Dziadek zły humor miał

W nowej pracy na ogół jest spokojnie, ale bywa też wesoło.

Jedna z ostatnich rozmów z pewnym starszym gościem przebiegała w miarę spokojnie, poza tym, że najpierw nie mogłem się do niego dodzwonić, bo był u lekarza (odbierała żona). Gdy jednak od lekarza wrócił, i udało mi się z nim skontaktować, już na samym wstępie mnie zjebał. Bo miałem zadzwonić o jedenastej. A była trzynasta. Cóż, zrządzenie automatu…

Po wypytaniu dziada i odwaleniu ustalonych formułek, przeszedłem do ostatniej. I tu się wywiązał taki mniej więcej dialog.

– Czy telefon, na który zadzwoniłem, należy do pana?

– Nie, do żony.

– A czy ma pan jakiś swój telefon?

– Tak, mam, stacjonarny i komórkowy.

– W takim razie proszę o podanie numeru komórkowego.

Podał mi numer. W tym momencie, mając na uwadze całokształt rozmowy, chcę dopytać, ustalić, upewnić się, do chuja wafla, ale to był chyba z mojej strony błąd.

– Czy numer telefonu, który właśnie mi pan podał, należy do pana? Czy jest to pana własny numer?

– Nie, panie, własny to nie. Ja go dziedziczę po ojcu, a wcześniej po dziadku, pradziadku i po królu Zygmuncie Wazie Trzecim.

Chwyta mnie lekki wkurw, bo pora się późna robi, jestem zmęczony, i nie wiem, czy dziad jest na prochach, czy też jest wkurwiony, czy sobie po prostu heheszki robi i usiłuje mnie wyprowadzić z równowagi.

Pytam więc:

– Czy nosi pan ze sobą ten telefon w kieszeni?

To pytanie było jeszcze poważniejszym błędem.

– Nie, panie ja go nie noszę, on sam za mną po chodniku chodzi!

Tu włączyła się żona dziada, odbierając mu telefon wyłajawszy uprzednio, i prosząc mnie, bym się na niego nie gniewał, bo jest zmęczony, u lekarza był, podenerwowany, i takie tam.

No cóż, nudzić to się w robocie na pewno nie nudzę…

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.