Ostatni bastion Barta Dawesa

Ostatni bastion Barta Dawesa Moja miłość osiągnęła rozmiary manii, więc książki wcinam jak makaron. Wśród niewątpliwie wartościowych, pięknych, banię ryjących pozycji czasami znajdzie się utwór nieco słabszy. Oczywiście wszystko odbywa się w krainie zwanej IMHO (moim skromnym zdaniem). Historia człowieka, który uważa, że przegrał swoje życie. UWAŻA tak. Budują autostradę, której trasa przecina miejsca bytności domu Barta Dawesa i jego pralni. Bart do wszystkiego doszedł ciężką pracą. Lubi swoją pracę, kocha swoją żonę, kocha swój dom…chociaż nie, z domem jest związany pewną patologiczną więzią.
Za przymus wyprowadzki Bart ma otrzymać finansową rekompensatę, by mógł poszukać sobie nowego lokum. Ma również czas na znalezienie nowej lokacji dla pralni. Ale on, zamiast to uczynić, postanawia zniszczyć życie swoim pracownikom, swojej żonie, którą rzekomo kocha. I sobie. Postanawia, UWAGA UWAGA, walczyć z systemem. Sabotuje przeniesienie pralni, sabotuje poszukiwania domu, okłamując żonę. Kupuje broń, ładunki wybuchowe. Robi rozpierdol.

Historia człowieka, który dla swoich przekonań zniszczył nie tylko swoje życie, ale i życie swoich najbliższych, przyjaciół i tych, których los w pewnym stopniu zależał od niego. Dla własnego widzimisię zawiódł ich zaufanie.

Może jestem zbyt tępy, by zrozumieć przekaz tej powieści. Niemniej nie żałuję, że ją przeczytałem, bądź co bądź było to ciekawe doświadczenie.

Share This:

No Comments

Leave a Comment