Nie polecam: Tortellini z Biedronki.

Ukochana zrobiła rok temu, na swoje urodziny, łakomą sałatkę z tortellini. Była naprawdę przepyszna, choć prawdę mówiąc nie mogę sobie przypomnieć (tak jak Dr Misio imienia swojej dziewczyny) z czego była zrobiona. Na pewno znalazły się w niej pierożki, prawdopodobnie był majonez, chyba szynka… Była tłusta, kaloryczna, ale przezajebista, i… właśnie zaczęła mi cieknąć ślinka. Ślina na język przyniosła mi głód. Teraz, w tej chwili. Jeść.

Poniedziałek. Wracam z pracy. Pytanie do Ukochanej, co robimy na obiad. Optowałem za spaghetti carbonarą z sosem z paczki, ale na wędzonym boczku. Uwielbiam wędzony boczek. A skórę z boczku uwielbiam, jak ją usmażę i zrobi się chrupiąca. Ale mieliśmy kupione w Biedronce jakoś dzień czy dwa wcześniej dwie paczki tortellini firmy RANA.

cam00352

Ukochana lubi tortellini. Ja, mając w pamięci ową łakomą sałatkę, stwierdziłem, że też lubię. Zatem, co było potrzebne, a była to śmietana kremówka, serek śmietankowy, ser żółty i pomysł na spaghetti po bolońsku, kupiłem po drodze do domu. Moje Bejbe wstawiło już wodę na pierożki, co by nie czekać za długo na żarcie.

Zapachy były przesmakowite. Sosik zaciągnięty śmietaną, wykąpane w niej tortelinki, całość przełożona w miskach żółtym serem, który już po chwili zaczął się ciągnąć… Mmmm, niebo w gębie. A jaki zapach! Nie mogąc się doczekać jedzenia popędziliśmy do pokoju, gdzie czekała już na nas herbata. I serial.

Zaczęło się jak na obiadku u mamusi. Uśmiechy, obleśnie rozciągnięte rozkoszą podniebienia twarze. Komentarze w stylu Food Emperora „Kuuuhwa, jakie to dobghre” dość szybko ustąpiły miejsca nietęgim minom. Po mniej więcej pół minucie przez pyszny sos przebił się do naszych kubków smakowych swąd chemii. Kuhwa. Jakie to… średnie. Bardzo średnie.

Niemniej jednak opierdoliłem całą miskę. Średnie to jeszcze nie złe, jadałem rzeczy gorsze. Ukochanej nie starczyło sił, by dotrzeć widelcem do dna naczynia. No i zaczęło się… zrobiło mi się niedobrze. Żeby nie było, nie od ilości żarcia. Moje możliwości znacznie przewyższają pojemność miski, z której jadłem, a mdłości były bliższe grypie żołądkowej niż przejedzeniu. Pomyślałem, że coś z tym żarciem jest nie tak. Ukochana potwierdziła na głos moje przemyślenia. Do końca przykrej przygody był jednak jeszcze kawałek.

Na klopie znalazłem się nagle. To był odruch, po prostu się tam teleportowałem, czując, że moje zwieracze nie dadzą rady zbyt długo powstrzymywać nawałnicy gówna. Osobom, które stwierdzą, że może była to moja codzienna kupa w połączeniu ze złym trybem odżywiania odpowiadam: kupę już tego dnia robiłem. I była normalna. A mniej niż godzinę bo niedobrym jedzeniu siedziałem na kiblu drugi raz tego dnia.

Po kolejnej niecałej godzinie byłem tam z powrotem. Jak już wyszedłem, upewniwszy się pierwej, że to koniec, polazłem do kuchni, wyciągnąłem ze śmietnika obie paczki i cyknąłem fotki.

cam00353

Wtedy to pierwszy raz zwróciłem uwagę na to, że jedna z paczuszek zawierała tortellini ze szpinakiem. Kurwa, przecież nie wyczułem tam żadnego szpinaku! Udałem się do niedokończonego przez Lubą obiadu, by tego szpinaku jednak poszukać. Jak nietrudno się domyślić, poszukiwania zakończyły się fiaskiem.

This slideshow requires JavaScript.

Podejrzewam, że szpinak to te ciemniejsze kropeczki, samotne w jasnoseledynowej papce chemicznego proszku. Kurwa, i my to jedliśmy. Brr…

Żeby nie było, często kupuję w Biedronce i generalnie nie narzekam na tę sieć. Serki topione, mimo że prawdopodobnie niezbyt zdrowe, nawet mi smakują. Pieczywo mają bardzo dobre, a rombowe ciemne bułki są po prostu genialne. Jednak tortellini z rzeczonego obiadu to jakaś porażka. Być może trafiliśmy na jakąś trefną partię. A być może nie. Na wszelki wypadek nie będziemy już więcej tego kupować. Ani innych podobnych produktów. W Biedronce.

Piotr i Paweł może mieć lepsze.

Share This:

No Comments

Leave a Comment