Modelina – dzień pierwszy

Naskrobię kilka słów i będziecie mogli się zacząć nabijać, hejtować, palić na stosie za zhańbienie fachu rzeźbiarza etc. Zaznaczam, że dzisiejsze „dzieło” chuja ma wspólnego z tym, co zamierzam robić. Była to jedynie próba, sprawdzenie, jak zachowuje się modelina. W trakcie lepienia poznawałem zapotrzebowanie na sprzęt.
A więc, zanim przejdę do dalszej części – mała, kurwa mać, galeria XD

Dobra, jak już się pośmialiście, to tak, potrzebuję…

…rękawiczek, latexowych albo jakichś innych cienkich. Cienkie, żebym nie stracił czucia, a rękawiczki w ogóle, żeby nie było widać moich odcisków palców. Nie, żebym się nie przyznawał do tego żałosnego lepiactwa godnego upośledzonego dwulatka. Po prostu ładniej wygląda niepomarszczona figurka.

…patyczka płaskiego, co by móc czasem coś wyrównać nie gniotąc tego palcem. Płaski i prosty patyczek nie zrobi wgnieceń. Płaski i prosty patyczek pozwoli mi urzeźbić na wielokąt ścianę boczną kufla, żeby nie wyglądał jak wydziergany z gliny przez małpę. W ogóle patyczek się przyda.

…wykałaczek. Do dłubania w zębach. I do formowania co bardziej delikatnych elementów. Dziób Pana Pingwina był tworzony wyłącznie przez moje grube paluchy, stąd jego nieforemność. Wykałaczką zrobiłbym to inaczej. Mam nawet pomysł jak, a pomysł u mnie to rzadkość.

…umiejętności mieszania kolorów. Bo tak.

…planu, co konkretnie chcę lepić. Pingwin pojawił się w pracy. Bo pingwin z fejsbuka jest spoko. Ktoś powie, że powinien być ślimak, ale… ślimaka ulepię jak nabiorę wprawy.

…pewnie jeszcze całej masy rzeczy, których potrzeba wypłynie w trakcie zabawy.

Tyle. Możecie się jeszcze trochę pośmiać, a potem wypierdalać spać. Chuje.

…a następne gówienko ulepię z tej fluorescencyjnej. Ciekawe, czy faktycznie będzie świecić… chyba, że świecenia nabywa w piekarniku. Przekonamy się…

Share This:

No Comments

Leave a Comment