Kartonlandia, czyli co znalazł tłuścioch

Przed chwilą miałem telefon w sprawie pracy. Jutro rozmowa kwalifikacyjna, pierwsza w moim życiu. Zawsze jakoś udawało mi się dostać robotę po znajomości albo na szybkości (patrz: magazyn przez agencję). Tym razem będzie inaczej. Trochę się nawet stresuję, ale co tam. Najwyżej nie dostanę pracy 😀
Z okazji rzeczonego telefonu dostałem energetycznego kopa, którego musiałem jakoś spożytkować. Niektórzy pomyślą pewnie o tym, co w Narrenturmie wyczyniał „Normalny”, ale nie. Postanowiłem zrobić rozpiździew w trzech kartonach.
W pierwszym, jak się okazało, były tylko rolki po taśmie do kasy fiskalnej. Kiedyś coś z nimi zrobię.
W drugim znalazłem swoją książeczkę sanepidowską. Badania z czerwca 2012. Przed praktykami w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym. Ach, te stare dzieje… czasem zastanawiam się, jak by to było znów usiąść przy komputerze i rejestrować badania na podstawie niepełnych skierowań i nieszczelnie zamkniętych probówek. Swoją drogą nie mam pojęcia na cholerę ta książeczka. Z jednej strony w pracy w gastronomii wymagają jej od ręki, z drugiej przed chwilą wyczytałem, że nikt nie ma prawa jej ode mnie żądać, i że pracodawca sam powinien mnie wysłać na badania. Pomijam to, że podobno sama książeczka chuja daje, w sensie nie uprawnia do pracy z żywnością. Jest jeszcze kwestia „odnawiania ważności”. Większość mówi, że trzeba, mój stryjek lekarz, że nie. Kij jeden wie.
Teraz o kartonie trzecim. Znalazłem z nim neocube. Dla nieobeznanych zdjęcie:

Zdjęcie0192

I można z tym zrobić np to:

Zdjęcie0192

Żeby nie było – żaden z obrazków nie jest mojego autorstwa. Bezczelnie podpieprzyłem je z internetu.
Oprócz neocube’a znalazłem coś jeszcze. Coś cennego. Dla mnie. Myślałem, że zgubiłem to podczas którejś z moich licznych przeprowadzek. Ale jednak zachowało się to w przepaściach kartonu z bublami wszelakimi, perła wśród gówna, orchidea wśród szparagów.
Chwyty gitarowe do piosenek zespołu Shantaż.
Przy okazji kupna kilku ich płyt (naraz) poprosiłem o chwyty do piosenek. Z prostej przyczyny – podobają mi się i nawet wzruszają. Nie jak Słowacki.
Pan Matyjewicz więc razem ze swoją ekipą przetransponowali całość (bo nawet skrzypka mają) na gitarę. I wysłali do mnie. Osobiście. Indywidualnie.
FEEEEEEEEEEEEEJM.
Tak. Tym właśnie chciałem się podzielić.
Aha, elektryk dziś nie przyjedzie żaden. Jeden skończył pracę, a pracuje do 16, drugi wszystkich pracowników ma zajętych do 14 jutro. A pracują całą dobę. Cóż… umówimy się jakoś między kolejnym kontenerem a rozmową o pracę.
Czekam teraz na moją Ukochaną. Będziemy żreć niezdrowe żarcie i oglądać niezdrową Grę o tron.

Share This:

No Comments

Leave a Comment