O florze i faunie na Górce

Otóż są tu szerszenie, jednego już ubiłem. Komary, mać ich jebana, bez liku ukatrupionych. Grzybek jest. Gdzieś. Jest świniak. Gruby i śmierdzący. I dwa debile. Dobra, inaczej: mały głuptasek i patentowany idiota.

Serio, koty to debile. Kuba w sensie. Małą można jeszcze tłumaczyć typowym kocim zachowaniem. Chyba, że to Kuba jest „normalny”, a Mała jest odchyłem. W takim razie wszystkie koty to debile.

Kuba na ten przykład podchodzi do mnie. Na odległość pół metra. Ociera się o mój karton. Nie, nie mieszkam w nim, trzymam tam… a z resztą, i tak mi nie uwierzycie. Więc Kuba się ociera. Ja się odwracam. On na mnie patrzy. I się ociera. Poprawiam siad na fotelu – Kuba jest już w kuchni.
Inna rzecz. W nocy budzę się z koszmaru. Ale koszmar się nie kończy – nad głową słyszę jakieś chrobotanie. Sięgam po telefon i świecę… jebany kurwa mać Kuba wlazł mi na oparcie łóżka. Gapi się jak niewiniątko.
Kuba włazi mi na biurko. Zrzuca papierek na fotel. OK, to tylko papierek. Po chwili zrzuca mój telefon. Mówię ostro „Kuba zostaw!”, on kiwa mi łbem, że niby rozumie, po czym skacze na fotel i próbuje zrzucić telefon na podłogę. Ja wstaję z łóżka, on już jest w kuchni.
Kuba włazi przede mną do mojego pokoju wiedząc doskonale (albo nie, w końcu to debil), że zaraz będzie uciekał i będzie musiał mnie ominąć. Ale przecież można biegać po ścianach – to prostsze od galopu po płaskiej nawierzchni.
Jak im daję żarcie, to podchodzą na odległość dwóch-trzech centymetrów od mojej dłoni, którą ciacham papu na małe kawałki. Ruszam tą ręką, szybko, przecież w każdej chwili mogę któreś z nich capnąć. Ale ciul, przecież to żarcie. Żarcie jest najważniejsze. Umrę, a się nażrę. Kurwa mać.
Do tego dochodzą Kuby próby wdrapania się na regał, lub na cokolwiek innego, za każdym razem zakończone upadkiem na łeb z wysokości. Za każdym razem tak samo. Nie uczy się.

Mieszkam z dwoma sierściuchami. Dlaczego tu nie ma psa 🙁

Share This:

No Comments

Leave a Comment