Nie polecam: PLUS GSM

Nie będę jakoś specjalnie odkrywczy, jeśli powiem, że sieci telekomunikacyjne bardziej dbają o nowy narybek, niż o aktualnych klientów. Już od wielu lat wiadomo, że bardziej opłaca się co umowę przechodzić do innej sieci. Niewielu znam ludzi, którzy od lat trzymają się jednej sieci. Jednym z tych „wyjątkowych” jestem ja. Ale, zapewne, do czasu…

Telefon komórkowy mam od dziewiątego roku życia. Nie jest to przejaw zbananowienia, czy wypadkowa bezstresowego wychowania, albowiem bananem nie jestem, nie byłem i nie będę, bo banany są do jedzenia, nie do bycia nimi, a bezstresowo wychowywany nie byłem, co mój tyłek często odczuwał podczas randki ze skórzanym pasem. Telefon był mi potrzebny do wezwania ojca lub zamówienia taksówki po zakończonym treningu. Tak, byłem kiedyś sportowcem. Tak, trenowałem karate. Nie, nie zmieniło to mojego życia.

KOMÓRKA, KOMÓRECZKA

Telefon był na kartę, ale zarejestrowany na mojego ojca. I tak do szesnastego roku życia, gdy w modzie były oferty MIX. Wtedy to, pierwszy i jedyny raz w życiu, zmieniłem numer telefonu. Po prostu był dołączony do telefonu i umowy. Ale dalej zarejestrowany na tatę. I przez ponad jedenaście lat tego numeru nie zmieniłem. Umowa w miksie była przedłużana, konto było doładowywane. Aż w końcu czas był na zmiany.

Dwa lata temu stwierdziłem, że warto by było przejść na abonament. W tym celu jednak trzeba było scedować właścicielstwo numeru telefonu na mnie. Tata stwierdził, że nie ma problemu, skoro i tak od kilku lat sam płacę za doładowania. Pojechaliśmy do salonu, dokonaliśmy cesji. Pan w salonie chciał przy okazji ubić interes i podpisać umowę abonamentową. I tu się pojawił problem. Mając w pamięci rozmowę ze znajomym, którego tożsamości dziś już nie pomnę, powiedziałem, że abonament czterdzieści złotych miesięcznie za nielimitowane rozmowy, smsy i mmsy byłby spoko. Bez internetu, bez telefonu, bo takich potrzeb nie mam.

ALE JA PANA NIE ZNAM

A oto problem. Taką ofertę mógłbym uzyskać, gdybym był, uwaga, STAŁYM KLIENTEM. No tak, bo wcześniej to tata był klientem, nie ja. Ale, do cholery, numer był ten. Od lat. I od kilku lat ja go opłacałem. No ale nie. Procedury, procedury, on nie może. Oczywiście wiadomo wszem i wobec, że gość w salonie może, jeśli tylko chce, ale pewnie pomyślał, że mu uwierzę, i dostanie prowizję. Chuja dostał. Powiedziałem, że w takim razie zostajemy przy pre-paidzie, bo nie mam zamiaru płacić dwa razy więcej w miesiącu za niepotrzebne bajery, a doładowanie za 30 zł w zupełności wystarczy na moje potrzeby telekomunikacyjne.

ZAWSZE KTOŚ ZAROBI

Zarobiła pewna pani z centrali, która zadzwoniła do mnie po paru tygodniach z propozycją – uwaga uwaga – abonamentu za 40 zł z nielimitowanymi rozmowami, smsami i mmsami, plus 2GB internetu LTE. Co prawda 39,99 było po akceptacji zielonej faktury, ale dla mnie to zero problemu, bo na grzyba mi kolejne papierki. Chronimy środowisko, bla bla bla. Pomyślałem, że nie ma cudowniejszej firmy niż PLUS. Zapomniałem już, że gość w salonie nie był zbyt pomocny.

JA PANU SPRZEDAM, ALE PAN ZAPŁACI PODWÓJNIE

Kilka miesięcy później planowałem założyć firmę. Jako że nie planowałem siedzieć dniami i nocami w biurze, bezsensownym rozwiązaniem wydawało mi się podpisywanie umowy na internet stacjonarny. Mając zaś abonament w Plusie mogłem dobrać sobie internet mobilny, tak zwany gwizdek pod USB. Poszedłem do salonu. Gość przedstawił mi ofertę Smart Dom. I że w związku z tym, że mam abonament za 39,99, to przysługuje mi rabat 50% na jakiś dodatkowy produkt. No to wziąłem internet 70 GB. Dlaczego taki duży? A bo jak mi się w domu skaszani łącze, to będę miał zapasowego neta. No i razem z ratą za modem w tym rabacie wychodzi 45 zł, co w sumie z abonamencie wychodziło 85,-. Spoko, biere.

