Dziesięć Przykazań Boga Zazdrosnego [DPBZ]

Lat już kilka nie czytałem Biblii. Zatrzymałem się na Księdze Wyjścia. Nie pamiętam, dlaczego chciałem sobie zrobić przerwę od czytania tej cegły, ale wiem, że przerwa owa miała być krótsza niż… no w zasadzie nie dłuższa niż kilka tygodni.

Co skłoniło mnie do powrotu do lektury? Może coraz mocniejsze wpierdalanie się kościoła katolickiego i katolickiej partii PiS w codzienne życie obywateli? Coraz większa i większa ilość artykułów na temat księży poniżających wiernych? A może nienasycony głód mojego antyklerykalizmu? Tak czy inaczej jedziemy z koksem.

Traf chciał, że te kilka lat temu zatrzymałem się przed opisem Dziesięciu Przykazań. Dla chętnych, jest to Księga Wyjścia, rozdział 20, wersety 1-17. Nie będę tu przepisywał całego tekstu, bo mi się najzwyczajniej w świecie nie chce, no i nie ma takiej konieczności, gdyż nie do wszystkiego chcę się przypierdolić.

Nie będziesz miał innych bogów oprócz Mnie. Nie zrobisz sobie bożka. I żadnej podobiźnie przedstawiającej to, co najwyżej na niebie, nisko na ziemi i w głębinach wód, nie będziesz oddawał czci ani nie oddasz się w niewolę. Ja jestem Panem, twoim Bogiem, Bogiem zazdrosnym. Za grzechy tych, którzy Mnie nienawidzą, wymierzam karę ich potomkom, nawet w trzecim i czwartym pokoleniu. Tym zaś, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań, okazuję miłosierdzie do tysięcznego pokolenia.
Wj, 20, 3-6

Jak dla mnie, to Pismo wprost zakazuje oddawania czci obrazom, rzeźbom, relikwiom, innym świętym przedmiotom. W kościele katolickim mamy od groma kultów i kulcików, a to Matki Boskiej, a to świętych, a to błogosławionych, a to księży samych w sobie, bo spora rzesza wiernych, zwłaszcza w podeszłym wieku, uważa kler za jakąś półboską kastę. Takie rzeczy to u pogan były na porządku dziennym. U pogan, których mordowanie kościół uznał za sport. Cóż… może księża byli zazdrośni o cześć, jaką poddani darzyli swoich władców.

Skoro o zazdrości mowa, to tutaj kler wziął sobie bardzo mocno do serca słowa o boskim obrazie i podobieństwie. Są zazdrośni o wpływy jak sam Jehowa. I jak sam Jehowa mają manię kontrolowania. Bóg mówi, że albo go czcisz i jest okej, albo jesteś niewierną, grzeszną łajzą, i masz przejebane. Takie wychowanie w strachu przed karą pokutuje po dziś dzień. Ludzie postępują „właściwie”, bo chcą zasłużyć na nagrodę, albo uniknąć kary. Gdyby zlikwidować nakazy i zakazy, pewnie ruszyliby mordować. Albo byliby zagubieni, bo nie potrafią myśleć samodzielnie. Są okaleczeni przez wychowanie w nakazach i zakazach.

Nie wiem dlaczego, ale w tym momencie przypomniał mi się Rok 1984 Orwella. Podobieństwo było takie, że wszyscy robili tak, jak kazała partia. Ze strachu przed konsekwencjami. W nadziei na spokój. I być może awans. Ale było tam coś, czego nie potrafię dostrzec w kościele. Może dlatego, że moi znajomi wierni jeszcze żyją, a umarli nie raczyli się ze mną porozumieć. Otóż w powieści Orwella złapani na buncie nie byli zabijani. Robiono im pranie mózgu i ostatecznie KOCHALI Wielkiego Brata. Partia osiągała swój najwyższy cel. Ludzie nie tyle, że słuchali partii ze strachu, ile z miłości do władzy. A ilu katolików przestrzega reguł właśnie ze względu na miłość do Pana Boga Stwórcy Wszechrzeczy? Ilu NAPRAWDĘ go kocha?

