Pokaż, co czytasz, a powiem Ci, jaki poziom reprezentujesz

Zapisanie się na Fejsbuku do grup książkowych okazało się dobrym pomysłem. Nie dość, że zwiększam zasięg, to jeszcze dostaję sporo pomysłów na pisanie. Kółko samo się nakręca. Dzięki Wam, Fejsbukowiczom.

Znów kogoś zabolało z tyłu, znów nastąpił podział na barbarzyńców i elitę, tylko tym razem barbarzyńcy to bieda intelektualna i/lub emocjonalna. Twórca kolejnego tematu w grupie tematycznej dla czytelników oburzył się, że powstaje strasznie dużo tematów o, według niego, niskiej wartości literaturze. 50 twarzy Greya z wszelkimi reprodukcjami, klonami i sobowtórami, Wielka Księga Siusiaków / Cipek. Zarzuca brak zainteresowania Jankiem Muzykantem. Wzywa do zastanowienia, „co tak naprawdę stanowi książka i jakie powinno być jej przesłanie”.

Poniżej zestawienie niektórych wypowiedzi lub ich fragmentów autora postu(pisownia oryginalna):

  • boli mnie to ze ludzie nie znaja lalki Bolesława prusa. Poziom tego społeczeństwa
  • Książka może być autorytetem. A za sama książkę która umieściłem wyżej należy mi się szacunek.
  • Powiedz to Czesławowi miloszowi, Szymborskiej sienkiewiczowi i innym 100000 pisarzom którzy zmienili świat. O boszz
  • Tak ale równie dobrze dzieci nie muszą chodzić do szkoły bo jest wolność. Jeśli sie ludziom czasem nie otworzy oczu to poziom społeczeństwa spada (w odpowiedzi na sugestię, że jak nie chce, nie musi czytać mało ambitnej literatury)
  • Selekcja naturalna. Do kogo dotrze ten jest mądry do kogo nie ten proletariat (przy tym zacząłem się zastanawiać, czy to nie troll)

Trochę mi to przypomina słowa oburzenia niektórych dorosłych, głównie rodziców udzielających reprymendy swoim nieczytającym dzieciom. Bo przecież „Quo Vadis trzeba przeczytać”, a „Pana Tadeusza wstyd nie znać”. No i „Potop to klasyka, pisana ku pokrzepieniu serc, jak może ci się nie podobać?” Ano, nie podobał mi się. O ile Quo Vadis podobało mi się bardzo, a Pana Tadeusza czytałem dwa razy (w planach jest ten trzeci, do którego sztuka), to Potopu zdzierżyć nie mogłem. Nie chodzi o to, że nie lubię Sienkiewicza. Bo wspomniane Quo Vadis. Krzyżaków też czytałem z przyjemnością. A Ogniem i mieczem połknąłem jako dziesięciolatek. Tymczasem gdy Potop był lekturą szkolną, nie przebrnąłem nawet przez 100 stron. Dostałem na polskim ocenę o najniższej wartości liczbowej. Jakiś czas później, w wakacje po kolejnej klasie stwierdziłem, że może nie dałem rady, bo była to lektura. Zawsze miałem blokadę przy czytaniu lektur, bo przez nie nie mogłem czytać tego, co chcę. A może akurat tym razem, kiedy już nie muszę tego czytać, dam radę…

Próba przeczytania Potopu „na luzie” spaliła na panewce. Ledwie ukończyłem pierwszy tom, za drugi nie miałem zamiaru się brać, bo mnie to potwornie znudziło. Po prostu, nie porusza mnie to. Nie lubię, nie podoba mi się. A zdziwienie „jak to, Ogniem i mieczem ci się podobało, a Potopu nie przeczytasz?” brzmi jak „przecież to bez sensu, że ktoś rozumie matematykę, a nie rozumie fizyki – przecież to to samo”. Otóż nie. Matematyka oraz Ogniem i mieczem są super, a fizyka i Potop nie. Koniec i kropka.

