Czterdziestu siedmiu z mieczami

Roniny Poszedłem na ten film z wielkimi nadziejami. Pewnością nieomal, że film nadziei mych nie zawiedzie. Wszak mowa tu o Japonii, japońskich legendach, japońskich wojownikach, japońskich mieczach, japońskich potworach…
…no i „boski-och-ach-Kijanu”…

Niestety, film nadzieje jednak zawiódł. Ale zacznijmy od tego, co było dobre. Według mnie, oczywiście:

Keanu – zagrał mruka, nigdy nieuśmiechającego się Mieszańca, który za wikt i opierunek poprzysiągł chronić swego pana, ale nie wykorzystując potwornych mocy, których nauczyli go ci, którzy wychowywali go od dziecka.
Zagrał mruka bardzo dobrze, jego bohater jest bardziej honorowy od niektórych samurajów, z pokorą znosi pogardę, którą okazują mu ci lepiej sytuowani. Ci, dla których hańbą jest przebywanie w jego towarzystwie.

Samurajowie (samuraje…?) – również jestem z nich dumny. Nie są to jednakowe porcelanowe postaci, każdy ma swój charakter, niektórzy mają problemy z zachowywaniem się honorowo, niektórzy są zawsze uśmiechnięci, inni wiecznie poważni, ale każdy (z tych oczywiście wysuwanych na bliższy nam plan) jest postacią wyrazistą i indywidualną.

Pan Asano – dobrotliwy władca swej krainy, wierny zasadom aż do swej śmierci. Pozytywnie, być może ze względu na to, że szybko umiera.

Demon w zbroi – nic nie mówi, jest wielki, dobrze robi mieczem.

Demony z lasu – mistrzowie sztuk walki i iluzji.

Tyle pozytywnego.
Teraz objeżdżamy.

Pan Kira wnerwia swoim drwiącym uśmieszkiem, który nijak nie pasuje do postaci negatywnej. Uśmieszek przywodzi raczej na myśl wioskowego głupka, a nie potężnego władcę mającego do czynienia z czarną magią.

Wiedźma – za mało magii, nawet biorąc pod uwagę polimorfię – mogli się bardziej postarać.

Mika – rozlazła. Nie zyskała sobie mej sympatii.

Film – za mało scen walki, zbyt dużo pieprzenia o honorze, zbyt mało scen, które mogłyby być wykorzystane przez system 3D. Cena za bilet w związku z tym zbyt wysoka.
Fabuła byłaby świetna, gdyby wyciąć z niej wszystkie elementy fantasy. Byłaby to wówczas opowieść o honorowych wojownikach, pragnących pomścić śmierć swego pana, nawet za cenę śmierci. Byłoby to lepsze.
Otrzymaliśmy opowieść o honorowych wojownikach, pragnących pomścić śmierć swego pana, nawet za cenę śmierci w oparach drętwej magii, nikłej ilości efektów specjalnych i z wątpliwą jakością stworów z japońskiego folkloru.

…no i na koniec: Sądząc po reklamach, plakatach i stojakach, rola Zombie Boya mogłaby być bardziej obszerna niż nikła…

6/10.

Share This:

No Comments

Leave a Comment