Jeden Bóg w kontinuum osobach

Tydzień temu były rozkminy o religii przy ognisku, o zasadności zakazów kościelnych i takie tam.
Są też rozkminy o innowiercach. Żydzi, muzułmanie i chrześcijanie, wierzą w tego samego Boga. Niby. Czy na pewno?
Faktem jest, że trzy największe religie świata wywodzą się z jednego źródła. Islam utworzył się po wygnaniu Hagar, za sprawą Izmaela. Chrześcijaństwo powstało za sprawą Jezusa Chrystusa. Każda z religii posiada swój sposób przedstawiania Boga i jego zasad. Jest to jednak ciągle ten sam Bóg. Również protestanci, odłączający się od Kościoła Katolickiego, również prawosławni, i grekokatolicy, wszyscy wierzą w tego samego, JEDYNEGO Boga. Skoro tak, to dlaczego różnice w postrzeganiu Go są tak duże, i często ktoś musi zapłacić za to gardłem (albo dupą, w przypadku kobiet „chcących” być gwałconymi przez muzułmanów)?

Odpowiedź jest prosta (IMHO): Jest jeden Bóg, ale każdy wierzy w innego Boga.
Głupie, co nie?

Wydaje mi się, że jednak nie do końca. Jeśli ktoś wie, jaki NAPRAWDĘ jest Stwórca Wszechrzeczy, niech mi powie. I udowodni. Udowodni czymś, co nie jest stworzone przez człowieka. Haa, problem?

Wiara, religia, wyznania, zasady, to wytwory LUDZKIE. Bóg nie każe chodzić do kościoła. Bóg nie określa, kto jest wierzący, a kto niewierny. To ludzie to ustalają. I ilu ludzi, tyle różnych wierzeń, nawet w obrębie jednej wiary. Jeden katolik mówi, że seks jest zły, brudny, i w ogóle nadaje się tylko do poczynania dzieci, i tylko wtedy nie trzeba się z niego spowiadać. Inny, stojący zaraz obok, i chodzący do tego samego kościoła twierdzi, że seks jest spoiwem związku małżeńskiego, i Bóg CHCE, by małżonkowie współżyli tak często, jak tego potrzebują. Jest to więc inny Bóg? Skoro językiem Boga jest matematyka, to można Boga/nieBoga nazwać paradoksem. Ale w takim przypadku wszyscy pójdziemy do piekła.

Kiedy mówię, że wierzę w Boga, ale innego niż katolicy, rozmówcy w najlepszym przypadku patrzą na mnie dziwnie. W gorszym przypadku twierdzą, że jestem hipokrytą. W najgorszym zostałbym zabity, ale na szczęście mam szczęście do rozmówców.
Przecież nie mogę wierzyć w innego Boga, bo Bóg jest jeden.
Ale mój Bóg nie wpierdala się w moje życie.
Oto mój Bóg:

Jest genialnym matematykiem, fizykiem, biologiem, genetykiem, architektem i wreszcie programistą. Używając całej swej wiedzy i wszystkich umiejętności zaprogramował wszechświat, określił matematycznie zasady, jakimi ma się kierować. Ustalił ziarno (ach te ciągi pseudolosowe w R) – punkt materialny o nieskończonej gęstości. Chwycił szampana, i otworzył go jednocześnie z wciśnięciem przycisku ‚LAUNCH’. I BUUUUUM! Wielki wybuch, powstanie wszechświata, Ziemia, życie, całe to gówno ruszyło naprzód.
Powiedzieć można – wtedy wszystko jest przewidziane, zaprogramowane, przeznaczone. Nie ma wolnej woli. A rozwiązywaliście kiedyś równania z parametrami? Ludzkie wybory (właściwie decyzje podejmowane przez każdą istotę żywą) to parametry, i w zależności od nich wszechświat reaguje na różne, zaprogramowane sposoby. Wytniesz dżunglę amazońską? Proszę bardzo, tlenu będzie mniej, Ameryka Południowa wyschnie, co spowoduje różne dziwne rzeczy, nad którymi nie chce mi się myśleć. Chcesz wydobyć ropę z Antarktydy? Nic prostszego, ale wtedy lodowiec zmieni się w wodę, która przykryje sporo wysp. I ludzi. Motylek pomacha skrzydłami? Za miesiąc będzie krach na giełdzie. Efekt motyla – czysta matematyka.

