Na co komu ochrona danych?

Jak co miesiąc, byłem dziś na domięśniowych wlewach z trawy. Obok mnie w kolejce czekała sobie pewna pani. Wyglądała młodo, może nawet była w moim wieku. Poprosiła mnie o możliwość napisania SMSa do swojego męża, ponieważ zapomniała wziąć z domu leków, portfela i telefonu. Jako że nie jestem bucem i lubię pomagać, zgodziłem się.

I teraz szczena ląduje na ziemi, bo ONA NIE ZNA NUMERU SWOJEGO MĘŻA.

No to „czy ma pan może internet w telefonie, to zobaczy pan na stronie firmy męża jaki jest ten numer telefonu to ja sobie od razu zapiszę”, rzecze do mnie owa niewiasta.

Myślę sobie ALE JAJA, ale wchodzę na stronkę, dyktuję jej cyferki, po czym podaję telefon z włączoną aplikacją do pisania smsów. Nie patrzę, co pisze, ale kątem oka obserwuję, czy nie zechce spierdolić z moją własnością.

Napisała, oddała telefon. Zaczęła gadać. Nie, nie gadać. Nawijać makaron na uszy, napierdalać, mówić, ruszać ustami jednocześnie wyciskając z siebie potok dźwięków mową potocznie zwany.

Ja, jako stały bywalec przybytku pod wdzięcznym skrótem CMI, przygotowanym będąc na długie oczekiwanie na panią doktor, która z różnych przyczyn bardzo często nie zjawia się na czas, zabrałem z sobą książkę. Chciałem poczytać, a tu taki chuj, bo pani obok już zrobiła sobie ze mnie, wbrew mojej nic nie znaczącej woli, swojego rozmówcę, a ja chamem przecież nie jestem, więc nie wyjmę książki z plecaka i ostentacyjnie nie zacznę czytać, czy ona…

NO WŁAŚNIE

…opowiada mi o swoim życiu…?

Jako jedna z wielu pacjentów miała przyjść do pani doktor z wynikami badań. Ale nie miała ich ze sobą. Mąż zapomniał jej wydrukować w czwartek (!!!), więc stwierdziła, że dziś pokaże lekarce te wyniki w telefonie.

ALE ZAPOMNIAŁA TELEFONU

I do tego siedzimy i czekamy na panią doktor, i moja rozmówczyni mówi, że „ona tu zawsze maksymalnie czekała na nią kwadrans, a to już pół godziny mija, a ona samochód ma zapłacony na parkingu do dziesiątej, i ona już mandat kiedyś dostała, i co ona ma…”

Wdech. Wydech.

Myśli pan, że mi w gabinecie zabiegowym wydrukują? Tam jest taka niemiła pani, to ja poczekam aż wyjdzie i zostanie tylko ta miła, bo są dwie, i myśli pan, że mi ta miła wydrukuje moje wyniki z internetu?

Kurwa nie wiem – pomyślałem, bo przecież chamem nie jestem, żeby na głos takie niemiłe rzeczy mówić, zwłaszcza miłym paniom, które same z siebie chcą ze mną rozmawiać. Za to na głos zaproponowałem, żeby poszła tak czy owak zapytać, bo ta niemiła piguła też jest w sumie spoko, tylko czasem sili się na zabawną złośliwość, co jednak wychodzi pogardliwie w jej wykonaniu, ale IDŹ PANI ZAPYTAJ TE PIGUŁY CZY CI WYDRUKUJĄ TE WYNIKI BO MNIE CHUJ STRZELA A SAM NIE BĘDĘ PYTAŁ W NIE SWOJEJ SPRAWIE poszła zapytać.

Znaczy się tego nie krzyczałem, tylko miło powiedziałem i nie tak po chamsku, bo chamem nie jestem.

Ja to pana hehe na kawę chyba zaproszę

Kurwa, ale jaja – to ja znów pomyślałem.

Czy się pan zaloguje do LUXMEDU po moje wyniki i ja je na kartce przepiszę, może tak się uda, bo panie w zabiegowym hehe nie mają internetu. I ja pana serio na kawę chyba za tę pomoc

Nie lubię kawy. Tak jej powiedziałem, bo to prawda.

No to co, strona LUXMEDU, logowanie pacjenta, hyc, proszę, pani się zaloguje, przecież mi niepotrzebne te pani dane. Loguje się. Przepisuje na kartkę wyniki badań. Znów nie zerkam, co pisze, tylko pilnuję, bo tacy mili ludzie to często mogą być złodzieje i tym milusiństwem tylko usypiają czujność.

OCH JAK JA PANU BARDZO DZIĘKUJĘ i tak dalej.

i teraz na serio, o co chodzi

Różne sytuacje bywają w życiu. Ja też często zapomnę na przykład posprzątać po sobie w kiblu, czy okruchy z blatu zetrzeć. Ale telefonu, portfela i kluczy nie zapominam nigdy. Mam nawyk trzepania się po kieszeniach zanim wyjdę z chałupy, i w sumie skądkolwiek. Może to i nerwica natręctw, ale te trzy rzeczy mam przy sobie zawsze, poza pewnymi, przemyślanymi zresztą, wyjątkami.

Pani z kolejki trafiła szczęśliwie, bo na mnie. I nie chodzi mi o to, że jej pomogłem. Chodzi o to, że jej danych nie wykorzystam przeciwko niej.

Bo Pani z kolejki nie usunęła smsa, którego wysłała do męża, a w którym znajdowały się nazwy leków, które mąż miał zabrać z domu. Nie usunęła z mojego telefonu wyników badań, na którym to dokumencie są jej dane osobowe, adres, dane lekarza, no i WYNIKI JEJ BADAŃ.

Do tego wszystkiego, wiedząc, że czeka w kolejce, może mieć problem z wynikami, których nie ma, a które są spisane na kartce, czyli tak jakby faktycznie ich nie było, i jeszcze, że opłaciła bilecik parkingowy do godziny 10, można było odnaleźć jej samochód.

Nawet nie chce mi się wymyślać możliwości. Kiedyś na Anonimowych Wyznaniach ktoś opisał, w jak prosty sposób znalazł w internecie mnóstwo wrażliwych danych dziewczyny, którą spotkał w autobusie, i nawet nie zapytał ją o imię! A ja tu jak na srebrnej tacy dostałem dane, z którymi jakiś psychol mógłby zrobić naprawdę złe rzeczy.

Oczywiście zarówno smsa jak i wyniki usunąłem. Na wszelki wypadek.

I teraz zastanawiam się, na chuj nam to RODO, straszenie karami finansowymi, prawnikami, sądami, skoro my sami nie dbamy o nasze dane. To już nie chodzi o wklejanie zdjęć gołych dup na fejsa. Obcym ludziom, za uśmiech i pozorną życzliwość, dajemy do ręki nóż.

PS. Jak już byłem w gabinecie, okazało się, że szafka ze stetoskopem jest zamknięta. Pani doktor powiedziała, że jeśli nie uda jej się telefonicznie znaleźć ancymona, co podpieprzył kluczyk, to będzie musiała mnie wyprosić i pójść poszukać. Nie może mnie zostawić samego w gabinecie.

BO RODO

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.