IX.

Znów stał na balkonie w domku rodziców na wsi. Powoli zapadał zmierzch. Wiatr kołysał gałęziami drzew, szeleścił liśćmi. Ostatnie ptaki ćwierkały swoje radosne „dobranoc”. Chłopak wsadził ręce do kieszeni, zaczynały grabieć z zimna. Zimny powiew rzucał jego włosami na wszystkie strony, co chwilę zasłaniając oczy, ale jemu to nie przeszkadzało. Myślał. Myślał o pewnej dziewczynie, z którą łączyło go coś więcej niż zwykła znajomość. Czuł się poniekąd jej twórcą. W pewnym sensie ją stworzył. Wydobył z niej jej własny głos. Pozwolił jej żyć. A teraz ona zdawała się być zakochana w nim, co nie do końca mu się podobało. Ostatnio coraz częściej powracał myślami do swojego poprzedniego związku, pasma cierpień i rozczarować, wynikających z jego własnej głupoty. Nie chciał, by to się znów powtórzyło. A wiedział, że jeśli tylko pozwoli swoim uczuciom popłynąć, to sam również popłynie. Taki już był… zakochany oddawał się całkowicie swojej miłości, mówiąc zarówno o uczuciu jak i o obiekcie.

„Obiekcie…cóż za parszywe określenie…” – pomyślał. – Kurwa, zimno. – powiedział już na głos. Ale nie wszedł do pokoju. Potrzebował jeszcze chwili odcięcia od domu, ludzi i psa.

Nie wiedział, co zrobić. Nie wiedział, czy blokada, jaką na siebie nałożył, wytrzyma dziwne uczucia, jakie żywił do tej niezwykłej istoty, jaką była Anita. Nie myślał o tym, czy ją zrani, w końcu…

***

Babci Alicji nie było w domu, wyjechała do innego miasta, do krewnych. Na kilka dni. Anita była dziwnie podekscytowana, gdy przekazywała tę informację Tarsowi. Ten zaś nie zamierzał zawracać sobie długo głowy rozmyślaniem na temat stanu emocjonalno-fizjologicznego dziewczyny, ponieważ był głodny. A ona zaprosiła go na obiad.
– Mam nadzieję, że będzie ci smakowało. – rzekła z uśmiechem, wnosząc parujące miski do salonu. Talerze i sztućce rozkładał Tars. Spojrzał w naczynie i na chwilę zamarł. Ale tylko na chwilę, gdyż na jego talerzu wylądowała porcja ziemniaków, chwilę potem kawał soczystej golonki z sosem, postanowił więc nie dziwić się, i jak najszybciej dobrać się do jedzenia.
– Nie jest to nic ciekawego… – zaczęła dziewczyna.
– Żartujesz, prawda? – rzucił chłopak, krojąc mięso, jeszcze dobrze nie usiadłszy – uwielbiam golonkę.
– No tak, ale niekoniecznie będzie ci smakować w moim wykonaniu…
– Mmm… pchepychne – z pełnymi ustami zapewnił Tars. Kawałek mięsa wypadł mu spomiędzy warg i zostawił długą plamę na koszuli. Uśmiechnął się głupkowato, przełknął i dokończył – Naprawdę świetne.
Dziewczyna uśmiechnęła się również i też zabrała się do jedzenia.

Jedli rozmawiając. Popijali zimną maślanką. W tle leciały stare rockowe hity. Po posiłku położyli się na kanapie. Patrzyli w sufit i milczeli.
Po dłuższej chwili Anita westchnęła, położyła się na boku, tak, by patrzeć prosto na chłopaka.
– Tars…
– Hm? – zapytał zagadnięty, obracając się w jej stronę.
– Ja… – zarumieniła się.
Milczała. Tars przeczuwał, że za chwilę coś się stanie. I chyba nawet wiedział, co…

***

„Oczywiście, kurwa, że wiesz. Czas wracać do prawdziwego świata, ofermo!”

***

– Wtedy na balu, powiedziałam ci coś. Trochę…trochę wyglądałeś na przestraszonego. Zachowywałeś się potem jakbyś…jakbym…tego nie powiedziała. Ja… ja cię kocham, Tars.
Dreszcz przeszedł mu po plecach. Bał się tego, tych słów, tego, że w końcu musiały paść.
– Chcę być z tobą…albo po prostu blisko ciebie. – zamknęła oczy, zacisnęła, jakby się bała. Chyba faktycznie była przerażona. Oddychała szybko, tak szybko jak przy ich pierwszym spotkaniu. – Nie chcę żebyś myślał, że…ja…nie chcę żadnych prezentów, jak…jak…ona…tamta…ja chcę po prostu czuć twoją obecność.
„No to się porobiło” – pomyślał chłopak. Ale nie przerywał jej.
– Chcę…chciałabym…chociaż raz na jakiś czas, czuć, że jesteś obok. Czasami zasypiać otoczona twoim ramieniem, i nawet budzić się na podłodze. Ale żebyś był w tym łóżku, z którego mnie wyjebałeś. – nieoczekiwany wulgaryzm trochę nim wstrząsnął. Ale ona trzęsła się bardziej. O wiele bardziej…
– Chciałabym poczuć, że jesteś tylko mój, nawet jeśli nie byłoby to prawdziwe uczucie…ty jeden poświęciłeś mi trochę uwagi, jedyny zainteresowałeś się tym, że nie mówię…i postanowiłeś coś z tym zrobić. Zależało ci…pokazałeś, że nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych. Ja… – zachłysnęła się powietrzem, odczekała chwilę i mówiła dalej. – chcę być tylko twoja, ale nie chcę…nie mogę…wymagać od ciebie uwagi…takiej jak do tej pory…jak…
Tars usiadł. Patrzył w ścianę.
– Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, powiadasz… – wciągnął powietrze. – Boję się, że się w tobie zakochałem…
Nie zauważył uderzenia nadziei na twarzy Anity. Nie zauważył, bo patrzył w ścianę.
– Nie umiałbym tak żyć. Tak, jak mówisz. Utrzymywać cię w jakimś fałszywym poczuciu…ale sam dla siebie, nie mogę być z tobą. Po…”tamtej”…nie potrafiłbym zaufać. Nie potrafię. Nawet tobie. Nie umiem. Boję się…Poza tym… – spojrzał na nią.

