Nowy ja, nowe coś tam…

Tym z Was, którzy się za mną stęsknili: cierpliwości, niedługo wrócę.
Tym z Was, którzy myśleli, że umarłem: nie, nie umarłem.
Tym, którzy mieli nadzieję, że już nie wrócę: Cha Wam w De.

Co mnie zdziwiło, gdy po kilku miesiącach odpaliłem panel administratora mojego blogaska to to, że codziennie ktoś tu wchodził. Codziennie, mimo braku nowego, jak to się teraz mówi, KONTENTU, ktoś odwiedzał ten stos ścierwa. I, co zdziwiło mnie nieco mniej, najwięcej odwiedzin generował post, który wrzuciłem na mojego starego. Bloga.

POST O TORTELLINI

Przed napisaniem tego, co właśnie wystukuję na klawiaturze, postanowiłem zaktualizować bloga. Jest wersja WordPress 5.1, pewnie załatali jakieś dziury, bo wiecie, bezpieczeństwo etc. To na ryzykanta, bez backupa bazy danych, JEB aktualizacja.

No i ten. Zjebali. To się kurwa nie nadaje do użytku. Gdzie są moje przyciski w HTMLu, które sobie porobiłem, gdzie edytor, który był dobry, i z którego korzystało mi się łatwo, prosto i przyjemnie? To, na co patrzę, jest chujowe, i o ile myślałem, że wrócę do pisania, to teraz mi się znów odechciało.

No ale może to jakoś ogarnę. Ale, WordPress, cóżeś Ty uczynił…

EDIT: wystarczyło zainstalować wtyczkę i mam stary edytor, ale niesmak pozostał.

Share This:

2 komentarze

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.