Oto mój Bóg. Bóg, który ma w dupie, czy w niego wierzymy. Który dał człowiekowi możliwość czynienia cudów. Który patrzy sobie na swoje dzieło, popijając transcendenalne drinki z palemką. I który oceni nas po śmierci. Rozliczy z czynów, nie z wiary. Bądźmy przede wszystkim ludźmi.

Share This:

10 komentarzy

  • Lucidusmatrix Lipiec 13, 2013 at 4:45 pm

    Nie do końca się zgadzam – może różnica wieku – ale ogólny wydźwięk tych myśli jest ok (dopóki nikogo do nich nie zmuszasz 😉 ) Nikt Cię nie zapyta po śmierci o dobre uczynki, tylko o to czy byłeś szczęśliwy i w zgodzie ze sobą, a to wolna wola

    Reply
    • takisobiekoles Lipiec 13, 2013 at 5:03 pm

      Oczywiście, że nikogo nie zmuszam do podzielania mojej wiary. Narzucanie swojej woli to ograniczanie wolności drugiego człowieka. No i skąd mam mieć pewność, że to, w co wierzę, jest zgodne ze stanem faktycznym? To jest wiara, nie wiedza, taka jest różnica. Mam przyjaciół ateistów, katolików, znajomych protestantów, i różnice światopoglądowe nie przeszkadzają nam w utrzymywaniu kontaktów, wręcz przeciwnie – stwarzają okazje do dyskusji.

      No i Ty też nie wiesz, czy po śmierci ktoś mnie o coś zapyta, czy nie – to kwestia wiary 😉 A dobre uczynki zawsze są zgodne z naszą wolą, naszym podejściem do życia i czynią nas szczęśliwymi. Bo jeśli OBIEKTYWNIE czynisz coś dobrego, ale z przymusu, to SUBIEKTYWNIE nie było to dobre, bo nie wyszło od Ciebie.
      Tak sądzę ^^

      Reply
      • Lucidusmatrix Lipiec 13, 2013 at 6:02 pm

        Gdzieś czytałam, że dobre uczynki sprzyjają uspokojeniu umysłu, czyli ogólnej aktywności systemu nerwowego, niczemu więcej. Że zwierzęca część jestestwa jest stadna i to dla niej robi się te uczynki żeby Duch mógł odpocząć. Na przykład starożytni Chińczycy mawiali, że „prawdziwy człowiek zabierze potrzebującemu ostatnią miskę zupy” w sensie, że tak dobrze nad sobą panuje. Wiara nie jest wiedzą, ale nie jest też wierzeniem – wiara jest poznaniem duchowym, obecnością prawdy w działaniu ale nie ujmowanej w słowa, bo jak pisał Hesse „każda wyartykułowana prawda ma swoje przeciwieństwo, które też jest prawdą”. Jeśli jesteś źródłem swojego świata i swojej rzeczywistości, to nie ma możliwości byś pomylił się w wierze – wynika ona z Ciebie, z Twojego istnienia, toteż jest ona związana z prawdą zarówno obiektywnie, jak i subiektywnie.

        Reply
        • takisobiekoles Lipiec 13, 2013 at 8:11 pm

          Nie jestem przekonany do Twojego rozróżnienia wiary i wierzenia. Nie znam teologicznych (nie wiem jak inaczej to nazwać) definicji, ja to po prostu rozumiem tak: kopię – kopanie, wierzę – wierzenie. Mówi się o wierzeniach Indian – oni w to wierzyli, to była ich wiara. Wynikała ona raczej nie z nich samych z osobna, tylko z tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. I jestem przekonany, że wśród nich tak samo jak wśród wyznawców każdej religii / wyznania byli wątpiący, więc o stuprocentowym spokoju ducha mowy być nie mogło. Definicja definicją, ale człowiek jest chaotyczny i po prostu nie można go zdefiniować.

