Pamiętaj wczoraj o jutrze

Po zakończeniu emisji szóstego sezonu American Horror Story przyszedł czas na nowy serial. Tym razem wybierała Ukochana, a wybrała Żonę idealną (The good wife). Jakkolwiek mogłaby to być sugestia od Niej w moim kierunku, jednakowoż obstaję przy zdaniu, że na wszystko przyjdzie czas. I o czasie dzisiaj będę pisał.

W trzecim odcinku pierwszego sezonu idealna żona jest w mieszkaniu staruszki i rozmawia z jej opiekunką. Ta mówi, że pani ma demencję, i pamięta tylko przeszłość. Oczywiście rozumiem, że chodzi o przeszłość zamierzchłą, sprzed zaistnienia schorzenia, ale gdyby przyczepić się do słówek, to… przecież logiczne, że pamięta się tylko przeszłość!

Pamiętamy historię. Pamiętamy to, co zdarzyło się przed dziesięciu laty, w zeszłym roku, wczoraj, czy nawet przed chwilą. Wiem, że dopiero co skończyłem pisać poprzednie zdanie i zacząłem obecne. Wiem, pamiętam. Bywa, że pamięć zawodzi. Nie chodzi o to, że czegoś nie pamiętamy, bo zapomnieliśmy. Nie to mnie w tej chwili interesuje. Często pamiętamy coś, co się tak naprawdę nie wydarzyło. Nasza pamięć przeinacza nasze doświadczenia, ukrywa niektóre cechy i parametry, przekłamuje.

Ileż to razy, po latach od zakończenia chujowego związku, zastanawiamy się, co było w nim takiego złego? Owszem, wiemy, pamiętamy CO było źle, jak dane przeczytane w książce, znaczki opisujące zdarzenie. Ale nie potrafimy przywołać w pamięci obrazów. Nasza pamięć podsuwa nam przed oczy wyobraźni te dobre wspomnienia. Dlaczego? Być może ma to funkcję ochronną, mózg nie chce nas bez potrzeby stresować. Być może. Ale w dalszym ciągu dotyczy to przeszłości.

Czy możemy pamiętać teraźniejszość? Możemy, ale tylko w tym sensie, że to, co w danej chwili jest teraźniejszością, za chwilę będzie przeszłością, i wówczas będziemy o tym pamiętać. Nie możemy pamiętać teraźniejszości, ponieważ teraźniejszość doświadczamy. Właśnie w tej chwili. Pamięć jest wtórna, nie możemy pamiętać tego, co właśnie przeżywamy, ponieważ znaczyłoby to, że przeżyliśmy to już wcześniej. Czyli w przeszłości. W przestrzeni, na której operuje pamięć.

Dlaczego nie pamiętamy przyszłości? Pomijając wszelkie dywagacje fizyków, astronomów i zwykłych oszołomów (pozdrawiam „kolegów” od kieliszka z Gdańskiego KoLibra) na temat nieistnienia czasu (tak, próbowali mi – bezskutecznie – to udowodnić), nie pamiętamy przyszłości z tego prostego powodu, że się nie wydarzyła. Przyszłość tak naprawdę nie istnieje. W naszym realnym świecie, w rzeczywistości, której możemy dotykać i doświadczać, którą przeżywamy bez wzorów i zastanawiania się nad jej istotą, przyszłość to coś, co dopiero nastąpi, ale gdy to się stanie, nie będzie przyszłością, tylko teraźniejszością. I po krótkiej chwili, właściwie niemierzalnej, stanie się przeszłością, którą będziemy mogli pamiętać. Jeśli nasz mózg pracuje prawidłowo.

Kiedyś czytałem w jakimś artykule popularnonaukowym, że gdyby ludzki mózg miał inną budowę, moglibyśmy pamiętać przyszłość, natomiast przeszłość pozostałaby dla nas zakryta. Trochę to dla mnie bzdurne, bo, na chłopski rozum, co mi da wiedza, że za dwie godziny spadnie na mnie samochód, skoro nie ucieknę. Bo nie pamiętam jak się chodzi. Nie pamiętam, czy się tego w ogóle uczyłem. Może nauczę się tego za godzinę czterdzieści. Ale minutę potem i tak nie będę umiał chodzić. Bo moment nauki przejdzie w przeszłość, której nie będę pamiętał.

Ktoś gdzieś napisał, że gdyby pamiętać przyszłość, to człowiek pierwotny najzwyczajniej w świecie by wyginął. Pamiętałby, że w przyszłości po zjedzeniu mamuta nie będzie głodny, i zapomniałby go zjeść, bo pamiętałby, że jest najedzony. Albo pamiętałby, że za ileś tam lat będzie ocieplenie klimatu, i w okresie epoki lodowcowej wyszedłby w samych gaciach z jaskini. I zamarzł. Trochę naciągane, ale… może nie do końca. Pamiętanie przyszłości mogłoby skołować.

A co jeśli czas jako taki by się odwrócił? Pamiętalibyśmy przyszłość, a nie przeszłość, czas płynąłby do tyłu, wektory zostałyby odwrócone, gówno spadałoby z ziemi do nieba… nie, to ostatnie już trochę dziwne. Ale skoro wszystko by się odwróciło, to w zasadzie nie zmieniłoby się nic. Żylibyśmy w drugą stronę, i w odmiennym stanie świadomości tamta rzeczywistość byłaby dla nas normalna. Skoro oś czasu strzałkę miałaby z drugiej strony, to przeszłość byłaby przeszłością.

Na razie jednak od pamiętania przyszłości mamy Krzysztofa Jackowskiego, a od pamięci historycznej – Ministerstwo Prawdy. Jeśli trendy się utrzymają, to w niedalekiej przyszłości może się okazać, że nasza pamięć nas zawodzi. I to srogo.

Bo to Lech Kaczyński przyjął chrzest w 966. Ale któż by o tym pamiętał…

Share This:

No Comments

Leave a Comment