Odkrywczy jestem, nie ma co

Tak, odkrywczy jak sam skurwysyn. To co wiedziałem we fragmentach na przestrzeni wielu lat dziś dotarło do mnie w pełnej, kompletnej postaci i uderzyło w mózg zaraz po powstaniu z klopa po czynności wielce zajmującej pewną część mojego ciała, zupełnie przeciwną tej niosącej uderzony mózg…

Dlaczego zawsze będę sam? Singlem w sensie (tudzież „sęsie”, jak mawia Jasiu Śmietana). Booo…
…przyciągam do siebie ludzi z problemami. I nie, nie chodzi mi o potencjalne partnerki (chociaż to trochę też). Jestem ramieniem do wypłakania się, uchem do wysłuchania, słupem do wykrzyczenia. Żeby nie było, nie jest mi z tym bardzo źle (poza tematem przewodnim tego wpisu), ja tego w pewien sposób potrzebuję. Potrzebuję być potrzebnym. Dawno temu bałem się, że wszyscy mnie oleją. Że zostanę sam (tak zupełnie) na świecie. Zacząłem być zajebistym Markiem. Zacząłem być dla innych. Strach przeminął, relacje pozostały.

Związki były, była zazdrość. O koleżanki, przyjaciółki. Nie, żeby kumple też mi się nie zwierzali, no ale o nich zazdrosnymi być powodu nie było. Moja Przyjaciółka A. W., która swego czasu wywróciła mi życie do góry nogami, na nice i przekonwertowała je na jakieś dziwne, niedziałające coś, stwierdziła w końcu:

Już rozumiem, jak można być o ciebie zazdrosną.

Więc zazdrość drugiej strony o tych / te, którzy / które szukają u mnie porady, lub zwykłego wygadania się. Nic nie poradzę, jestem dobra dusza.
Albo frajer, jak twierdzi Ślimaczek.

Ale problemem jestem też ja. Kiedy zaczyna mi na kimś zależeć (chodzi o kobietę) w TYM sensie (tudzież sęsie, pamiętajcie), najpierw zaczynam wariować. Wewnętrznie. Zaczynam szukać kontaktu. Rozwijać go. Kiedy relacja zaczyna się rozwijać, wzmacniać, zaczynam dawać do zrozumienia, że czuję coś więcej. A potem… potem zaczynają się wątpliwości. Niska samoocena, czy też może trzeźwe spojrzenie na mój charakter i osobowość (chociaż nie potrafię powiedzieć, na czym polega różnica między jednym a drugim)? Tak czy inaczej, zaczyna się coś chrzanić. Psuć. I muszę odpowiadać „nic”, na pytania „co się stało”… No bo nic się nie stało. Nic nowego. To już było, i siedzi we mnie.
Do tego wszystkiego dochodzi zazdrość. Moja zazdrość. Chorobliwa, bezzasadna i trawiąca jak najmocniejszy kwas, pożerająca od środka. I to chyba największa przeszkoda, jeśli chodzi o mój związek. Przez to, co było kiedyś, to durne uczucie zabija mnie. I nic z tym nie potrafię zrobić.

Inne errory mojego mózgu – czasem potrzebuję TOTALNEJ samotności. I weź tu człowieku miej dziewczynę, która chce iść na spacer się poprzytulać, a ja chcę usiąść w kącie i nie istnieć. Która to wytrzyma?

PRZY TEJ OKAZJI PRZYPOMNIAŁEM SOBIE TO OGŁOSZENIE LOL

Jestem więc klasycznym przykładem organizmu, który ewolucji nie przejdzie. Nie potrafię się zaadaptować do warunków, w których żyję (czyli jak osiągnąć szczęście – bez baby źle, z babą jeszcze gorzej), ergo, nie będzie miał kto rodzić moich dzieci, więc pula genów grubasa zostanie wyeliminowana. DARWIN POWER!

To jeszcze trochę ponarzekam. Ostatnio jest mi źle / dziwnie / chujowo, i tak naprawdę nie wiem, co mi jest. Jakiś czas temu było mi bardzo chujowo, i powiedziałem Ami o co chodzi. Potrafiłem to nazwać (co nawet wybrzmiało gdzieś tu wyżej). Teraz po prostu jest to coś dziwnego.
Chciałbym się komuś wygadać, ale nawet nie wiedziałbym, co mówić. Nie wiem, chyba znów dopadł mnie dół egzystencjalny, brak celu, sensu, i takie tam. Ogólnie najebię się kilka razy, i będzie ok. Tylko muszę mieć z kim, a to już problem.

Moją sytuację idealnie opisuje tekst piosenki:

Z rzeczy dzisiejszych:

Kiedy ludzie robią sobie z Ciebie docinkowe jaja, a Ty zaprzeczasz, jest ok. Jesteśmy w stanie uwierzyć, że Twoje zaprzeczenia są szczere, ale i tak będziemy sobie robić jaja.
Kiedy zaprzeczasz zaperzając się, unosząc ni to gniewem, ni to pogardą, odnosząc się do „logiki facetów”, to tak naprawdę udowadniasz, że żarty uderzyły w prawdę. Może nie uderzają. Ale tak to wygląda. Sorry, psychologia.

I na koniec:

NIC MNIE TAK NIE WKURWIA JAK NIEODPOWIEDZIALNOŚĆ OSOBY, NA KTÓREJ MI ZALEŻY.

Dziękuję, dobranoc.

Share This:

1 Comment

Leave a Comment