Palce lizać

Smakoszy zawiodę – to nie będzie wpis o jedzeniu. Zwłaszcza, że ani pisać o jedzeniu nie potrafię, ani gotować dobrze, a jedynie zjeść, i to niekoniecznie dobrze, a dużo. Ale powoli się przestawiam, transponuję (transformuję?) dużo w dobrze. Tak jakby… albo nie, bo już próbowałem zrobić funkcję, granicę ciągu, sze…
O serial chodzi. I to nie byle jaki, przynajmniej dla mnie.
PALCE LIZAĆ.
Palce lizać Oglądałem ten serial za bachora, w telewizji. Obejrzałem właściwie kilka odcinków. Nawet nie kilka – parę. Do momentu, aż Staś nie mógł spod Łosia wyjechać, bo mu tylną oś na cegłach zostawili. A potem nie wiem co się stało, ale nie oglądałem dalej. I jak już dostałem internet, i nauczyłem się, że w internecie można znaleźć wszystko, to szukałem tego serialu. Udało mi się dopiero w zeszłym tygodniu.
Krótki zarys fabuły: Staś, grany przez genialnego Krzysztofa Kowalewskiego kucharz okrętowy, wraca z morza do żony. Na miejscu okazuje się, że w willi budowanej za pieniądze Stasia mieszka kochanek. I żona oczywiście też, bo kochanek żony był. Zdruzgotany Staś jedzie w cholerę, byle dalej. Daleko nie zajechał. Zatrzymał się w barze Pod Łosiem, który to bar ma niespełnioną artystycznie kucharkę, która nie gotuje, kelnerkę z kompleksami i w cholerę długów. Staś zostaje i zadomawia się na miejscu. Zjednuje sobie załogę i zaprzyjaźnia się z Wandzią, której rodzice są rozwiedzeni…

Jakby nie patrzeć, fabuła wypada na pierwszy rzut oka słabo. Jak byłem mały, podobała mi się tytułowa piosenka i „jajcarskość” Wandzi. Dla starego mnie to jednak nie wystarczyło, ale sentyment trzeba było nakarmić i obejrzeć całość.
Fabuła nie porywa złożonością. Co prawda występują pewne komplikacje biurokratyczne, polityczne, poszukiwawcze i emocjonalne, ale to te ostatnie (ha, a to dziwne…) sprawiły, że uroniłem niejedną łzę. Oczywiście śmieszy sporo absurdalnych sytuacji, ale nie można całości nazwać komedią. Chodzi tu zwłaszcza o relacje między Stasiem i Zuzią, które są co najmniej wzruszające.

Czas spędzony z „Palce lizać” był bardzo miły, wzruszający i budujący, nie jest to, broń Boże, arcydzieło z najwyższej półki, ale w moim serduszku na pewno będzie zajmował miejsce wśród elity.

Share This:

No Comments

Leave a Comment