Niecodzienny gość na Politechnice Gdańskiej

W niedzielę po zajęciach moja Ukochana przyszła po mnie na uczelnię. Planowaliśmy iść razem coś zjeść, albowiem żadne z nas nie miało ochoty na pitraszenie w domu. Lenistwo słodka rzecz, i czasem dajemy mu upust. Okazało się, że ktoś jeszcze był głodny, i postanowił się stołować na kampusie Politechniki.

Nie mogłem przepuścić takiej okazji do wykorzystania mojego ultra-mega-super-duper aparatu z kamerką w telefonie z rozdzielczością porównywalną z okiem muchy plujki. Coś tam jednak widać. Mimo wszystko.

This slideshow requires JavaScript.

Nawet zacząłem korzystać ze swojego jutuba i wrzuciłem tam dwa filmiki.

Tak do końca to nie jestem pewien, czy lis był głodny, czy znudzony. Niby chapsnął tę mysz, ale poniekąd wyglądało to tak, jakby kot bawił się pluszową myszą. Jakkolwiek było mi go żal, nie zapytałem go, czy jest głodny, czy raczej brakuje mu towarzystwa. Jeśli to drugie, to, jak widać, my nie byliśmy dla niego towarzystwem odpowiednim. A szkoda.

Aż przypomina mi się stary, dobry hit Ylvisa:

Ileż czasu zajęło nam poznanie odpowiedzi na to boleśnie nurtujące pytanie? Moja Ukochana słyszała fokswojsa zza płotu. Ja muszę posiłkować się internetem.

Z racji wejścia w związek musiałem zaakceptować bagaż mojej Ukochanej. Czyli kota. Nie cierpię kotów. Wolę psy. Ale mam kota. Mamy kota. W przyszłości chcę mieć psa. Najlepiej ze schroniska, takie kochają najbardziej, a i przynajmniej jednemu psiakowi będziemy mogli zapewnić dom. Ale ewentualnie mogę iść na kompromis.

Możemy przygarnąć lisa.

Bo lis to taki trochę pies, a trochę kot. A trochę coś dziwnego, jakby wiewiórka, czy coś…

Share This:

No Comments

Leave a Comment