Metro 2033 i 2034

Metro Dzisiaj o Metrze. O obu Metrach. Przeczytałem jedno po drugim właściwie jednym tchem. I tu ukłony w stronę Bambra, bo mi to pięknie zareklamował. Na resztę książek z Uniwersum przyjdzie czas, mam je już wszystkie na półce… he… he… chytry Jude

Pokrótce o historii przedstawionej. Doszło do nieuniknionego i świat się rozpierdolił. Wybuchła jakaś kolejna bzdurna wojna, w wyniku której z powierzchni Ziemi zniknęły praktycznie wszystkie ośrodki bytowania ludzi, rzeczona powierzchnia jest masakrycznie napromieniowana, a ostatni przyczółek ludzkości znajduje się w moskiewskim metrze, największym schronie przeciwatomowym wszech czasów.
Stacje metra przeobraziły się w mini państwa-miasta, wojujące między sobą, handlujące, zawiązujące sojusze, pakty i inne takie. Na powierzchni rządzą mutanty, które czasem schodzą do tuneli i niepokoją ludzi.
Za sprawą pomysłowych dobromirów działa prąd, światło, podstawę żywienia stanowią grzyby uprawiane przez mieszkańców metra, świnie, tudzież inne zwierzęta hodowlane, które jakimś cudem hodować się tam da.
Fabuła kręci się wokół Artema, mieszkańca stacji WOGN, atakowanej przez Czarnych – zmutowane istoty przedostające się z powierzchni, i jego misji. Musi on dotrzeć do legendarnej stacji Polis, by powiadomić ich o zagrożeniu i poprosić o pomoc. Tyle w Metrze 2033.
Metro 2034 stanowi kontynuację – tutaj zagrożenie jest nieco mniejsze (wydawałoby się), fabuła mniej porywająca, bohaterowie mniej wzruszający… ale…

Obie powieści starają się odpowiedzieć na pytania o kondycję moralną ludzkości po ewentualnym globalnym kataklizmie. O to, czy owa ludzkość, czyli MY, ludzie, zachowa swoje człowieczeństwo, czy w powojennym szale bojowym będzie w stanie dojrzeć nadzieję na ratunek, i skorzystać z możliwości. Czy będzie potrafiła pokonać wewnętrzne potwory, żądne krwi w imię wyższego dobra, które to dobro niekoniecznie będzie wymagało aż takich ofiar…
Metro 2033 oczarowało mnie zaplątaniem osobowości głównego bohatera. Napełniło optymizmem i… na koniec dobiło.
Kontynuacja nie miała już „tego czegoś”, ale „to coś mniejsze”, tym razem zdecydowanie pozytywne.

Polecam wszystkim miłośnikom filozoficznych rozważań, a dla maniaków SF – pozycja obowiązkowa! Właściwie pozycje, ale co tam…

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.