          Reply
          • Lucidusmatrix Lipiec 13, 2013 at 10:07 pm

            Oczywiście, słowa są niedoskonałe i człowieka nie da się zdefiniować jak i wielu innych rzeczy. Rozróżnienie między wierzeniem a wiarą jest teologiczne – tak się przyjmuje jako punkt wyjścia do rozmaitych rozważań; co do Indian to też prawda że ich wiara wyrastała z tradycji, ale nie tylko – człowiek, który wierzy (np. w duchy padłych zwierząt) nie wierzy w nie dlatego, że ktoś mu kazał, tylko dlatego że WIE iż powinien przed polowaniem załatwić to i owo z Wielkim Duchem inaczej duch zwierzęcia będzie niezadowolony. To była duchowa wiedza, a więc zgodnie z podanym rozróżnieniem to była wiara. A jeśli mówimy o wierzeniach, to najczęściej mamy do czynienia z propagandą, bo potoczne rozumienie wierzenia zakłada jego niedoskonałość, naiwność, czy wręcz dziecinność (np. „te dzikusy miały wierzenia ale w niczym im te wierzenia nie pomogły, bo nie znali prawdziwej wiary” – czy widzisz tę różnicę?) Innym rozróżnieniem między wiarą a wierzeniem jest uznanie, że wierzenie jest mechanizmem psychologicznym, zaś wiara wynika z ducha i dlatego – tak jak powiedziałeś o niedefiniowalności – przekracza zasady nauki, języka, definicji. Mówi się nawet że wiara czyni nieprzewidywalnym, że człowiek który naprawdę w coś wierzy jest nieobliczalny…
            Od razu powiem, że nie mam nic do Indian ani do ich wiary, i że owszem byli w tych religiach wątpiący, często jednak zostawali potem szamanami bo wątpiący zwykle czegoś szukają. Ci jednak, którzy wierzyli, mieli spokój – zwykle tego się w religii szuka, spokoju. Tak myślę. Wracając do Indian – wielu ma spokój ducha i dziś, o ile nie pije alkoholu…

          • takisobiekoles Lipiec 13, 2013 at 10:25 pm

            Przekonałaś mnie do różnicy między wiarą a wierzeniem, niemniej jednak WIEDZA duchowa jako wiara…nie kupuję tego. Wiara nie jest wiedzą, jeśli coś wiesz, nie musisz w to wierzyć. Jeśli coś wiesz, i nagle dowiesz się, że jest inaczej, to nic wielkiego się nie dzieje. Jeśli w coś wierzysz, i dowiadujesz się, że tak nie jest – Twój świat może się zawalić. Przykład: WIEM, że Ziemia jest okrągła (w sumie to ma kształt geoidy – nvm), ale gdyby się okazało, że jest płaska – nie miałbym z tym problemu.
            WIERZYŁEM, że pewna osoba przedstawia sobą pewne wartości i pewien światopogląd. Gdy okazało się, że jest inaczej, że moja wiara (razem ze mną samym) została zdradzona, to… no cóż, jeszcze miesiąc temu byłem niepozbierany.

            Definicyjnie wiara może być wiedzą duchową. Ale człowiek na pewne słowa reaguje w określony sposób, i wiedza nie do końca pokrywa się z wiarą.