A ilu z naszych sąsiadów nienawidzi Niemców albo Rosjan? I dlaczego? Bo kilkadziesiąt lat temu przodkowie niektórych z nich wjechali czołgami do naszego kraju? A co ci obecni Niemcy i Ruski mają z tym wspólnego? Czy któryś z nich zabił Ci kogoś bliskiego? Ukradł coś? Lżył choćby? Jeśli tak – proszę bardzo, masz prawo nienawidzić. Jeśli nie – odpierdol się od nich.

Podobnie ma się sytuacja ze starotestamentowym bogiem. Za przewiny będzie karał dzieci, wnuki i prawnuki winowajców. A co one są winne? Ba, winą samych grzesznych byłoby nawet samo nieposłuszeństwo bogu, który jest zazdrosny, zaborczy, i uzurpuje sobie prawo władania jednostkami podobno posiadającymi wolną wolę… ale już mniejsza o prawo własności. Dlaczego miłosierny i sprawiedliwy… wróć. Miłosierny i sprawiedliwy jest chyba dopiero w Nowym Testamencie. Więc bóg Mojżesza to mściwy sukinsyn, który będzie gnoił nieposłusznych. I niewinnych, za same więzy krwi.

Ta część z nagrodami również ma przełożenie na nasze czasy. Potomkowie baronów, dzieci ludzi trzymających władzę, latorośle bogaczy mają w życiu łatwiej. Wszyscy ich kochają, uwielbiają, nie robią pod górę, idą na rękę. Są ubóstwiani. Tylko dlatego, że ich rodzice coś tam kiedyś zrobili. Szkoda, że bohaterowie wojenni i ich dzieci nie dzielą tego sielskiego życia. Naprawdę, szkoda.

Większość punktów Dekalogu jest sensowna, i w zasadzie pokrywa się z ogólnym i obiektywnym, tak to nazwę, kodeksem moralnym. Ale przyczepić muszę się jeszcze do trzeciego. O święceniu świętego dnia. I zakazie pracy. Rozumiem, że to były inne czasy. Ale dziś jest dziś, żyjemy in the future, a nasza władza serwuje nam zakazy rodem ze starożytności.

Mamy takie czasy, że chcąc nie chcąc musimy pracować w weekendy. Ale mamy też takie czasy, że praca nie oznacza zapierdalania w manufakturze. Przynajmniej nie dla wszystkich. Kto nie chce pracować w niedziele, niech nie pracuje. Niech zmieni pracę. Niech idzie pracować do biura. Nie ma kwalifikacji? Trudno. Nie mój problem. Ale jak w sklepach nie będą pracować, to zaraz w restauracjach i kinach też nie będą chcieli. I na stacjach benzynowych. I na kolejach. Jak wszyscy to wszyscy. Wyjdzie na to, że w pewną niedzielę wszyscy umrzemy. Nie zrobimy na weekend zapasów żywności, bo albo zapomnimy, albo nie będziemy mieli czasu, bo akurat my zapierdalamy w dni powszednie, i czas na zakupy mamy w weekendy. Poumieramy z nudów, bo ani telewizji nie obejrzymy (telewizja nie pracuje w niedziele), ani książki nie poczytamy (w elektrowni nie pracują w niedziele). Ba, elektrownia może nas zabić na różne sposoby. Chorzy w szpitalach umrą (również za sprawą lekarzy i pielęgniarek nieobecnych w pracy), brak światła w kiblu spowoduje niedokładne wycieranie dup, co zaskutkuje zatruciami pokarmowymi. Przy tej okazji – lodówka nie działa, więc jedzenie się nam popsuje. Do kina nie pójdziemy, do teatru nie pójdziemy, nie pojedziemy za miasto, bo autobusy nie jeżdżą, a samochodem trochę strach, bo a nuż zabraknie paliwa. Stacje przecież nieczynne. Umrzemy.

Odpierdolcie się od niedzieli i dajcie ludziom pracować. Pracy w Polsce jest od cholery, jak komuś nie pasuje praca w sklepie, niech znajdzie inną. A jak ktoś chce święcić święty dzień, to niech święci. Może iść do kościoła, nikt mu nie broni. Przecież nie siedzi tam cały dzień.

Na koniec ostatnie przykazanie. To o niepożądaniu cudzego majątku. Przestrzeganie tego przykazania można by było wpisać w kodeks pracy księży, polityków, urzędników. I egzekwować. Surowo.

Podobno kiedyś nieuczciwych urzędników karano śmiercią.

Share This:

No Comments

Leave a Comment