IV.

Obudził się nad ranem w swoim łóżku. Cały czas przesuwał sobie w myślach obrazy z poprzedniego dnia. Mimo, iż był świeżo rozbudzony, a poranek był dość chłodny, ciągle był pod wrażeniem Anity. Był nią, delikatnie mówiąc, zafascynowany. Początkowe odczucie przeciętności ustąpiło zachwytowi nad urodą dziewczyny. W głowie przypominał sobie rysy jej twarzy, śliczny mały nosek, zaciśnięte usta, falujące włosy o barwie podchodzącej pod czerń…tak, na pewno falowały, spięte gumką, ale falowały. I te oczy, te błękitne, głębokie oczy. Mógłby w nich utonąć. I chyba właśnie to się z nim działo.

„Idealna kobieta dla standardowego faceta – piękna i nie gada.” – zdobył się na chamski żart, który jednak go nie rozbawił. Idealna kobieta… mógłby się w niej zakochać, może nawet chciałby. Ale bał się, co mogłoby z tego wyniknąć. Bądź co bądź, szczęśliwe związki nie były jego domeną…

Na razie jednak zastanawiał się nad przyczynami „niemówstwa” Anity, próbował wymyślać różne scenariusze, od wrodzonego upośledzenia po wypalenie strun głosowych kwasem. Bawił się swoimi zwyrodniałymi myślami. Tworzył historie równie chore co nieprawdopodobne. Uznał, że wypada jednak dowiedzieć się tego od niej, powinna mu to powiedzieć, może nie od razu, w końcu znali się dopiero dzień. Z czasem jednak, był tego pewien, powinna zaufać mu na tyle, by opowiedzieć o sobie coś więcej. Wówczas próbowałby wymyślić coś, co mogłoby jej przywrócić głos. O ile dałoby się tego dokonać. Ale przecież dla niego nie było rzeczy niemożliwych. Przynajmniej nie w świecie wyobraźni.

***

Kolejne spotkanie Tarsa i Anity przypadło na najbliższy weekend. Zabrał ją na kręgle. Uwielbiał tę grę, mimo, że rozwalił sobie przez nią kolano. I z rozwalonym kolanem w dalszym ciągu na kręgle chodził. Czysty idiotyzm – domena Tarsa.
Miał nadzieję, że rzucanie kilkukilogramową kulą spodoba się jego towarzyszce, gdyż nigdy wcześniej nie miała okazji być w kręgielni. W razie, gdyby nadzieja okazała się płonną, zawsze mogli pójść gdzieś indziej. Bilard, rzutki, czy zwykły spacer wzdłuż kanału, bądź nad morze. Możliwości było tyle, ile tylko człowiek był w stanie wymyślić. Mogliby również po prostu usiąść na podłodze w domu któregoś z nich i gapić się w ciszy w ścianę…ale ta opcja byłaby raczej przymusem niż wyborem. Na szczęście Anicie spodobał się taki sposób spędzania czasu. Tars wykupił więc dodatkowe dwie godziny, by mogli spróbować sił w rywalizacji. Okazało się, że dziewczyna jest bardzo silna, pełna energii, i taka okazja do działań siłowych bardzo ją podochociła. Dodatkowo wykazywała ogromny talent w celowaniu, więc po trzech godzinach Tars miał przegranych pięć meczy. Czyli wszystkie, jakie udało im się zagrać.
Po skończonym turnieju wypili po piwie, i poszli przespacerować się po ciemnych chodnikach akademickiego miasta.

Spacer w ciszy, w ogarniającej ze wszystkich stron ciemności, z dziewczyną wtuloną w ramię… bardzo to wszystko wydawało się Tarsowi nierealne. Jeszcze bardziej nierealne wydawało mu się to, co właśnie strzeliło mu do głowy. Ale, jak to on, musiał to powiedzieć. Był ciekaw, czy reakcja Anity będzie polegała na wyśmianiu go (ciekawe, jak wygląda bezgłośny śmiech…) czy na spojrzeniu wyrażającym więcej niż…no, właściwie dokładnie jedno słowo: „zaniechaj”.

– Mogę nadać Ci pseudonim? – zapytał. Anita zatrzymała się i spojrzała na niego nietęgim wzrokiem. Było ciemno, ale nie na tyle, by tego nie zauważył. Zmieszał się nieco, ale kontynuował.
– Wykreśl ze swojego imienia samogłoski, oprócz pierwszej, zostaje Ant, czyli Mrówka.
Wyraz twarzy dziewczyny przypominał teraz wyraz twarzy osła tępo gapiącego się w żłób.
– No, będziesz moją Mróweczką? – z debilnym akcentem wypalił chłopak. Anicie opadła głowa razem z ramionami, przez chwilę stała nieruchomo, po czym zaczęła się trząść. Zwróciła ku niemu twarz, by mógł zobaczyć, że chichocze, bo usłyszeć oczywiście nie mógł. Trzęsła się dobre kilkanaście sekund, zanim pokiwała głową na „tak”. Po chwili, z pięknym uśmiechem kręciła głową, jakby chciała powiedzieć: „to chyba najbardziej idiotyczny z Twoich pomysłów”.

Poszli dalej, w mrok, ciszę, ciesząc się z romantycznej otoczki kończącej ich sobotnie spotkanie.

Share This:

5 komentarzy

  • mariorneko Luty 17, 2013 at 10:04 pm

    spojrzenie typu „zaniechaj” <3
    kiedy dalej?

    Reply
    • takisobiekoles Luty 18, 2013 at 5:57 am

      miało być jeszcze wczoraj, ale oglądałem z Ami dziwne filmiki na YT, więc…nie wiem kiedy 😛

      Reply

Leave a Comment