależy co się z nią stanie…

A na zakończenie mojego pierdolenia podam cytat z ks. Wacława Pokrzywnickiego:

Niekorzystanie z darów Ducha Świętego jest grzechem. Zwłaszcza z rozumu.

Share This:

4 komentarze

  • Ania Maj 18, 2014 at 12:41 pm

    Nie przeczytałam całego, ale… In vitro jest pośrednio związane z aborcją. Przy tym „procesie” używa się wielu komórek jajowych (ze względu na koszty) i wybiera potem jedno zapłodnione, gdzie takich zapłodnionych czasami (zdaje się) nie ma wcale, a czasami jest więcej niż jedno. Niepotrzebny „nadmiar” zostaje usunięty (jeszcze pytanie: których się pozbyć, a które zostawić? Wygrywa ten najbardziej po lewej?).

    Reply
    • takisobiekoles Maj 18, 2014 at 7:47 pm

      O ile dobrze pamiętam, niewykorzystane embriony hibernuje się – tak przynajmniej jest w teorii. Tutaj oczywiście mamy do czynienia z indywidualnym podejściem lekarzy/naukowców, na wadze mamy etykę i finanse. Wiadomo, że przechowywanie kosztuje, ale mając więcej zapłodnionych komórek marnotrawstwem wydawałoby się je niszczyć.

      Poza tym jest tu inny punkt, w którym zderza się religia z nauką – czy bezpośrednio po zapłodnieniu możemy mówić o duszy, a więc o człowieku. Pojęcia nie mam, jak to rozwiązać. Dusza to jakby własne JA każdego człowieka, charakter i osobowość, które to są przecież warunkowane przez mózg i bodźce. Czy komórka, czy też system komórek bez mózgu i neuronów posiada duszę? Nie wiem. I nie wiem, czy chciałbym, żeby tak było, czy nie. Z jednej strony to piękne, z drugiej, tak jak napisałaś, niektóre są niszczone/zabijane.

      Znalazłem przed chwilą: http://odkrywcy.pl/kat,111396,title,In-vitro-i-zamrozone-zarodki,wid,13909523,wiadomosc.html?_ticrsn=3&smg4sticaid=612bfb

      Reply
      • Ania Maj 18, 2014 at 8:12 pm

        Hibernuje, hm, ciekawe jednak ile się odhibernuje?
        Szczególnie interesujące z tego artykułu:
        „Natura jest naprawdę bardziej radykalna niż laboratorium IVF – kobieta wytwarza komórki jajowe, cześć z nich się zapładnia, a część nie. Z tych zapłodnionych tylko część się zagnieżdża, a niektóre są tak słabe, że w ogóle się nie będą rozwijały i nigdy nie dadzą urodzonego dziecka. W procedurze zapłodnienia pozaustrojowego my to wszystko wiemy oglądając zarodki. W naturze kobieta może nie wiedzieć, że była w bardzo krótkotrwałej ciąży – może myśleć, że wydłużył jej się cykl. I na tym polega różnica – na wiedzy.”
        To dodatkowo daje do myślenia przy takim „niewykorzystywaniu zarodków”. Ale jak sam napisałeś, wszystko rozbija się znów o pytanie: kiedy mówimy o człowieku? Czy istnieje coś takiego jak dusza? Jak to wszystko działa?…
        (W ogóle na UG na prawie jest przedmiot w stylu „prawa życia poczętego”, szukanie etycznie, moralnie dobrych odpowiedzi na te pytania, to fajna sprawa – oby zaliczało się jakimś referatem, nie sztywnymi kolokwiami.)

        Reply
        • takisobiekoles Maj 18, 2014 at 9:56 pm

          Zawsze jest ryzyko niepowodzenia. Tak samo jak w przypadku operacji na otwartym sercu. Pacjent może zejść. Tutaj, możemy albo pozbawić nadziei na szczęście dwoje ludzi, albo zaryzykować niemożność odhibernowania zarodków. Nikt nie mówił, że podejmowanie decyzji będzie łatwe…

          Co do cytatu… natura postępuje według własnych reguł, które bardzo często nie są kompatybilne z nauką i techniką. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wszystkie zarodki powinno się dać odhibernować. Natura występuje tu jako potężna siła, Bóg niemalże. A może to Bóg jest naturą. Tak czy ptak, nie wiemy, czy pacjent przeżyje, czy nie, bardzo często rozwiązanie jest niezgodne z jakimikolwiek rokowaniami. Owszem, tutaj mamy wiedzę na temat tego, ile zarodków nie udało się ocalić. Ale to wszystko jest wynikiem nauki, nie naturalnego porządku. Cóż, żyjemy w cywilizacji, która przecież jest systemem mającym kontrolować naturę. Tylko że jej nie da się kontrolować.

          Ciekawy przedmiot, bardzo ciekaw jestem co się tam na nim dzieje. I też mam nadzieję, że zaliczenie nie jest podobne do matury z polskiego – jeden klucz, jedna ideologia, jedna moralność. Nie myśl, nie rozumuj, przyjmuj to, co musi być.

          Reply

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.