Najpierw alergia, teraz objawy

Jestem alergikiem. Nabawiłem się tego gówna mniej więcej dziesięć lat temu. Ot tak, nagle, pewnego majowego poranka obudziłem się z zatkanym nosem. Przy śniadaniu sporo kichałem. Szczypały mnie oczy. Trwało to do końca lipca. Podejrzenia padły na lipę, która rosła po drugiej stronie ulicy. Tak czy ptak, zacząłem brać alertec, zyrtec, na studiach loratadynę. Od kropli (kropel?) do nosa powinienem już nie mieć nosa. Taki ksylometazolin (czyli w praktyce i otrivin) może być używany raz dziennie przez jakieś 5 dni. Max. Ja tego używam kilkanaście razy dziennie przez kilka miesięcy. Od kilku lat. I nie tylko w czasie alergicznym.
W tym roku stwierdziłem, że koniec z tabletkami. Skoro dobre nastawienie potrafi zwalczyć choróbsko, to moja pozytywna… no dobra, żadna pozytywna, ale jestem przekonany, że pokonam alergię stawiając jej czoła.
I oto, cóż? Z objawów pozostało mi tego lata kichanie. I zapchany nos. A dziś zdecydowałem, że odstawiam krople. Ale jak sobie poradzić z tym zapchanym nosem…?
Bez w sumie wielkich nadziei zajrzałem do internetu. Wcześniej nie szukałem sposobów na zatkany nos, przecież miałem moje ukochane kropelki.
No i proszę. Jest od przysłowiowego chuja różnych sposobów na odetkanie nosa. Pomijając te najbardziej oczywiste (gorąca kąpiel i para – to znałem, ale przecież nie będę kąpał się w ukropie w duszne lato!) znalazłem coś o masażu nasady nosa, i – uwaga! – uszu…?
Masaż nasady działa. Słabo, ale zawsze.
Uszu wstydzę się ruszać sam przed sobą…

Share This:

No Comments

Leave a Comment