Corpus delicti

Corpus delicti (łac. przedmiot przestępstwa) – dowód rzeczowy świadczący o przestępstwie, ślad lub przedmiot stanowiący podstawę do przedstawienia wniosków dotyczących popełnionego czynu i sprawcy.

Wikipedia

Czytałem tę powieść dwa razy. Pierwszy raz, przed kilku laty, musiałem zaznajamiać się z nią pod wpływem dużej dawki alkoholu, bowiem czytając ją drugi raz przekonałem się, że za pierwszym niewiele z niej zrozumiałem. Albo najzwyczajniej w świecie zapomniałem, co w sumie przy moim podejściu do literatury nie byłoby niczym dziwnym.

Autorka rozpościera przed nami świat idealny. Choroby praktycznie nie istnieją, tak samo jak wszelkie zarazki. Obywatele, podporządkowani rygorystycznym normom ćwiczeniowym i diagnostycznym nie mają, choćby nawet bardzo chcieli, możliwości zachorowania. Alkohol, papierosy i wszelkie inne używki są surowo zakazane, co jest nieco irytujące, gdy bohaterowie zamiast kawy czy herbaty, piją… gorącą wodę. Ewentualnie z dodatkiem cytryny. Na domiar wszystkiego dobieranie się w związki jest regulowane przez Centralę Pośrednictwa Matrymonialnego, za pomocą testów zgodności immunologicznej… Oto świat według METODY. Świat, w którym ludzie są zdrowi i szczęśliwi. Chociaż bardziej przypomina to sytuację z dowcipu:

– Cześć stary, słyszałem, że się ożeniłeś!
– Cześć, no, jakoś tak wyszło.
– Musisz być szczęśliwy!
– Ano… muszę…

Wszelkie odstępstwa od norm ustanowionych na górze są monitorowane, ścigane i w przypadku braku skruchy i mocnego postanowienia poprawy – karane. A co do braku możliwości zachorowania… cóż, zawsze zdarzają się wyjątki. I w fabule „Corpus delicti” jeden z takich wyjątków staje się przyczyną buntu przeciwko METODZIE jednej z jej najbardziej zagorzałych obrończyń.

Mia Holl, utalentowana biolożka, jeden z milionów osobników bezmyślnie stosujących się do zasad ustalonych „na górze”, pewnego razu postanawia zbuntować się przeciwko systemowi. Powodem jest pomyłka, której według niej dopuściła się METODA. Mia uważa, że jej brat został niesłusznie skazany za gwałt i morderstwo, ale jako kontrargumenty ma jedynie swoje uczucia, elementy niedopuszczalne w idealnym i sterylnym państwie. Jak również we współczesnych nam procesach sądowych. Uczucia i fakt, że „ona najlepiej zna swego brata”.

Co jednak nie powinno nikogo dziwić, proces, jak zwykle w przypadku restrykcyjnych reżimów, jest szybki, niemal zbyt szybki. Wiara Mii w METODĘ wali się jak domek z kart, postanawia więc się zbuntować. I tu zaczyna się główny wątek fabularny – proces terrorystki.

Po stronie biolożki stają prawdziwi terroryści, domagający się prawa do choroby członkowie organizacji RAK. Przeciwko niej – cały system, a na dokładkę pewien dziennikarz, publicysta i (dodam od siebie) straszny skurwiel. Doprawdy nie wiem, czy jest on aż tak zakłamany czy raczej faktycznie ślepo wierzy w METODĘ, dość powiedzieć, że nie cofnie się przed niczym, by jej wrogów skutecznie wytępić. Naprawdę, przed niczym.

Czytając pierwszy raz tę powieść nie mogłem zauważyć podobieństw do „Roku 1984”, to bowiem dzieło przeczytałem prawie rok później. Tym razem jednak było inaczej. Pod koniec „Corpus delicti” machinacje systemowe, fałszywe oskarżenia i propaganda stają się niemalże obrzydliwe.

Poczucie niesprawiedliwości pozostaje na długo. Tak samo jak strach przed rzeczywistością, która, i patrząc na dzisiejszy świat można się bać coraz bardziej, nadejdzie prędzej, czy później.

Share This:

2 komentarze

  • Nadrabiająca Maj 5, 2017 at 2:33 pm

    Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale widać, że wywołuje silne emocje. 🙂 Kusi, żeby po nią sięgnąć i chyba dodam ją do swojej listy „do przeczytania” 😉

    Reply

Leave a Comment