Marzycielstwo

Zarzuciłaś mi, że nie jestem marzycielem. Ty jesteś marzycielką, ja jestem pesymistą. Nawet jesteś skłonna przyjąć, że jestem realistą, ale marzycielem? Co to to nie!

A jednak. Marzenia, przemyślenia, te dziwne rzeczy pozwalają mi zachować jako-taką równowagę umysłową. Jeszcze całkowicie nie ześwirowałem tylko dlatego, że mogę myśleć, nie ogranicza mnie nic (poza moją wyobraźnią), mogę marzyć o czym tylko zechcę.

Marzę. Mam marzenie. Standardowo, nie do spełnienia. Jak zwykle. Tym razem nie jest to chore uzależnienie, powodujące potworne cierpienie, tęsknotę, uczucie dziury w sercu. Tym razem…tak, jest w tym trochę tęsknoty, ale przede wszystkim przepełnia mnie podziw. Imponujesz mi. Właśnie Ty. Miłością tego nie nazwę, to właśnie podziw. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego, i dlaczego akurat teraz. Ale tak właśnie jest.

Jak wspominałem, nie będę próbował spełniać tych marzeń. Pozostaną marzeniami, nie ewoluują w kierunku dążeń. To tak, jakbym podziwiając słońce chciał go dotknąć. Zniszczyłbym siebie, choć to nieprawdopodobne, zniszczyłbym również nienaruszalną do tej pory strukturę słońca. Przede wszystkim zaś zniszczyłbym swoje relacje ze słońcem – w tym przypadku zostałyby one po prostu unicestwione.

Pozostaniesz moim marzeniem. Może przez rok, może dłużej.

Potrzebuję punktu zaczepienia.

Padło na Ciebie.

Share This:

No Comments

Leave a Comment