***

„No. Kończ, waść.”

***

– Poza tym…jesteś ideałem. Moim ideałem. A ideały nie istnieją. Ty nie istniejesz.
Była zdezorientowana.
– Jak to nie istnieję? Co ty pierdolisz, Tars?
– Czas się obudzić. – powiedział jakby do siebie.
– Tars…jeśli mnie nie kochasz, nie chcesz mnie, po prostu powiedz. Jakoś sobie poradzę, ale nie pieprz od rzeczy!
Chłopak popatrzył na nią smutno.
– Nie istniejesz. To znaczy istniejesz, ale nie w prawdziwym świecie. Wymyśliłem cię. – Dotknął swojej skroni. – Istniejesz tutaj.
Anita zerwała się na nogi. Cała się trzęsła, mieszanka żalu i wściekłości zaczynała przejmować nad nią kontrolę.
– Co ty kurwa pierdolisz?! Tak chcesz zakończyć naszą znajomość?! Ty kutasie!
– Anita uspokój się. Ja…potrzebowałem uporządkować jakoś swoje życie po ostatnim związku. Potrzebowałem jakoś…ukoić samotność…matko, jak to brzmi…zablokowałem się na jakiekolwiek uczucia z zewnątrz. I od środka też. Ale powoli zacząłem tęsknić do obecności…drugiej osoby. Więc uciekłem w świat wyobraźni.
Anita zaczęła płakać, oparła się o stół, który dygotał razem z nią.
– I co, to też sobie wyobrażasz? To, że płaczę? Że cierpię? Tak? To też ci sprawia ulgę?! JA CZUJĘ, W TEJ CHWILI!!!
– Nie zauważyłaś, że nigdy nie byliśmy poza miastem? I jak w ogóle nazywa się to miasto? A pory roku? Tak szybko się zmieniają według ciebie? I przez te wszystkie miesiące, które niby minęły, ile razy się widzieliśmy, według ciebie?
Anita przestała płakać. Wyglądała, jakby miała zaraz rozszarpać Tarsa gołymi rękoma. Zaczęła cedzić przez zaciśnięte zęby.
– Zabiłeś moich rodziców. Tak lekko, jedną myślą.
– Nie, nie zabiłem ich, to po prostu dorysowana histor…
– Zabiłeś ich, widziałam ich śmierć. Moje wspomnienia też dorysowałeś? Dorysowałeś mi tę pierdoloną traumę? Ty skurwysynu! TY PIERDOLONY SKURWIELU!
Tars westchnął ze zniecierpliwieniem. Zastanawiał się, po co w ogóle stwarza w myślach ten obraz, tę sytuację. Powinien to zakończyć. Wrócić do rzeczywistego świata.
– A to miasto, to, dla twojej wiadomości, PIERDOLONY GDAŃSK! – wrzasnęła po czym ruszyła powoli w jego stronę. – A teraz spierdalaj stąd, i z mojego życia! JUŻ!
– Wedle życzenia. Może kiedyś zmienię tę historię, żeby…
– DOŚĆ!

Anita zobaczyła znikającego Tarsa. Bezwładnie opadła na łóżko. Otoczyła ją ciemność

***

– Ja cież pierdolę… – westchnął chłopak.
– Wyrażaj się! – krzyknęła jego siostra.
– Tak, oczywiście, przypomnieć ci jak kiedyś sama klęłaś?
– To było dawno. I nieprawda.

Siedział na swoim łóżku. Tam, gdzie skończył swoje fantazje. Swoje rozmyślania. Swoją historię. Swoją i Anity. Historię wymyślonego chłopaka o wymyślonym imieniu i wielkiej, niespełnionej miłości. Mimo, że wszystko odbyło się w sferze wymysłów, było mu trochę głupio z powodu ostatniej sceny. Sceny zupełnie niepotrzebnej. Ale skoro tamto nie istnieje, to czym się przejmować?

Usłyszał głos siostry.
– Czym się tak ufajdałeś na koszuli?
Spojrzał w dół. Ślad po spadającej golonce…
– Co do chuja…?

Share This:

2 komentarze

  • caathia Maj 31, 2013 at 11:08 am

    a teraz pytanie, które pewnie uznasz za głupie. otóż niedawno zaczęłam śledzić twego bloga, więc wszystkich osobistych wpisów jeszcze nie nadrobiłam, ale te rozdziały wciągnęły mnie niesamowicie. masz zamiar wydać je lub inne w formie książki?

    Reply
    • takisobiekoles Maj 31, 2013 at 9:19 pm

      Pytanie nie jest głupie. Kiedyś myślałem o wydaniu, ale…napiszę jeszcze kilka opowiadań (a to wszystko to będzie jedna całość, takie, powiedzmy, „uniwersum”) i wtedy spróbuję. Może uderzę do jakiegoś wydawnictwa, w którym sam pokryłbym pierwszy nakład…kto wie, kto wie. Miło mi, że Ci się podoba 🙂

      Reply

Leave a Comment