Niewola receptą na szczęście i życie wieczne

Nie raz już słyszałem od żarliwych katolików, oazowców, neokatechumenów, czy też innych przedstawicieli środowiska, że trzeba się bogu oddać. Całego siebie, na zawsze itepe, itede, etcetera. W niewolę. Ale czy nie chodzi właśnie o to, żeby być wolnym?

Rozdział 21 Księgi Wyjścia zaczyna się omówieniem warunków trzymania niewolników. Już samo to mnie odrzuca. Rozumiem, że długi czasem trzeba odpracować, ale traktowanie człowieka jako przedmiotu, który można kupić i posiadać na własność, to relikt. Dlatego też Pismo Święte należałoby traktować jako relikt minionych dziejów, który w naszych czasach nie powinien mieć wpływu na prowadzenie się ludzi. Tak się jednak nie dzieje.

Skoro już traktuje się człowieka jak rzecz, to nie daje mu się prawa do rodziny. I tak, według Pisma, niewolnik po sześciu latach może sobie iść od pana, który go kupił. Jest wolny. Jeśli był zakupiony z żoną, to żona może odejść z nim. Ale jeśli to pan dał mu żonę, to już nie jest tak różowo. Żona musi zostać. Razem z dziećmi. W takiej sytuacji kochający małżonek może zrobić tylko jedno. Oświadczyć, że kocha swojego pana i oddać mu się na służbę. Na zawsze.

Kilka wersetów dalej trafiłem na pewną niekonsekwencję (dziwne, nie?):

Kto porwie człowieka i sprzeda go lub będzie go trzymać w niewoli, zostanie ukarany śmiercią.
Wj 21,16

Jakże to tak, posiadanie niewolników jest w porządku, ale ich „produkcja” już nie? W dzisiejszych czasach produkcja, rozprowadzanie, handel i posiadanie narkotyków to przestępstwa. Ktoś tu popełnił błąd, albo autorzy Biblii, albo autorzy naszego prawa. Albo jedni i drudzy, ale to już inna sprawa.
Teraz pewnie oburzą się wegetarianie, że skoro rzeźnicy to mordercy zwierząt, to kupujący i spożywający mięso też są źli. Spokojnie. Fakt hodowli i zabijania zwierząt na mięso to nic złego. Złe jest to, jak te zwierzęta są traktowane przed rzezią. A więc, drodzy roślinożercy, wypierdalać. I nie jeść mi żadnych roślinek, hipokryci – one też czują!

Jeśli ktoś uderzy kijem swojego niewolnika lub niewolnicę i spowoduje śmierć na miejscu, podlega karze zemsty. Jeżeli jednak niewolnik przeżyje dzień lub dwa, jego pan nie podlega zemście, bo niewolnik jest własnością swojego pana.
Wj 21,20-21

Po pierwsze – kto miałby się mścić na panu, bo przecież nie rodzina niewolnika. Niewolnik to gówno. Przecież.
Po drugie – jeśli człow… tfu, niewolnik umarł na miejscu, to pan podlegał (niby) karze. A jeśli trochę jeszcze pożył, pomęczył się i pocierpiał, i wówczas umarł, to wszystko w porządku, bo jest własnością pana. WTF?! Prawo świadomie i bez krycia się nawołuje do znęcania się nad istotami żywymi! Lepiej dla pana było urwać nogę niewolnikowi, żeby się wykrwawił, niż zmiażdżyć mu głowę, by nie męczył się zbyt długo. Jeśli już musiał go zabić. Bo na Bliskim Wschodzie to od zawsze mieszkały zwierzęta. W głowie mi się to nie mieści. A potem mamy takich obrońców życia, którzy nie pozwalają na terminację ciąży przy znacznych uszkodzeniach płodu, bo lepiej jest, żeby matka męczyła się fizycznie i psychicznie, a dziecko cierpiało jeszcze przez te parę dni po urodzeniu. O ile urodziłoby się zdrowe. Zaiste, księga miłosierdzia. Godna swoich wyznawców.

Jeśli ktoś ugodzi w oko swojego niewolnika lub niewolnicę i wybije je, za jego oko obdarzy go wolnością. Jeśli ktoś wybije ząb swojemu niewolnikowi lub niewolnicy, za jego ząb obdarzy go wolnością.
Wj 21,26-27

To już wygląda kuriozalnie. Niewolnik jest własnością pana, jak pan go zabije ze skutkiem śmiertelnym odłożonym w czasie, jest wszystko ok. Bo niewolnik jest własnością pana. Ale jak pan wydłubie niewolnikowi oko albo wybije ząbek, to musi go zwolnić ze służby. Już widzę pensjonariuszy zakładów penitencjarnych, jak wyskubują sobie rzęsy i żądają za to wolności. Bo im się krzywda dzieje.
Tak, w dalszym ciągu uważam niewolnictwo za złe, co nie wpływa na moją opinię o systemie więziennictwa. Zło trzeba odpokutować.

