Miłość, związek, szczęście. Relacje. Między nimi też.

Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.
Paulo Coelho – Alchemik

Książkę tę dostałem od Krzysztofa, niegdyś mojego najlepszego, najbliższego przyjaciela, a teraz… no cóż. Dodał dedykację, w której wyrażało się życzenie, bym dzięki tej książce odnalazł siebie. Tak to przynajmniej zapamiętałem. Czy odnalazłem siebie? Nie. Czy książka mi się podobała? Była nudna jak jasny chuj. Co z niej zapamiętałem? Ktoś tam gdzieś podróżował. Główny bohater znaczy się. Chyba gdzieś tam go okradli. Chyba znalazł skarb. Tyle zapamiętałem po latach. Nie, absolutnie nie zapamiętałem cytatu, od którego zaczął się ten wpis. Ten cytat trafił mnie w oczy podczas którejś z kolei wędrówki przez odmęty internetu. I który, mimo swojej banalności, trywialności i powtarzalności, zmusił mnie do jako takiej refleksji. I do wspomnień przy okazji.

Kocha się za nic, dla mnie to oczywiste. Kochanie „za coś” to w zasadzie wdzięczność. A może zapłata…? Tak czy inaczej, nie warto być uczuciową kurwą. Jeśli obdarzymy kogoś uczuciem za to, co zrobił, lub jaki jest, możemy być pewni, że prędzej czy później tego pożałujemy. Bo czasem ktoś zrobi coś przypadkiem. Albo dlatego, że miał lepszy dzień. Czasem gorszy – niektórzy lubią złych ludzi. A poza tym, ludzie się zmieniają. Dziś jestem dla ciebie fantastyczny, za rok będziesz mnie nienawidzić. Na to, kim jesteśmy, wpływają ludzie, którymi się otaczamy, ci, których spotykamy przypadkiem, zdarzenia, wypadki… Człowiek to nie kamienny klocek. Zresztą nawet kamień zmienia się z czasem.

Ale miłość to jedno. Czasem wiążemy się z drugą osobą (niekiedy wchodzimy w wielokąty, ale dla mnie to trochę za dużo…) nie z miłości, ale z rozsądku. Lub z innych powodów, niekoniecznie będących rozsądnymi. Uważam, że związek nie potrzebuje miłości, by istnieć. Ale dobry związek musi się na niej opierać. Na niej, albo na przyjaźni. Zakładając, że mówimy o prawdziwej przyjaźni.

Związek to fantastyczna sprawa. Wiem, że kiedyś pisałem coś zupełnie innego. Ale potem się poprawiłem. Wróciłem na drogę słuszności. Bo związek to coś, co może nas wyprostować. Związek pomaga nam stać prosto, gdy nie mamy już sił nawet leżeć. Gdy nie mamy już gdzie się podziać, zawsze znajdziemy miejsce w relacji z naszą ukochaną osobą. Oprócz radości z otrzymywania miłości mamy też satysfakcję z jej dawania.

Kiedy czujemy, że to miłość? Ano… to się czuje. To się czuje przez dłuższy czas, to nie przemija, albo nie przemija tak szybko i łatwo. Owszem, uczucie może osłabnąć, może się wypalić, ale nie dzieje się to „tak po prostu”. Będąc w związku trzeba nad nim cały czas pracować. I nie twierdzę, że należy zapierdalać jak dziki osioł, wydawać krocie na kino, restauracje, biżuterię, czy seksowne ciuchy. Wystarczy robić to, co chcemy robić, gdy jesteśmy zakochani. Trzymać za rękę, przytulać, uśmiechać się, być podporą, dawać wsparcie, czy robić masaż, gdy bolą plecy. Pomóc nosić zakupy a czasem poświęcić godzinę grania w Wiedźmina (!), żeby odebrać Ukochaną z przystanku, gdy noc ciemna i mróz ścina smarki w nosie.

Nie zawsze jest tak różowo. Czasem obdarzamy uczuciem kogoś, kto go nie odwzajemnia. Srodze cierpimy z powodu nieszczęśliwej miłości. Cóż, bywa i tak. Czasem trzeba poczekać. Albo nas zauważy i zapała uczuciem, albo nam przejdzie. Albo spotkamy kogoś, kto chemicznie bardziej nam odpowiada, i zaiskrzy tak mocno, że o poprzednim obiekcie westchnień bardzo szybko zapomnimy. Jednak pamiętajmy, że to musi być autentyczna iskra, a nie substytut. Nie raz spotkałem się z sytuacją, gdy dziewczyna zakochana była w kolesiu, który nie był (czasem JUŻ) nią zainteresowany, i by wzbudzić zazdrość, pokazać mu, co traci, nakłonić go do miłości zmiany zdania wchodziła w związek z kimś, kto się napatoczył, poczuł do niej miętę, i po prostu chwycił okazję. Albo dziewczątko przestało wierzyć w powodzenie Operacji >>MIŁOŚĆ<< i brało pierwszego lepszego, takiego zapchajdziurę (dosłownie, hehe). To się nigdy dobrze nie skończyło. Wbrew zapewnieniom miłość jednak nie pojawiła się po czasie. Trudno wzbudzać iskrę, gdy nie mamy dobrego materiału.

