Obleśne dziadki

Byłem u lekarza. Kolejny, comiesięczny zastrzyk z trawy. Znów kolejki, do każdych drzwi, do każdego lekarza. Nie brakuje młodych, ale głównie to osoby starsze okupują krzesełka. Trochę mnie to dziwi, bo to od przedstawicieli najwyższego przedziału wiekowego najczęściej słyszę „byłem zdrowy dopóki nie poszedłem do lekarza”. No, ale jak już przyleźli, to miejmy nadzieję, że nie w związku z tak zwaną turystyką przychodnianą.

Jako że mój pęcherz ma dość małą pojemność, w międzyczasie (czyli między strzałem w łapę a kontrolnymi oględzinami pani piguły) musiałem udać się do przybytku zwanego sraczem. Już się kiedyś wywnętrzniałem na temat czystości toalet w placówkach służby zdrowia, ale powtórzę się. Generalnie rzecz biorąc

SMRÓD

a oprócz niego syf, i jeszcze więcej smrodu.

Co mnie rozwaliło (znów), kolejny już raz mijałem się w klopie z osobą płci męskiej i wieku starczego, która po sikaniu, czy czymkolwiek innym, co robi się w tym miejscu, nie myła rąk. Staruszkowie nie myją rąk przed wyjściem z toalety.

Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego starzy ludzie tak dziwnie pachną. Myślałem, że to ten tak zwany zapach starości, czy rychłej śmierci. Otóż nie. Dowiedziałem się od osoby, której personalia naturalnie pominę, że jej dziadkom nie chce się chodzić w nocy do toalety, więc szczają do wiadra, które jest w sypialni. I później wszystko jebie tym moczem, i oni sami też przesiąkają jego odorem. Po zastanowieniu stwierdziłem, że tak, zapach starego człowieka jest zapachem odstałego moczu. Noż kurwa mać >.<

Wróćmy do szpitala. Jak już się dziadkowi chciało włożyć majciochy, spodnie, i nawet buty, przyjechać do szpitala, udać się za potrzebą do sracza, to dlaczego, do chuja wafla, nie umyje łap, skoro umywalka jest potężna jak kutas płetwala błękitnego, stoi zaraz przy drzwiach wejściowo/wyjściowych i jest obwieszona całą masą kartek zadrukowanych troską o zdrowie.

Serio, od roku, miesiąc w miesiąc jeżdżę do szpitala na zastrzyki, mijam się za każdym razem z przynajmniej jednym dziadem w kiblu, i nigdy, przenigdy, prze-ni-kuźwa-gdy nie widziałem, żeby ktokolwiek, kogo skronie były już przyprószone siwizną, mył łapy przed przekroczeniem progu sracza. Co ciekawe, nie wszyscy młodzi też myją. Od kiedy na uczelni kilku kolegów „przyłapałem” na niemyciu rąk, staram się witać z ludźmi jedynie skinięciem głowy. Bo mnie podawanie dłoni zwyczajnie zaczyna brzydzić.

ALE JA NIE MAM ZNAJOMYCH, WIĘC W SUMIE TO NIE PROBLEM

Taki dziadek faktycznie może być bardziej chory po wyjściu ze szpitala, niż przed przybyciem do niego. Jeśli stu dziadków w ciągu dnia korzysta ze sracza, każdy jest na coś tam chory, każdy, z racji wieku, jest bardziej narażony na zarażenie się jakimś syfem, i większość z nich nie myje rąk, to ten syf wydostaje się na ich brudnych łapach poza granice kibla, zaraża współoczekujących, może nawet przedstawicieli personelu medycznego, i…

PUFF

…epidemia gotowa.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że statystycznie rzecz biorąc, taka epidemia jest mało prawdopodobna, ale jeśli coraz więcej dziadków będzie się w ten sposób zarażać, to kto wie.

A mnie czekają jeszcze przynajmniej dwa lata wizyt na zastrzyki z trawy. Może sprawię sobie jakiś kombinezon HazMat, czy coś…

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.