Przypuśćmy, że ktoś da drugiemu na przechowanie pieniądze lub jakikolwiek przedmiot i zostanie to skradzione z domu tego, który przyjął to na przechowanie. Jeśli schwytają złodzieja, ma on zwrócić podwójnie. Jeśli zaś złodzieja nie znajdą, właściciel domu stanie wobec Boga, by okazało się, czy nie wyciągnął ręki po własność swojego bliźniego.
Wj 22,6-8

…że co proszę? To tak jakby w dzisiejszych czasach pójść do kościoła, albo nawet do jakiejkolwiek instytucji państwowej. W imieniu boga przemawiają kapłani, a to takie same skurwole jak urzędasy, więc różnicy nie ma. I tutaj taki urzędnik decyduje, bez procesu, bez dowodów, bez podejrzanego, bo go nie znaleźli, czy sobie przywłaszczyłem, czy nie. Może jakiś króciutki przykładzik?

Pożyczam kumplowi dwadzieścia tysięcy. Potem nocą zakradam się do jego mieszkania, po cichu wynoszę te dwadzieścia koła, i powiedzmy po tygodniu upominam się o zwrot. Kasy nie ma, złodzieja też. Idziemy do przedstawiciela władzy boskiej na ziemi. Ja po cichu daję w łapę arbitrowi pięć koła, wiedząc że dostanę wykurwiste odszkodowanie. No błagam. Ale tak to niestety działa. Ninie jako i zawżdy.

W wersetach 9-14 jest mowa o zwierzętach w tym samym kontekście. Jeśli pożyczone zwierzątko zdechnie, okuleje czy coś innego mu się stanie, to pożyczający może złożyć przysięgę wobec boga, że to nie jego wina, a właściciel musi mu uwierzyć. Musi. Po prostu. Bo jak się przysięga w imię bozi, to to na pewno prawda. Że aż sobie przypomnę słowo honoru dane przez katolika husycie. Słowo, którego nie trzeba było dotrzymać, gdyż było dane heretykowi.

Jeśli ktoś uwiedzie dziewczynę niezaręczoną z nikim i będzie z nią współżył, niech uiści opłatę ślubną i weźmie ją za żonę. Nawet gdyby jej ojciec kategorycznie sprzeciwiał się wydaniu jej za niego ma zapłacić sumę równoważną opłacie ślubnej za dziewicę.
Wj 22,15-16

To coś jak w Turcji? Na szczęście w Polsce to nie zadziała, bo na myśl o płaceniu wyruchanej przez siebie kobiecie (mowa nie o prostytutkach) panowie masowo wyjeżdżają za granicę. Na zachód. Bo na wschodzie za gwałt już się zaczyna płacić.

Kto złożył ofiarę bożkom, zostanie zabity, ponieważ należy się ona tylko i wyłącznie PANU.
Wj 22,19

To kiedy zazdrość zostanie ogłoszona jednym z grzechów głównych? Chociaż… nie wszyscy są równi wobec prawa. Równiejsi są ci, którzy prawo ustalają.

Na końcu wersetu 26 stoi: (…)Jeśli wołać będzie do Mnie o pomoc, wysłucham go, gdyż jestem litościwy. Noo… przed chwilą za niekarmienie swojej próżności bozia zabijała. Litościwie zapewne.

Nie będziesz bluźnił przeciwko Bogu ani złorzeczył temu, kto rządzi twoim ludem.
Wj 22,27

Bozi ruszać nie wolno, bo zabije. Spopieli. Wygubi do któregoś tam pokolenia w przód. Ale jeśli rządzą nami debile, to jak tu kurwa nie złorzeczyć? Było PO, teraz jest PiS, jedno gorsze od drugiego, syf się dzieje, a my mamy siedzieć cicho w myśl zasady: „szanuj szefa swego, możesz mieć gorszego”? I następny będzie gorszy, i znów cicho mamy być. I tak w kółko. Podziękuję. Wolę sobie pokrzyczeć. Nawet jeśli niczego to nie zmieni, to chociaż trochę mi ulży.

Będziecie dla Mnie świętymi. Nie jedzcie więc padliny rozszarpanej na polu, lecz rzućcie ją psom.
Wj 22,30

Bo lepiej być wiernym umartym z głodu, niż żywym.
Jeślibym kiedyś powiedział, że nigdy nie zejdę z jakością pożywienia poniżej pewnego poziomu, to bym srodze skłamał. Za czasów bardzo dużej biedy żywiłem się za piątaka dziennie, najtańsze bułki, serki topione i zupki chińskie z biedronki. Bo taka była konieczność. Wolałem jeść świństwo, niż chodzić głodny. Jeśli kiedyś będzie gorzej, to pewnie i szczura upoluję. I nawet na surowo zjem. Jeśli będzie trzeba. Bo wola przeżycia to chyba najbardziej pierwotny instynkt człowieka. A jak to powiedział Mouse w Matriksie: „Zaprzeczając swoim odruchom, wypieramy się człowieczeństwa”.

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.