III.

Minęło kilkanaście minut. Może nawet pół godziny. Siedzieli, jedli zamówione przez Tarsa gotowane kartofelki (specjalność pewnego grubego niziołka) w potrawce z królika i rozmawiali. Co prawda żadne z nich nie miało pewności, że mięso przeplatane ziemniakami (lub na odwrót) naprawdę było kiedyś królikiem. A rozmowa wyglądała jak monolog. Tars mówił, Anita odpowiadała krótkimi wyrazami na kartkach, albo kiwała głową na „tak”. Albo na „nie”. Chłopak starał się nie zadawać pytań, zasługujących na przekręcenie głowy w bok i spojrzenie mówiące „co ty pierdolisz, człowieku?!”

Teraz siedzieli w milczeniu, gdyż chyba żaden człowiek nie lubi mówić jedząc, a już na pewno nie kiwać głową, czy przerywać sobie jedzenia pisaniem.
Do tej pory chłopak o dziewczynie zdążył dowiedzieć się, że na politechnice studiuje fizykę, interesuje się oprócz tego kwestią wszechświatów równoległych, ich przenikaniem się, efektem motyla, Demonem Laplace’a, i wieloma innymi dziwnymi rzeczami, których biedny student bez ambicji nie mógł, albo nie chciał przyswoić.
Jednak w jakiś sposób czuł, wiedział, że ten filozoficzno-naukowy bełkot przyda mu się w przyszłości. Bardzo niedalekiej. Potrzebował tylko kogoś, kto wprowadziłby go w podstawy. Spojrzał na Anitę, zajadającą pyry z wątpliwego pochodzenia mięsem.
„Wszystko pięknie…” – pomyślał – „Ale tłumaczenia na kartce są nieco uciążliwe.”

W tym czasie jego milcząca towarzyszka dojadła swoją porcję, złożyła sztućce i odsunęła talerz na bok. Patrzyła na niego wyczekująco, z przepięknym uśmiechem, który go zmieszał. Zmieszał tym bardziej, że był tak bardzo uroczy, a pytanie, które chciał zadać, było tak złe…
Ale chciał je zadać.
Jak to on.

– Dlaczego nie mówisz?

Tak jak się spodziewał, uśmiech zniknął z pięknej twarzy, usta zacisnęły się, ramiona opadły. Dziewczyna westchnęła, spuściła wzrok. Westchnęła znowu. Wzięła długopis do ręki i napisała kilka słów na kartce.

„Na razie nie chcę o tym rozmawiać.”

– Rozumiem.

Dopisała kilka słów.

„Odprowadzisz mnie do domu?”

Tars miał nietęgą minę. Wyrzucał sobie zepsucie pierwszego wieczoru z nowo poznaną dziewczyną. Zawsze musiał coś schrzanić. Już chciał odpowiedzieć, gdy Anita podsunęła mu nowy tekst.

„Nie przejmuj się, nie gniewam się, że zapytałeś. Ale Ty nie gniewaj się, że nie odpowiem :)”

– Jasne. Ale i tak przepraszam. No i oczywiście, odprowadzę cię.

Wstali i wyszli. Nie pytał Anity, gdzie mieszka. Pozwolił prowadzić się jej dłoni, którą chwyciła go pod ramię. Dawno nie szedł tak z żadną dziewczyną… Dawno nie czuł się tak…lekko? Nie potrafił nazwać tego odczucia. Było to na pewno odczucie bardzo pozytywne, ale mające jakiś nierealny wydźwięk. Może przez to, że szli w ciszy, która była narzucona z góry, może przez to, że odwykł od bliskości istoty tej drugiej płci. A może dlatego, że to nie działo się naprawdę, a on, leżąc z wypiętym tyłkiem w swojej norze, najzwyczajniej w świecie śnił.

Prowadziła go z powrotem przez park, wzdłuż uliczki wybiegającej z bramy politechniki, w kierunku przystanku tramwajowego. Nie skręciła jednak w stronę wiaty, lecz szła dalej, w kierunku przeciwległego chodnika. Później była mała ciemna uliczka, potem trochę większa, potem długi chodnik obwarowany z obu stron drzewami. Po lewej co jakiś czas przemykały samochody, po prawej na zmianę jakiś odrapany budynek, plac zabaw, boczna uliczka, krzaki…
Anita pociągnęła Tarsa w któreś z kolejnych podwórek, poprowadziła slalomem po zniszczonym chodniku, w końcu zatrzymała się pod drzwiami od klatki schodowej. Budynek nie prezentował się jakoś szczególnie biednie, ale nowoczesny znów też nie był. Ot, blok zbudowany u schyłku kochanej przez starszych ludzi epoki.
Nadeszła ta niezręczna chwila, kiedy trzeba było się pożegnać. Chłopak zastanawiał się przez chwilę, czy powiedzieć „dobranoc”, pomachać i odejść, przytulić, czy może odtańczyć taniec deszczu. Z opresji rozmyślań wyrwała go Anita, która uśmiechnęła się jeszcze bardziej uroczo niż w „Norce”, co wywołało u niego przyjemny dreszcz, błyskawicznie przemieszczający się od potylicy ku miejscu, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. To co stało się chwilę później, ogłuszyło go… dziewczyna stanęła na palcach i pocałowała go w policzek. Gdy tak stał i próbował zrozumieć co się właśnie stało, milcząca istotka zniknęła w czeluści ciemnej klatki schodowej.

– Stary, ty na pewno teraz śpisz… takie rzeczy nie dzieją się w twoim życiu… – powiedział sam do siebie.

Share This:

No Comments

Leave a Comment