„Kulinarne puszenie”

Tytuł posta w cudzysłowie, bo to cudze słowa. W zasadzie to nazwa albumu koleżanki na fejzbugu. Albumu ze zdjęciami żarcia.
Gdy pierwszy raz przeczytałem nazwę albumu, to pomyślałem sobie o ciastkach, coś jak piankowych bez, i ta pianka z każdą chwilą zwiększa swoją objętość, i robi się to coraz bardziej obrzydliwe. Tym obrzydliwsze, że bez nie cierpię. Ale zajrzałem. I to było… po prostu to samo, co użytkownicy ajfonów i instagrama robią na co dzień. Fotografie żarcia. Różnica polegała na tym, że żarcie nie zostało zrobione w restauracji, a własnoręcznie, własnopiecnie, czy jakoś tam jeszcze. Koleżanka więc „puszy się”, że potrafi zrobić ciastko. I inne takie.
I teraz, w tej chwili, która przed chwilą minęła i trafiła do przeszłości, zacząłem się zastanawiać nad szczegółami takiego zajęcia. No bo robienie zdjęć jedzenia, które nie kończy się na zdjęciu, powiedzmy, raz w miesiącu, tylko jest kontynuowane z pewną gęstością, jest zajęciem. „Zajmuję się robieniem zdjęć jedzeniu” – tak mógłby ktoś powiedzieć. No ale: ktoś codziennie (albo co drugi, trzeci dzień) wpierdala śniadanie w jakiejś knajpie. W starbaksie, o ile dają tam żarcie. I codziennie do internetu trafia porcja zdjęć tego, co delikwent spożywa. ALBO ktoś, jak koleżanka, co i raz robi ciasto, ciastka, babeczki, muffinki, jak jedno zostanie zjedzone, to następne już jest w trakcie produkcji. I to wszystko ląduje w internecie.

I teraz dlaczego o tym piszę. Bo zacząłem się zastanawiać. Takie zdjęcia są oczywiście formą „puszenia się”. Patrzcie i podziwiajcie, co jem, co potrafię zrobić. Ale zdjęcia przecież utrwalają i pokazują tylko WYGLĄD. Patrzcie, jakie PIĘKNE śniadanie zaraz zjem. Spójrzcie, jakie PIĘKNE babeczki zrobiłam. Ale nikt z nas nie wie, czy to PIĘKNE śniadanie jest SMACZNE, czy te PIĘKNE muffinki nie smakują jak gówno. Nie wiadomo. Nikt nie potrafi sfotografować smaku. Nasze wyobrażenie o tym opiera się o wrażenia wzrokowe (jest piękne, więc musi być smaczne), ewentualnie o komentarze, które oczywiście mogą być ustawione i/lub opłacone.

Dlaczego zacząłem się zastanawiać? Ano… kanapkę jadłem. Niby nic wielkiego. Chleb z serkiem topionym z biedronki, na to pomidor, cebula, świeży ogórek. Przykryte kolejnym kawałkiem chleba posmarowanym serkiem. Ale ten chleb to upiekłem sam. Nie pierwszy raz. I (wierzcie lub nie, mam na to świadków) jest on naprawdę zajebisty. Zwarty, pełnoziarnisty, pełen ziaren wręcz. Nie jak to rozwalające się, bezsmakowe gówno ze sklepu. To jest chleb na zakwasie, który jest karmiony przeze mnie osobiście.
No więc jem sobie tę kanapkę i zastanawiam się, czy miałoby sens, gdyby ktoś (albo ja) zrobił zdjęcie czegoś takiego. Kanapka oczywiście nie przedstawiała się zbyt zachęcająco, wiecie jak wygląda kanapka zrobiona naprędce. Jest zdrowa, jest smaczna, ale jest niezbyt urodziwa. Chleb, który piekę, wygląda podobnie. Piekę go w formie do ciasta, więc jest długi, szeroki i wyrasta ponad blachę. Kroję go na cztery części, z czego jedna idzie na bieżące potrzeby, a trzy do zamrażalnika. I czy jakbym zrobił zdjęcie tego gorącego, parującego chleba, który jest zajebisty w smaku, i ja to wiem, to czy zachwyciłby kogokolwiek? No bo to przecież nawet nie wygląda jak chleb, tylko jak ciasto, świeżo wyjęte z piekarnika.

Jeśli ktoś to czyta, ktoś kto nie jadł nigdy mojego chleba, i chciałby zobaczyć, jak to to wygląda, to niech da znać. Dziś po południu/wieczorem będę piekł nowy egzemplarz, to mogę wrzucić słit focię na fejsika.

Share This:

6 komentarzy

  • Gryf Luty 25, 2016 at 10:29 am

    ja nie jadłam Twojego chleba 😀

    Reply
    • takisobiekoles Luty 25, 2016 at 10:51 am

      Smakuje podobnie do chleba mamy 😛

      Reply
      • Gryf Luty 25, 2016 at 10:53 am

        podobnie nie znaczy tak samo ^^

        Reply
        • takisobiekoles Luty 25, 2016 at 11:26 am

          Nie wiedziałem, że taki z Ciebie koneser chleba 😉

          Reply
          • Gryf Luty 25, 2016 at 11:58 am

            lubię (dobrze) zjeść 😀

          • takisobiekoles Luty 25, 2016 at 12:05 pm

            Może podrzucę Ci kromkę albo dwie 😉

Leave a Comment