Gabe’s eternal bork

W zeszłym roku odeszło sporo znanych osobistości, związanych głównie ze światem muzyki. Nadszedł nowy rok, 2017, i wielu z nas miało nadzieję na to, że będzie lepszy od poprzedniego. Taką samą nadzieję podobno wyraził sto lat wcześniej car Mikołaj II Romanow. Jak to wyszło w praktyce, wszyscy wiemy.


Biała, puchata chrypa

Może wpływ na moje odczucia ma fakt, że jestem miłośnikiem zwierząt i głupich filmików. A głupie filmiki ze zwierzakami darzę jeszcze większą sympatią niż „zwykłe”. Jednak filmiki z Gabem znajdowały się na wyższym poziomie abstrakcji. Oglądając wiele z nich parskałem śmiechem jak koń, który „by się uśmiał”, ale zapałałem miłością do białego bohatera po obejrzeniu materiałów oryginalnych, nieprzerobionych.

Kulka borkującej miłości

Mały Gabe to zachrypnięte psiątko, które błyskawicznie zyskało sobie potężną rzeszę fanów na całym świecie. Niewyspane oczka i aureola puchu zaskarbiły sobie nie tylko moją miłość, a zapewne każdy fan psów (i nie tylko) rozpłynąłby się ze szczęścia, gdyby choć przez chwilę mógł tego malucha potrzymać w dłoniach.

Żegnaj, puchowa parówo

Gdy dowiedziałem się, że Gabe odszedł, poczułem nie tylko smutek, jaki zawsze towarzyszy mi przy innych takich sytuacjach. Poczułem się, jakby zabrakło kogoś naprawdę mi bliskiego, niemal członka rodziny. Minęło kilka dni, a ja ciągle nie mogę uwierzyć, że go nie ma. Mimo że oryginalnych, nieprzerobionych filmików nie widziałem zbyt wiele, mimo że Gabe’a nie widziałem nigdy na żywo, a tym bardziej nie głaskałem go ani nie borknął na mnie ani razu.

A jednak czuję smutek…

Ostatni raz czułem coś podobnego jakieś 15 lat temu, po spływie kajakowym na którym płynął z nami niejaki David ze swoją mamą Margot, która była piosenkarką. Byli z Niemiec, o ile pamiętam Margot szprechała po polskiemu, natomiast David po naszemu ani w ząb, można się z nim było porozumieć tylko mieszaniną angielskiego i pokazywania palcem. Co nie znaczy, że próbowałem. Nie zamieniłem z nim chyba ani słowa przez cały spływ, był jednak na tyle egzotyczną i ciekawą postacią, że następnego ranka po powrocie do domu popłakałem się, bo… nie pożegnałem się z nim. Głupie? Może. Byłem dzieckiem, i ten pierwszy kontakt z bądź co bądź obcą cywilizacją wywołał takie a nie inne odczucia.

Gabe też jest takim „obcym”. Jest mały, biały i puchaty, mojego psa przypomina w takim tylko stopniu, w jakim jest psem, nigdy z nim nie gadałem, nigdy go nie dotknąłem, a jednak, gdy go zabrakło, czuję w sercu wyrwę. O Davidzie przypomniałem sobie przed chwilą. O Gabe’ie mam nadzieję, że nie zapomnę.

Zdjęcie wpisu zostało pobrane z adresu https://i.ytimg.com/vi/AQ1OhYonsg0/maxresdefault.jpg

Share This:

No Comments

Leave a Comment