            Zdaję sobie sprawę, że nasza dyskusja to pojedynek Twojej wiedzy teologicznej, ogromnej, której nie rozumiem, z moimi przemyśleniami dotyczącymi sytuacji i ludzi, z którymi się bezpośrednio zetknąłem. Przeczytałem w swoim życiu wiele książek, artykułów i tekstów, zapewne nieco odmiennych treścią od tego, co Ty czytasz, i spotykając się z ludźmi, rozmawiając z nimi, widziałem różnicę pomiędzy naukowym podejściem do psychologii, definicjami, a tym, co faktycznie ludzie pokazują, robią, mówią. W tym co piszę tutaj nie opieram się (prawie) wcale na tym, co przeczytałem, a raczej na tym, co przeżyłem. Co nie oznacza, że nie masz racji. Może oboje mówimy o tym samym, w różny sposób 😉

          • Lucidusmatrix Lipiec 13, 2013 at 11:07 pm

            Nie nie, to nie jest pojedynek. Słusznie zauważyłeś że człowiek różnie reaguje na słowa. Czyli – reaguje na słowa, nie na to co te słowa oznaczają – inaczej pewne rzeczy wyglądają w rozumieniu potocznym, inaczej gdy używa się ich jako narzędzi, a jeszcze inaczej gdy próbuje się nimi usprawniac komunikację. Język – w dzisiejszych czasach – nie jest narzędziem komunikacji, a programowania, ale jego historia – wzmocniona tradycją – sprawia, że sedno słów pozostaje niepodatne na trendy. Słowa sa jednak tylko słowami, są niedoskonałe – tak jak zauważyłeś z niedefiniowalnością człowieka. Dlatego wiedza rzadko pokrywa się z wiarą, jako zawodna.
            Człowiek jako rodzaj rozwinął religię jako swoistą drogę na skróty do spokoju, do oparcia w czymś co będzie niezawodne i niezmienne, ale w świecie wszystko podlega przemianie, nie ma nic co by nie ulegało wpływom czasu. Kiedyś pojedynki były na porządku dziennym, a cudzołóstwo karano śmiercią. Dziś cudzołoży kto tylko chce i może, ale za poszlachtowanie kogoś idzie się siedzieć. Zmieniają sie punkty odniesienia co poprzez znajomość historii każe nam szukać samodzielnie, poza opieraniem się na powszechnych przekonaniach i powszechnym rozumieniu spraw. Tym co każe nam to czynić jest wiara. Nie jesteśmy w stanie ujmować jej w słowa, dla jednych będzie to głos Jezusa, dla innych przykład Buddy, dla jeszcze innych wierność Prorokowi, cokolwiek jednak to jest – jest w każdym z nas. Systemy religijne są konstruowane w oparciu o wiedzę, że każdy z nas w coś wierzy ale nie za bardzo wie w co, dlatego religia zorganizowana graniczy z inżynierią społeczną i polityką. Ostatnia z wymienionych
            dla własnego bezpieczeństwa zmienia sens niektórych słów – stąd różnica między bojownikiem a terrorystą oraz brak różnicy między wiarą a wierzeniem. Nie kłócę się z Tobą, rozumiem Cię bardzo dobrze – matematyka jest pojmowana jako bardzo wąska, wyspecjalizowana ścieżka języka a skoro „na początku było Słowo” tworząc obraz Boga taki jak w Twoim tekście, jako mieszkaniec nowoczesnych czasów uczyniłeś go właśnie matematykiem (szczerze mówiąc głównie to zwróciło moją uwagę). Tyle, że rozumiem Cię po swojemu 🙂 A po mojemu – ziemia JEST płaska 😉

          • takisobiekoles Lipiec 13, 2013 at 11:33 pm

            Poza tym, że według filozofów matematyka jest językiem Boga (filozoficznie) i językiem opisu wszechświata (sprawdzone doświadczalnie), to – nic dodać, nic ująć 😉

          • Lucidusmatrix Lipiec 13, 2013 at 11:38 pm

            🙂

  • zadziorna86 Lipiec 15, 2013 at 6:13 pm

    W tym temacie polecam książkę „Bóg, kasa i rock’n’roll” autorzy Hołownia i Prokop. Sama mam wyrobione zdanie na ten temat, jednak zgadzam się z podsumowaniem ten tam u góry bez wzgledu jak go nazywają” Rozliczy z czynów, nie z wiary. Bądźmy przede wszystkim ludźmi.”

    Reply

Leave a Comment