Dlatego pamiętajmy – nie warto tkwić w związku na siłę. Często bywa, że na początku jest cud, miód i orzeszki, a po jakimś czasie coś się pierdzieli. Uczucie się kończy. Któreś z partnerów popełni błąd, którego drugie nie może puścić w niepamięć. Przestajemy się starać. Różnie bywa. I kiedy mimo prób naprawienia złego stanu rzeczy ciągle jest źle, może warto zrobić sobie przerwę. Albo zakończyć to, co się nie udaje i iść dalej.

Na swojej drodze spotkałem kilka przypadków bezsensownego tkwienia w związkach. Powody są różne, tak jak różne były kobiety w danych sytuacjach. Facetów to akurat nie dotyczy, nie jestem w stanie sobie przypomnieć żadnego (oprócz mnie rzecz jasna), który tkwiłby w chujowym związku. Zazwyczaj już po rozstaniu okazywało się, że mieli poroże. Albo inne nieprzyjemne rzeczy… Ale przejdźmy już do przykładów:

Osoba 1. Zakochana po uszy, na szczęście z wzajemnością. Pierwsze miesiące związku były najszczęśliwszymi w jej życiu. Potem okazało się, że ma wobec swojego partnera oczekiwania, których ten nie może spełnić. Albo nie chce, bo to oznaczałoby rezygnację z części jego osobowości. Są nieszczęśliwi, kłócą się, ona go zdradza. Rozstają się kilka razy, ale ona boi się samotności, tego, że już nikt jej nie zechce. I wraca do niego. A on, debil, wraca do niej. Z litości. Na szczęście to już koniec i oboje są w szczęśliwych związkach.

Osoba 2. Jej chłopak pije. Ma trochę ponad 20 lat i już jest uzależniony. Nie potrafi żadnego wieczoru przetrzymać bez przynajmniej trzech piw. Gdy nie pije, ma drgawki. Ona straciła chęć na jakiekolwiek rozmowy z nim, bo nie przynoszą rezultatu. Na imprezy chodzi z nim, bo „musi go pilnować”. Nie zauważa podobieństwa do relacji jej rodziców, wchodzi w rolę swojej matki, podczas gdy jej partner zachowuje się jak ojciec. Ta historia ciągle trwa. Życzę jej, żeby on się ogarnął, albo ona podjęła odpowiednie kroki.

Osoba 3. Żyje z mężem, który chleje. Od lat zastanawia się, czy od niego nie odejść. Dlaczego nie odeszła przed laty? Bo dziewczyny z dzieckiem matka nie chciała wpuścić do domu, gdy ta nie chciała ślubu z ojcem dziecka. Bo go nie kochała. Po trzydziestu latach małżeństwa mieszkają razem, ale śpią w osobnych pokojach. Mają dorosłe dzieci. Dlaczego ciągle są razem? Bo ona chce wyjść z tego „z honorem”. Mogę z nim mieszkać, ale nie będę z nim żyć – mówi. Ale pracuje dużo, odkłada pieniądze na mieszkanie. Gdy się wyprowadzi, wtedy kopnie go w dupę. Mam nadzieję, że nastąpi to szybko, i że będzie miała jeszcze wiele czasu na miłość i szczęście.

Osoba 4. Nie mogąc być z chłopakiem, w którym zakochała się na zabój, przeżyła kilka nieudanych związków. Zakochiwała się, na początku było wspaniale. Chłopcy byli czuli, opiekuńczy, było miło, cudownie i zapowiadała się kolorowa przyszłość. Ale po czasie zaczynało się ignorowanie, kłótnie, seks na zgodę, i tak w kółko. W każdym związku zostawała, bo „kiedyś musi w końcu być lepiej”. W końcu wszystko się kończyło, a ona lądowała w ramionach kolejnego zjeba, który na początku był czuły i opiekuńczy, a potem wszystko się powtarzało. Ostatniego kopnęła w dupę z hukiem. Jest teraz szczęśliwa. Oby do końca wszechświata.

