Kolejny bezproduktywny dzień/wieczór/cokolwiek tu nie wstawię, i tak będzie to gówniane

Rano z ciężkim sercem i jeszcze cięższym łbem dźwignąłem się z łóżka. W trakcie prysznica wiedziałem już, że dziś przez cały dzień czuć się będę paskudnie. Prawie tak paskudnie, jak paskudna jest sraczka po bardzo ostrym kebabie. Jakiś czas, niedługi, potem jechałem do pracy.

W pracy kilka miłych wiadomości, kilka miłych zdarzeń, fajrant o 20… Po przytarganiu się do chałupy zasiadłem do komputera i nie zrobiłem nic, czym mógłbym się pochwalić. Siedzę tu i wegetuję. A piszę to, bo wiem, że ktoś i tak tu zajrzy, i chcę temu komuś zabrać kilka cennych sekund z życia.
Nie przynosi mi to jednak satysfakcji. I tak wszyscy umrzecie. A ja wiecznie będę bezproduktywny, kurważ mać.
Do tego samopoczucie do chuja, zatoki zatkane, skóra wysuszona i popękana, serduszko boli, brzuch rośnie.

Na pocieszenie przyszedł dziś zajebisty Pan Tadeusz z Wydawnictwa Miniatura.
Chciałem wlepić tu jego zdjęcia, ale nie chciało mi się ładować telefonu z aparatem.
Kto widział, ten wie, reszta niech sobie wyobraża jego zajebistość.

Śmieci wyrzucę jutro… obiecuję…

Share This:

No Comments

Leave a Comment