Nie będziesz brał bogów żadnych

Zimno jest.

Pracy na dziś koniec, jutro wolne.

Chcemy grać z Lubą, ale jest aktualizacja.

Miałem pójść do kuchni zrobić sobie kakałko.

Zrobiłem blok czekoladowy. Z herbatnikami z Biedronki.

Bo w sumie czemu nie.

Bo mogłem.

Bo chciałem.

Bo to był mój plan. Wymyślony naprędce, w miejsce innego, tego z kakałkiem. Mój autorski plan. Mój.

A i tak znajdzie się ktoś… o tfu. Przepraszam. Zaczynamy od nowa.

A i tak istnieje pewne sąsiedztwo mnie, w którym znajdzie się ktoś, kto powie, że mój plan był w istocie planem jakiegoś bóstwa. Prawdopodobnie Jehowy, bo katolików mamy od chuja w tym kraju, ale przy odpowiednio dużym sąsiedztwie znajdziemy kogoś, kto mój plan stworzenia bloku czekoladowego z herbatnikami z Biedronki przypisze np. Krisznie, Mitrze czy Ozyrysowi. Potworowi nie. Potwór je, pije i w zasadzie ma blok w dupie.

A ja powiem tak: jeśli jakikolwiek bóg istnieje, to ma wszystko w dupie.

Mógłbym powtarzać w nieskończoność, że jeśli ozdrowienia z raka, AIDS czy innych takich są dowodem na istnienie boga (jakiegokolwiek w sumie, to nieistotne na dłuższą metę), to głód, wojny i wszechobecne skurwysyństwo są dowodem na jego nieistnienie. Albo co najmniej w dupie posiadanie świata i jego obywateli.

Mógłbym po raz kolejny napisać, że jeśli bóg pozwala na to całe zło, które codziennie zdarza się na świecie, to ja nawet nie jestem zainteresowany możliwością poznania go.

Tym razem napiszę inaczej:

Nie będę oddawał czci czemuś, co nie raczy pokazać mi się na oczy.

Nie kupuję kota w worku. Nie będę „ryzykował” czczenia czegoś, co nie istnieje. Albo, co gorsza, jest złe. Nie będę stosował zakładu Pascala, bo doszedłem w swoim życiu do etapu, w którym coraz mniej wstydzę się przed ludźmi, a coraz bardziej przed sobą samym. Co jest o tyle harde, że sam siebie znam najlepiej, i wiem o wszystkim, co zrobię, czy choćby pomyślę.

Nie wierzę w boga jako istotę myślącą, obserwującą ludzkość, atakującą czy broniącą kogokolwiek. Wierzę w coś innego, ale o tym pisałem już kiedyś i pewnie nie raz napiszę.

Nie wierzę też w boski plan. Dlaczego? Otóż jeśli ktoś zamordował kogoś, bo taki był boski plan, to jaki jest sens karać takiego mordercę? Istnienie boskiego planu nie tylko negowałoby ideę wolnej woli, ale burzyłoby sens istnienia jakiegokolwiek prawa. A więc i sens tworzenia jakiejkolwiek społeczności. Sens CZEGOKOLWIEK.

Więc jeśli Twój bóg zaczyna mieć jakiś plan, to wiedz, że coś się dzieje.

PS. Gdybym prowadził bloga kulinarnego z odchyłem ku cukiernictwu, nazwałbym go BLOGIEM CZEKOLADOWYM. Dlaczego nikt jeszcze na to nie wpadł?

I dlaczego nie dostanę hajsów za mój genialny pomysł?

Share This:

No Comments

Leave a Comment