Osoba 5. Zakochała się w o wiele młodszym od siebie chłopcu. Zakochała się jak gówniara, mimo że była już dorosłą, dojrzałą osobą. Było wspaniale, choć nie widzieli się zbyt często. Jednak tak bardzo się bała samotności, że zrobiła się strasznie zaborcza. Mieszkali daleko od siebie, więc często dzwoniła. I wysyłała mu całe mnóstwo wiadomości. Co pół godziny. Gdy nie odpisywał, robiła awantury. W końcu się rozstali. Po paru tygodniach. Oboje są teraz w szczęśliwych związkach. On jest ze swoją miłością z liceum, ona wyszła za dobrego przyjaciela i została matką dla jego córki. Miłość triumfuje.

Osoba 6. Na odwrót. Nie weszła w związek. Nie potrafiła myśleć o związkach. Nie potrafiła rozmawiać o seksie. Czy była aż tak niewinna? Ano nie. Uwielbiała flirtować. Flirt był czymś, co „mogłaby robić cały czas, 24 godziny na dobę.” Nie stroniła też od głębokich dekoltów, a miała co pokazać. W końcu zaczęła częściej spotykać się z jednym ze swoich przyjaciół. Chyba zaczęła się zastanawiać, czy jednak te związki to nie taka zła sprawa. Ale musiałaby wówczas zrezygnować z flirciarskiego trybu życia, bo on nie chciał wchodzić w „wolne związki”. Nic z tego nie wyszło. Nie wiem, jak to się dalej potoczyło, ale życzę szczęścia.

Nie twierdzę, że żeby być szczęśliwym trzeba być w związku. Niektórzy nie sprawdzają się w tej formie relacji. Tak jak ja przez długi czas. Niektórzy boją się takie relacje zawiązywać, i ten strach paraliżuje ich nawet, gdy już w związku są. Trzeba pamiętać o jednym, i tego się trzymać. Nie robić nic wbrew sobie. To ja mam być szczęśliwy. Oczywiście nie wolno postępować tak, by krzywdzić innych. Nie czynić źle. Bo tylko to, co nie szkodzi innym, nie jest złe. A chyba nikt z nas nie chce być złym człowiekiem.

Ale jest jeszcze jeden dylemat natury moralnej. Jeśli osoba, którą kochasz jest w związku, a Ty chcesz, by była z Tobą, nie martw się. Jeśli uda Ci się ją odbić, to znaczy, że tamten związek nie był zbyt trwały. I może dasz tej osobie prawdziwe szczęście. Może. Bo może taki osobnik ciągle czeka na „to coś”.
Więcej na temat odbijania partnerów pisał Jason Hunt.

PS. Pisząc pierwszy akapit stwierdziłem, że warto by wystawić niską ocenę Alchemikowi na lubimyczytac.pl. Pierwszy od góry komentarz z oceną oczywiście „1” rozbił mnie…
Komu nie chce się otwierać kolejnego okienka w przeglądarce, ten niech przeczyta tę opinię poniżej:

Po przeczytaniu Bardzo Mądrej Książki Pana Coelho stwierdziłam, że pisanie takich bzdur podlega pewnemu schematowi. Jego opanowanie jest równie proste i nieskomplikowane jak fabuła Alchemika. Stwórzmy więc Początek Bardzo Mądrej Książki:

1. Wymyśl jakieś zdanie, które opisuje uczucie w najprostszy sposób. Np. Kocham bajki.

2. Złota zasada brzmi: myśli są w głowie, uczucia w sercu! Tak więc przetłumacz te uczucie na spojrzenie zewnętrzne: np. zamiast „kocham bajki” na „w moim sercu jest miłość do bajek”.

3. Teraz zwykłe słowa trzeba zamienić na Słowa. Dlatego zastąp pospolite wyrazy jak „jest” czy „moim” na wznioślejsze: np. „w mym sercu płonie miłość do bajek”.

4. Obiekt naszej miłości trzeba oczywiście odpowiednio nazwać. Nie mogą to być zwykłe „bajki”. Trzeba je przerobić na „skarbnice mądrości ludowej”.

5. Żeby efekt był piorunujący zastosuj porównanie do życia lub miłości. Wybieram życie i po połączeniu mamy: „Życie to płonąca w mym sercu miłość do skarbnic mądrości ludowej”

6. Efektu dopełni wstawienie dużych liter przy niektórych Słowach, a także nieco inwersji językowej. Nie wahajmy się przed dodaniem słów życie, miłość, uczucie! I tak powstaje: „Życie to w Sercu płonąca Miłość do życiowych skarbnic Mądrości Ludowych”.

Po skomponowaniu tego Arcyznaczącego zdania, sięgaj po następne, np. Lubię pomidory, albo widzę stół i zamieniaj na Zdania. Potem stwórz z nich książkę i sprzedawaj z równym powodzeniem co Pan Coelho 🙂

Share This:

No Comments

Leave a Comment