Mam na to wszystko wyje…maaaaameeeeeę

Koncert Kabanosa był jak zawsze na wysokim poziomie. Jeszcze przed Kiełbasą zagrał zespół Carnage. Chłopaki kręcili grzywami i zasuwali na gitarach – ale jakoś mi ich klimaty nie za bardzo podchodzą. Chyba zbyt chaotyczne.
Wróćmy jednak do pomarszczonych i wysuszonych. Trasa koncertowa promująca nową płytę (notabene będącą ponoć w top 20 sellerów w Polszy) zahaczyła o Trójmiasto. Chłopaki zagrali kilka utworów z nowej, kilka ze starej, i z jeszcze starszych płyt.

Zenek zaprezentował dziwaczny instrument muzyczny, który wbrew pozorom (tak bardzo na to wyglądał!) nie służy do wsadzania w dupę… dźwięk zaś ma dziwny. Nie potrafię go nawet opisać. Takie coś pomiędzy gulgotaniem a brzęczeniem.
Ludzie pływali po tłumie, ktoś się zwalił z podwyższenia. Pogo, w którym nie brałem udziału ze względu na kolano, w pewnym momencie wpadło pod batutę Zenka, który kazał pogującym „napierdalać w kółeczku”.

Oczywiście od czasu jak Kabanos pojawił się na Woodstocku na jego koncerty przychodzi zgraja gimbusów. Nie mam nic do gówniarzy z dziwnymi, czasem pedalskimi fryzurami, ale dziewczynki, wyglądające na mniej niż 15 lat mogłyby nie ubierać się jak szmaty… Pomijając zgraję gówniarzy, inna zgraja, nieco starszym idiotów, musiała powydzierać się przed klubem. Cóż, młodość na swoje pr… ech, za stary jestem. Jak to kiedyś Przemek powiedział, „tetryczeję”…

Co mnie zdziwiło (ale może i ucieszyło), na koncercie były również dzieciaki w okolicach lat dziesięciu, a może i młodsze. Tutaj bez skojarzeń proszę (chociaż z Arkiem mieliśmy nieziemski ubaw z tych właśnie) – to rodzice poprzyprowadzali swoje pociechy. Istnieje nadzieja, że następne pokolenie będzie jednak słuchało dobrej muzyki, skoro oswaja się je z nią już od najmłodszych lat.

Kto lubi zarost formy pod treścią, niech przesłucha (obejrzy?) poniższe:


A tego akurat na koncercie nie zaśpiewali 🙁

A Zenek, jak ma długie włosy, to chyba szczuplejszy jest… taką regułę chyba odkryłem.

Po koncercie wróciliśmy z Arkiem do akademika. Po czasie dotarli do nas Zajączek, Jaro i dwie piękne dziewoje. Popiliśmy piwko, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, o 1 w nocy czas było akademik opuścić. Poszliśmy więc na działo, gdzie kontynuowaliśmy naszą małą imprezkę. Skończyło się o 4 nad ranem. W domu byłem po 6. Spałem do wieczora.
Dzień 11 kwietnia i noc następującą można uznać za udane.

Share This:

No Comments

Leave a Comment