Jakub jako synonim kawała skurwysyna

Poszukajcie trochę, poczytajcie, nabierzcie ogłady ];->

Rdz 25, 27-34

Pomijając fakt, że Ezaw był idiotą (no błagam, kto oddałby swoje przywileje za gar zupy?!), to Jakub okazał się mendą. Materialistyczną, bo wszak bycie pierworodnym materialne nie było, ale wiązało się z tym błogosławieństwo, które to zapewniało bogactwo etc.

Rdz 27, 1-43

Zwyczajem (tak chyba wynika z tekstu…) było, że błogosławieństwo otrzymywał pierworodny. Czyli Ezaw-idiota. I tutaj Kubuś wychuja tatusia. Na spółę z mamusią. Nawet w Biblii kobiety to suki, oszukują swoich mężów. Jakub zabiera błogosławieństwo swojemu bratu. Kradnie. No i… debilne było to, że blessing należał się tylko jednemu synowi. To jak zwój z czarem, wykorzystasz raz i nie możesz więcej. Dostało się jednemu, a drugi dostał chwasty. Co więcej, po wykryciu oszustwa, nic nie można było zrobić. Gdzie jesteś, Boże Sprawiedliwy?!

Rdz 30, 37-43

Tym razem Jakub opierdolił z dobytku swojego teścia. No ja wiem, rozumiem, teściu jak przysłowiowa teściowa, robił pod górę. Ale przecież Pan Bóg kazał przebaczać, nie kraść, i… chyba, że przed Mojżeszem inne panowały zasady. Niemniej jednak, Jakub kradnie, już teraz nie pierwszeństwo, nie błogosławieństwo, ale jak najbardziej materialne OWCE.

Ojebał brata, ojebał ojca, ojebał teścia, wszystko z bożą pomocą. Ten żydowski Bóg to niezłe ziółko.
Też bym chciał mieć takiego po swojej stronie, ale jak widać, w życiu nie ma sprawiedliwości…

Share This:

No Comments

Leave a Comment