JAKIEŻ BYŁO MOJE ZDZIWIENIE

gdy faktura przyszła na dwie stówy. Myślę sobie, że może coś nie doczytałem odnośnie opłaty aktywacyjnej, ale ok. Kolejna faktura opiewała na 120 zł. I kolejna też. I kolejna. W tym czasie już byłem w trakcie procedury reklamacyjnej. A było to tak… Zadzwoniłem na infolinię i zapytałem w grzecznych słowach o chuj im zapierdala, miał być rabat, a oni mi jakieś z dupy kwoty naliczają. Gostek ze słuchawki powiedział, że miał być rabat, ale nie ma. Bo mi nie przysługuje. No ale jak to, pytam, przecież facet w salonie powiedział, że będzie rabat. Słuchawkowy na to, że nie będzie, bo ten rabat jest dla – UWAGA UWAGA – NOWYCH KURWA KLIENTÓW. Nowych. Nie dla mnie. Bo ja nowy byłem przy cesji telefonu, ale ten mój abonament mam od kilku miesięcy, więc już nie jestem nowy. I rabatu nie będzie. Poprosiłem nazwisko słuchawkowego. Mając nadzieję na szybkie załatwienie sprawy kilka dni później znów zadzwoniłem na 2601. Osoba, z którą rozmawiałem, powiedziała, że nie rozumie problemu, bo rabat powinien być naliczony zgodnie z tym, co mówił facet w salonie. Poprosiłem o nazwisko, podziękowałem i się rozłączyłem. Dla pewności po kilku dniach zadzwoniłem znów.

PING PONG

Trzecia słuchawa poinformowała mnie, że rabatu nie, bo jestem starym klientem. I że jak chcę, to mogę złożyć reklamację, ale nie sądzi, że zostanie uznana, bo prawo jest prawo i chuj. Ale napisałem tę reklamację. Wyszczególniłem tam nazwiska słuchaw i gościa z salonu, opisałem, co kto mi powiedział. Wyraziłem nadzieję na pozytywne rozpatrzenie reklamacji.

Przyznali mi rabat. Skorygowali faktury. Łaskawie.

ŚMIECH NA SALI

Jakiś czas temu z Ukochaną stwierdziliśmy, że trzeba się zastanowić nad naszymi abonamentami. Ani Play dla niej, ani Plus dla mnie, żadna sieć nie miała dla swoich wiernych abonentów dobrej oferty. W NJU znaleźliśmy ofertę w dobrej cenie na bezlimitowe rozmowy, smsy i mmsy, dobry pakiet internetowy, lepszy od moich 2 GB. I to wszystko za bodaj trzydzieści dziewięć złotych. Plus, jak się doczepi do tego drugi numer, to te same bajery ma za dziewięć złotych. Czyli wychodzi 48 na dwoje. Interes życia. Trzeba jedynie dokonać cesji. Ale to nie problem.

Dziś postanowiłem ostatni raz udać się do salonu Plusa. A nuż widelec będą mieli dla mnie coś ciekawego. Wszak umowa zaraz się kończy, no i salon to nie słuchawa. Pan o bardzo… czarnym nazwisku podał mi ofertę. I myślałem, że go osmarkam z wrażenia. Otóż… gdybym chciał przedłużyć umowę z tymi samymi parametrami, czyli nielimitowane rozmowy, smsy i mmsy, to… zapłacę więcej niż teraz. Różnica jest w internecie, bo zamiast dwóch jest pięć i pół gigabajta. Ale za dychę więcej. Zapytałem, co się stanie, jeśli nie przedłużę umowy. Czy zablokują mi telefon? Otóż nie. Nie przedłużając umowy zostaję na obecnych warunkach. Czyli… bardziej opłaca mi się niepodpisywanie umowy na nowy okres, a jazda na tym, co miałem. I żeby nie było, mówimy o ofercie bez telefonu.

KONKLUZJA

Tak więc, drodzy czytelnicy, jeśli chcecie zmienić umowę po to, by następną mieć w innej sieci, możecie przyjść do Plusa. Na pewno Was czymś zachęcą. Jeśli zaś macie zamiar zatrzymać się w jakiejś sieci na dłużej, wybierzcie coś innego.

Share This:

2 komentarze

  • Lokalizacja Czerwiec 5, 2017 at 9:21 am

    Mnie zawsze dziwią ludzie którzy biorą abonamenty. Dziś przecież za 29zł mamy już wszystko w pre-paid, w każdej chwili można zmienić ofertę. Dobry telefon też kupimy tanio i nie musimy się wiązać na 2 lata z umową.

    Reply
    • Juliusz Maretzky Czerwiec 5, 2017 at 12:21 pm

      Dziś może i tak, ale dwa lata temu niekoniecznie.
      Zerknąłem na stronę Plusa na kartę. Faktycznie, 29 zł za wszystko, plus 6GB neta. Co działa bardzo na niekorzyść tej sieci w kontekście powyższego wpisu.

      Reply

Leave a Comment