Miłość płomieniem pisana – Juliusz Maretzky

Za to opowiadanie oberwało mi się w jednej recenzji. Że niby chwalę pedofilię, czy coś w tym rodzaju… Nie. Nie chwalę. Pomijając być może odmienne rozumienie tego, co powinno być zakazane, to nigdy nie będę pochwalał czegoś, co wyrządza krzywdę drugiemu człowiekowi.

Ale na niektóre sytuacje trzeba czasem spojrzeć z innej, nieco… dziwnej nawet, perspektywy.

***

– Był bardzo zły – powtórzyła dziewczynka, patrząc z wyczekiwaniem na mężczyznę.

– Na co? – zapytał, zbyt rozkojarzony, by zrozumieć bezsens swojej kwestii.

– Był złym człowiekiem – wyjaśniła. – Dobrze, że umarł.

Franciszek patrzył w swój kubek. Zaparzył herbaty z melisą, ale żadnego z nich to nie uspokoiło. Mała wierciła się, jakby miała robaki, a on drżał na wspomnienie wydarzeń mijającego dnia.

– Słuchasz mnie w ogóle? – zapytała ze złością.

– Tak… tak. – Spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem, ale obraz jej oburzonej buzi przywołał go do porządku. – Tak – powiedział już pewniejszym głosem. Muszę na nią uważać. Nie mam jeszcze powodów, by jej ufać.

– No, to słuchaj. – Przewróciła oczami. – Wy dorośli jesteście dziwni. Gadacie strasznie poważne rzeczy i my musimy ich słuchać, a jak my mówimy, to dorośli nic nie rozumieją. Nic a nic. – Uśmiechnęła się… Zalotnie? Kurwa mać, ona ma z dziesięć lat…

– Ile ty masz w ogóle lat? – zapytał szybko, gdy już chciała kontynuować. Spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem, po czym uniosła jedną brew, teraz już wyraźnie uwodzicielsko.

– Za mała jestem dla ciebie.

Franciszek otworzył szerzej oczy z przerażenia. Zuzia zaśmiała się. Jak dziecko.

– Mam jedenaście lat – westchnęła ze smutkiem, a Franciszek z ulgą. Po chwili kontynuowała cichym głosem. – Tacie to nie przeszkadzało. Był taki, jak ten pan w tobie. – Dotknęła palcem piersi Franciszka, który odsunął się, ale poniewczasie. – Dotykał mnie…

Rozpłakała się. Franciszek ciągle bał się swojego pasażera, ale czuł, że musi ją przytulić. Zrobił więc to, próbując współczuciem zabić w sobie pożądanie. Mała wtuliła się w niego mocno, ufnie. Zacisnął zęby i próbował nie myśleć zbyt wiele, głaszcząc ją po włosach i powtarzając: „cśśś”, „już wszystko dobrze” i inne tego typu banały.

Gdy Zuzia uspokoiła się nieco, pozwoliła mężczyźnie wrócić na jego krzesło, po czym nieśpiesznie mówiła dalej.

– Nie mogłam się obronić. Miałam za mało siły. A mama bała się taty. – Siorbnęła z kubka letniego płynu. – Jak raz chciał mnie pocałować, to chciałam mu wydłubać oko. Strasznie mnie wtedy zbił… – przerwała na chwilę, by opanować drżenie ust. Po chwili mówiła dalej. – Wsadzał mi palce… tam… między nogi i w pupę…

Franciszek, w miarę jak opowieść dziewczynki postępowała, coraz mocniej ściskał swoje skronie, jednocześnie szarpiąc włosy. Czuł nienawiść do ojca dziewczynki, żal i współczucie w kierunku jej samej, skrzywdzonej przez osobę, która powinna roztaczać nad nią opiekę… ale pożądanie wywołane obrazowym opisywaniem wykonywanych przez zwyrodnialca czynności nieznośnie napinało mu spodnie.

Zuzia przerwała, patrząc na cierpienie Franciszka.

– Chcesz mi zrobić to samo, co tata, prawda? – zapytała z obawą w głosie.

– Nie… Nie chcę, nie mogę – wycedził przez zaciśnięte zęby cierpiący mężczyzna. – Po prostu… jestem w tym jakby nowy.

– Nowy? – zdziwiła się mała.

– Tak, wiesz… przedtem taki nie byłem. Miałem inaczej na imię, chyba miałem żonę… wyglądałem inaczej – zaczął wyjaśniać Franciszek. – Aż pewnego ranka obudziłem się w tym ciele, i… i… – zająknął się płaczliwie. – I z tym potworem we mnie.

Dziewczynka patrzyła na niego, jakby nad czymś się zastanawiała.

– Cały świat się zmienił, prawda? – zapytała z zadumą, niezwykłą u dzieci w jej wieku.

– Tak… – przerwał zdziwiony. – Czyli ty też pamiętasz czasy… sprzed?

– Tak, to wszystko działo się zanim stało się to wszystko – odparła Zuzia.

– A co się z tobą stało po… Katastrofie?

Mała spojrzała na rozmówcę dziwnym wzrokiem, w którym mieszały się smutek, nienawiść i mordercza satysfakcja.

– Uwolniłam się – wycedziła przez zaciśnięte mocno ząbki.

– Jak to? – zdziwił się mężczyzna.

– Tata znów próbował mi zrobić… to. – Głos Zuzi zadrżał, ale opanowała go. – Zbliżył swoją twarz do mojej, miał bardzo zły wzrok… i śmierdział wódką. I wtedy przyszła burza.

– I…?

– Chciałam się osłonić przed tatą. Mama nie zwracała na nas uwagi, czytała coś przy stole. Zareagowała dopiero… dopiero…

– Dopiero, gdy co? – dopytywał się Franciszek.

Dziewczynka odetchnęła głęboko zanim zdecydowała się kontynuować.

– Położyłam ręce na twarzy taty i chciałam go odepchnąć. Cały czas błyskało. Pioruny były coraz głośniejsze. I nagle… nagle jeden z nich chyba wpadł do mieszkania. Chyba mnie uderzył. Albo coś innego się stało, bo nagle poczułam w sobie… coś.

W głowie Franciszka powstał jednoznaczny obraz tego czegoś, co mogła poczuć w sobie molestowana dziewczynka, ale Zuzia szybko wyprowadziła go z błędu.

– Poczułam ogień, taki gorący, ale mój, mój własny, jakby to był mój piesek, który jeszcze nie do końca mnie słucha… Spaliłam tacie twarz. – Spojrzała na swoje dłonie, po czym wyciągnęła je w stronę mężczyzny, by mógł je dokładnie obejrzeć.

– I swoje ręce też spaliłam.

***

Share This: