Któż nie chciał się kiedyś nauczyć żonglować?

Ja chciałem. Nawet bardzo. Ale oczywiście, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, a w moim szczególnie, zabrakło zacięcia. Tak naprawdę nie spróbowałem nawet dotrzeć do żadnego nauczyciela. Wszystko, co kiedykolwiek zrobiłem, to kilka razy próbowałem, i to z pamięci, naśladować to, co widziałem w tefau. I oczywiście gruby i włochaty chuj z tego wyszedł.

Po ukończeniu liceum stwierdziłem, że zostanę na poziomie oglądacza i podziwiacza tego sportu – bo chyba można to z całą stanowczością sportem nazwać. Zawsze trzeba kogoś podziwiać, to się przydaje, gdy człowiek jest za bardzo zapatrzony w siebie. Ja od małego (nie, nie od kolan) podziwiałem zawsze kogoś, więc w pychę się nie wbiłem (chyba, że zębami – mama przepysznie gotuje), i gdy widziałem, że ktoś robi coś, czego nie potrafię, utwierdzałem się w głębokim przekonaniu, że dla człowieka nie ma rzeczy niemożliwych. Ale, jak już wspomniałem, podziwiać kogo mieć trzeba, więc wszystkiego uczyć się nie będę. A wolę mieć raczej wiele rzeczy do oglądania, niż przedstawiania.

A poniżej, tytułem przyjacielskiej reklamy, pomocy początkującym, i czego tam jeszcze, udostępniam filmiki Jura:

Share This:

No Comments

Leave a Comment