Lepkie wąsy, browar z dzbanu…

No właśnie… Co prawda zamach stanu to może zbyt wiele, ale co do zamachu w ogóle, to nie dam sobie uciąć głowy, ani żadnej innej części ciała.

O cóż temu Maretzky’emu chodzi? Ano… Maretzky być może przed chwilą popełnił jeden z większych błędów w swoim życiu. I, co wyjątkowe, nie chodzi o babę! O nie, związek z Ukochaną trwa w najlepsze, niedługo pyknie dwa i pół roku. Co prawda do rekordu MBL jeszcze trochę daleko, ale przecież szczęśliwi czasu nie liczą, prawda? Więc dlaczego mój Misiaczek tak często wspomina ile to my już jesteśmy razem…? Może… a może nie będę się nad tym zastanawiał. Spokój głowy to coś, czego nie da się przecenić.

spokój wątróbki i nerek

jest jednak zagrożony. Widząc Ukochaną z kieliszkiem Baileysa stwierdziłem, że w sumie też bym się napił. Czas zrobić sobie przerwę od nauki podstaw PHP, odsapnąć od prób stworzenia od podstaw własnej strony internetowej (ale w końcu mi się uda!), napić się… piwa. I tak rzadko piję, więc raz nie zawsze. Ale wziąć pod uwagę trzeba było pewne czynniki mogące mieć wpływ na wyczekiwane przeze mnie wydarzenie, a mianowicie:

  • jestem biedakiem
  • i to bezrobotnym
  • i w dodatku zmęczonym
  • więc pójście do sklepu nie wchodzi w grę

wyjście zawsze się znajdzie

Ale tego można się było domyślić patrząc na obraz tytułowy tego wpisu. Przypomniało mi się, że od niemal roku trzymam w lodówce butelkę z piwem. Po krótkim zastanowieniu w trakcie pisania poprzedniego zdania jestem w stanie określić nawet w miarę konkretną datę zakupu, a przypada ona na okolice dziesiątego września zeszłego roku. Wtedy to pojechaliśmy z Ukochaną na spotkanie z Pe i Ami. Pamiętne ognisko z kiełbaskami i piwem. Tego jednego jednak nie dałem rady już wypić. Zachowałem je sobie na później. A jego czas właśnie nadszedł.

piana i bąbelki

to coś czego w piwie nie lubię, zwłaszcza jeśli chodzi o to pierwsze. Nie lubię też szczochów pokroju Specjala czy Żubra. To, co odkopałem z lodówki, to na 99% porter typu bałtyckiego. Nie mam pewności, albowiem etykietka odpłynęła i wymieszała się z innymi w wiadrze z wodą chłodzącą nasze ogniskowe drinki. Po zapachu nie byłem również w stanie tego stwierdzić, bo nie dość, że i tak węch mam upośledzony, to dopadła mnie alergia, więc… sami rozumicie.

jednak… piany ci u nas dostatek

Niestety. Chciałem powolutku, swoim zwyczajem, nalać piwka po ściance kufla, by nie spienić brunatnego trunku. A tu taki chuj.

To już w zasadzie po opadnięciu piany i nalaniu prawie całości. Poniewczasie wpadłem na pomysł robienia zdjęć, nie spodziewałem się, że białawy puch wystrzeli z kilku kropel aż po samą krawędź. Cierpliwość jest jednak cnotą królów, odczekałem więc swoje, powoli dolewając kolejne transze zacnego piwka.

I co ja Wam powiem, to ja Wam powiem, a jak powiem, to nikt Wam nie powie tak, jak ja Wam powiem. Może to już i stare, przeterminowane według daty nadrukowanej na utraconej etykiecie, może i niebezpieczne dla moich trzewi, ale jak miód na podniebieniu pyszne i głowę niczym fale korab kołyszące.

I choćby miał się dokonać zamach na moje wnętrzności, choćbym miał mieć jutro sraczkę, albo paraliż penisa, nie żałuję.

Ale mogę pożałować, bo jak sobie trochę pogram, tak z pół godzinki, to chciałbym dalej tłuc tego PeHaPa, a przez to jedno piwo może być słabo z percepcją. Niby jedno piwo, ale jednak porter (na 99%), swoje odleżało, a ja już nie piję tyle co kiedyś, więc i odporność spadła. Tak więc… życzcie mi powodzenia.

I żebym się chociaż na jakiś staż dostał, bo mimo iż na bezrobociu fajnie jest, to powoli zaczyna być nudno.

Zdjęcie Marszałka podjebałem z adresu: http://m.natemat.pl/ea6b02652245fd9328484d321d562cf7,750,470,0,0.jpg

Share This:

No Comments

Leave a Comment