O migracjach i wyznaniach znów słów kilka


Wczoraj trochę popiłem. Rozmawialiśmy z tatą o życiu. Tak ogólnie, o wszystkim. O studiach, pracy, prawdzie i kłamstwie, o stosunkach międzyludzkich. I o religii. Okazuje się, że dwóch antyklerykałów może mieć zupełnie różne podejście do religii. Ale o tym może kiedy indziej. Dziś mam kaca, a chciałem napisać o czymś zupełnie, choć nie do końca, innym. Share This:

Niezapomniany rejs


Kapitan Cox mocno dzierżył ster w zmarzniętych dłoniach. Po szybach okien mostka kapitańskiego spływała woda, nie sposób stwierdzić – deszcz to czy morze. Potężne fale igrały z łajbą jak z łupiną orzecha. Gdy pierwszy po Bogu ujrzał przed dziobem krakena, przeżegnał się szybko i padł na podłogę. Potężne uderzenie rzuciło nim o szturwał, po czym kapitan stracił przytomność. Ocknął się…

Rok już minął, czyli Pan Pierożek wspomina


Panem Pierożkiem nie zostaje się – ot tak. Najpierw był chrzest, w przeciwieństwie do tego wiedźmińskiego, było to Chrzest Wody. Po nim nastąpiły trzy miesiące ciężkiego, wyczerpującego treningu, by w końcu trafić do Zakonu Mąki i Cukru. Po dość krótkim czasie zostałem ochrzczony Prawdziwym Imieniem. Panem Pierożkiem właśnie. Share This:

Wiatr we włosach


Stukot kół na krzywych torach drażni bębenki, ale nie zważam na to. Czuję pęd wielotonowej maszyny, wiatr rozwiewa moje długie, kasztanowe włosy. Czuję, że żyję. To wspaniałe, móc siedzieć w pociągu, przy oknie, wystawić na zewnątrz głowę, pozwalać, by niewidzialne palce tworzyły najwymyślniejsze fryzury. Ale… to przecież nie koła. To kopyta dudniące o gościniec. I ja, w siodle, czując jak…

Nie polecam: PLUS GSM


Nie będę jakoś specjalnie odkrywczy, jeśli powiem, że sieci telekomunikacyjne bardziej dbają o nowy narybek, niż o aktualnych klientów. Już od wielu lat wiadomo, że bardziej opłaca się co umowę przechodzić do innej sieci. Niewielu znam ludzi, którzy od lat trzymają się jednej sieci. Jednym z tych „wyjątkowych” jestem ja. Ale, zapewne, do czasu… Share This:

Niechciany lokator


Wróciwszy do domu ujrzałem go. Wpatrywał się we mnie wielkimi, wilgotnymi oczami. Nastroszone futerko zdawało się zapraszać moje palce do czochrania, memlania i całej masy innych pieszczot. – No, pogłaszcz mnie – szepnął chomik. – Nie daj się prosić. Ostrożnie, powoli, by go nie spłoszyć, sięgnąłem do szuflady. Następnie, już bez ceregieli, chwyciłem gryzonia, owinąłem w wyjętą z biurka tekturę…