Majówka, czerwcówka

Ładny dziś dzień, oj, piękny. Słoneczko świeci, wiaterek delikatnie porusza listkami za oknem. Jest ostatni dzień maja. A skoro jest właśnie TA pora roku, to powinienem zdychać. Powinienem zdychać, bo nie biorę prochów. Ale, uwaga uwaga, nie zdycham. Twardo przeciwstawiam się alergii. Żeby było śmieszniej, to alergia jakoś specjalnie mocno mnie nie atakuje. Pewnie wzięła sobie do serca moje oświadczenia, że nie będę już nigdy żarł pigułek, i że sam to zwalczę. No i straciła rezon, próbuje mnie coś tam dziobać, ale ni chu chu. A więc, odpowiadając na ślimacze pytanie „a to tak można?”, odpowiadam: tak, można! I idzie całkiem nieźle.
A w związku z tą piękną pogodą udaję się zaraz na spacer. Może dotrę nad morze… kto wie. A w drodze powrotnej muszę gdzieś zdobyć papu dla tych dwóch bestii.

Nara kapcie, gnijcie w domach w tak piękną pogodę. Piszczcie swoje licencjaty i magisterki. MUAHAHAHAHAHA!

Share This:

No Comments

Leave a Comment