Wiele kłótni przeprowadziłem na tematy związane z tym, co oczytany, kulturalny i wykształcony człowiek powinien przeczytać, żeby reprezentować sobą jakiś poziom. Według mnie akurat nie ma żadnego znaczenia co ktokolwiek czyta. Nie ma znaczenia dla ogólnej oceny człowieka. Bo szczególne przypadki to już inna bajka. Nie porozmawiam o Władcy Pierścieni z kimś, kto go nie przeczytał. Albo o Alamakocie z osobnikiem, który Pana Kleksa oglądał w telewizorni, a nie przeczytał. Niewtajemniczonym dam wskazówkę: trzeci tom Pana Kleksa nie został zekranizowany, a zamiast tego pojawił się Pan Kleks w kosmosie.

No właśnie, czy fakt, że właśnie to dzieło (dla mnie arcydzieło) Jana Brzechwy przeczytałem kilkadziesiąt razy, i jest to jedyna pozycja książkowa, którą rodzicielka dosłownie wyrwała mi z rąk, sugeruje, że przedstawiam sobą mentalność dziecka? Dodam, że chętnie bym przeczytał Pana Kleksa kolejny raz. A co z poniższymi tytułami?

cam00535

Psychologia i życie pana Zimbardo, człowieka odpowiedzialnego za niesławny eksperyment Stanfordzki (ten z więźniami, na podstawie którego nakręcili kilka filmów). Dzieła tego co prawda nie czytałem, ale mam zamiar kiedyś do niego zasiąść. Nie żeby się kształcić na psychologa, a ze zwykłej ciekawości, co autorytet klasy światowej ma do przekazania takim laikom jak ja. Poważnie, prawda? Czy więc jestem poważnym człowiekiem?

cam00536

Requiem dla Europy Pawła Kempczyńskiego. Pisałem o tym kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze pisałem często, ale krótko. Science fiction, dystopia, coś, co wraz z upływającym czasem coraz bardziej przypomina rzeczywistość. Ale przez miłośników klasyki szkolnych lektur zostało uznane za „pierdoły”. Przynajmniej przez niektórych.

cam00537

Pismo Święte, autor nieznany. Czytam to nie dlatego, że „trzeba”, czy „każdy myślący człowiek powinien to przeczytać”. Po prostu jestem ciekaw do ilu miejsc będę się mógł przyczepić. Gdzie znajdę jakiekolwiek nieprawidłowości, nielogiczności, czy przejawy zwykłego skurwysyństwa. A jak znajdę, to napiszę o tym.

cam00538

Razzmatazz atencjusza Karola Mrozińskiego. Zbiór krótkich i głupich historyjek. Niektóre są tak głupie, że aż śmieszne, inne są zwyczajnie żałosne. Niemniej jednak uważam to dziełko za miły przerywnik między przedstawicielami prawdziwej literatury. Ktoś mógłby stwierdzić, że kto to czyta, ten debil.

cam00539

Rumaki Lizypa Zenona Kosidowskiego to felietony o odkryciach geograficznych i archeologicznych. Wiele razy, gdy chciałem dowiedzieć się o jakimś miejscu, czy cywilizacji, w którejś z książek Kosidowskiego znajdowałem informacje. Tego samego autora Królestwo złotych łez jest bardzo smutną powieścią o upadku państwa Inków. A wracając do faktów bez fabularyzacji, mogę polecić jeszcze Siódma minęła, ósma przemija, oraz Pokażcie mi testament Adama. To wszystko też brzmi poważnie, a w zestawieniu z poprzednią pozycją wygląda… dziwnie i niestosownie. Tak mógłby ktoś pomyśleć.

This slideshow requires JavaScript.


cam00540

To akurat przeczytałem wiele razy, od deski do deski. W procesie korekty, składania i łamania. Napisałem to, wychińczyłem, wymyśliłem. Niektórym się podobało, innym nie. Czasem podobały się tylko niektóre z opowiadań, a reszta była obrzucana błotem. Czy autor czegoś takiego może być normalnym człowiekiem? Jak się ma jego zdanie na temat chrześcijańskiego boga (i każdego innego) do człowieczeństwa, inteligencji, szeroko pojętego POZIOMU?

cam00541

Izraela Joszuy Singera Bracia Aszkenazy to pozycja pożyczona mi przez tatę. Polecił. I jestem z tego tytułu bardzo zadowolony. Czyta się bardzo przyjemnie, a opis Łodzi z przełomu XIX i XX wieku, rozwój przemysłu tkackiego i obraz łódzkich Żydów sprawiają, że nawet podczas lepienia pierogów w mojej głowie powstają wizualizacje kart powieści. Nazwijcie mnie jeszcze teraz prosemitą.

cam00542

Pokolenie Ikea Piotra C. zostało na grupie książkowej określone jako pozycja wulgarna, płytka i głupia. Oczywiście nie przez wszystkich. Nie chcę się wypowiadać na temat płytkości czytelniczej, bowiem nie jestem w tej kwestii wyrocznią, ale ja bardzo miło wspominam lekturę tej powieści. Jest napisana prostym, lekkim językiem, a wulgaryzmy dopełniają jedynie obraz naturalności. Co jednak istotne, autor porusza na kartach swego dzieła poważne problemy, z którymi każdy z nas na co dzień się spotyka. I robi to, nie owijając w bawełnę.

cam00546

Rzeki Hadesu Marka Krajewskiego to trzecia (po Eryniach i Liczbach Charona) książka o przygodach Edwarda Popielskiego, lwowskiego detektywa. Przedstawiciel gatunku kryminalnego, trzyma w napięciu i nierzadko robi czytelnika w chuja. Po co czytać kryminały? Żeby poznać sposoby na zabijanie i udoskonalić je? A może żeby poczuć dreszcz emocji? To żałosne i dla plebsu. Czytajcie traktaty filozoficzne.

cam00547

Przeczytałem kilka powieści Stephena Kinga, ale jakoś dupy mi nie pourywały. Nie wszystkie. Zielona Mila była dość dobra, ale film przebił ją jak włócznia bok Syna Bożego. To było dobre, ale w momencie, który wydawał się być kulminacyjny, okazało się, że powieść słabnie. Ostatni bastion Barta Dawesa to jedno z największych gówien, które miałem okazję czytać. To jedna z niewielu książek, które po przeczytaniu sprzedałem, zamiast zostawić na półce. Ale Cmętarz Zwieżąt to majstersztyk. Kto oglądał film, niech o nim zapomni i weźmie się za książkę. Czytając ją nawet za dnia miałem ciarki na plecach, a robiąc to przed snem bałem się zgasić światło. Genialna historia, pięknie skonstruowane postacie i te dylematy moralne… Ale, ale, przecież to twór człowieka, który pisze zbyt dużo książek, by być dobrym pisarzem! Więc jakie można mieć zdanie o jego czytelniku…?

cam00548

Imię róży autorstwa Umberto Eco przeczytałem w wieku czternastu lat. Byłem zbyt młody, by w pełni cieszyć się tym dziełem. Akcja kryminalna powieści zaciekawiła mnie, za to zostałem zmasakrowany przez wielostronicowe przemyślenia i magiczne wizje Adso (tudzież Adsa, nie wiem, czy to się odmienia). Podejrzewam, że gdybym czytał Imię róży w czasach obecnych, bardziej zachwycałbym się stroną metafizyczną powieści, niż realną akcją. I co, urosłem w Waszych oczach?

cam00549

Portet Doriana Graya (nie mylić z Greyem, którego 50 twarzy jest hitem ostatnich lat, a które namiętnie czytają niewyżyte gospodynie domowe, aczkolwiek dzieło Oscara Wilde’a podobno było… „pierwowzorem”…) miał być przeżyciem niesamowitym. Zachwycały się nim setki, jeśli nie tysiące czytelników w Polsce, o filmie mówiło się i pisało dużo. Kupiłem. Przeczytałem. Zawiedziony, odłożyłem książkę na półkę. W tej chwili nie mam zbyt wiele do napisania o tej powieści. Nie pozostawiła w mojej pamięci nic, poza zawodem.

Chciałbym, by ktoś kiedyś spróbował scharakteryzować moją osobę na podstawie gustu literackiego. Chciałbym, żeby mi powiedział, że jestem oczytanym i inteligentnym człowiekiem, bo czytuję rzeczy poważne. Albo jaki jestem głupi, płytki i beznadziejny, bo lubię na przykład Piotra C. Albo że piszę gówniane opowiadania. Roześmieję się takiemu osobnikowi w twarz. Z góry przepraszam za oplucie – jak się śmieję, to czasem ślina zgromadzona na języku zostaje wypchnięta przez parsknięcie.

Przecież podobno nawet Nikita Chruszczow, dyktator, uważany przez niektórych za idiotę i buca, lubił czytywać Orwella i nie lubił komunizmu.

Share This:

No Comments

Leave a Comment