Poszłę do kina na Robakopa

Robakop Siostra wyciągnęła mnie dziś do kina. Dzięki Ci Aniu, jeśli to czytasz. A jak nie, to też dzięki. Dzięki za to, że nie musiałem spędzać wieczoru sam w chałupie.

Idąc na RoboCopa i mając w pamięci, choć nieco za mgłą, oryginalne filmy, spodziewałem się podobnego rozpierdolu, napakowanego efektami (boć to XXI wiek) i gównianego odczucia, jak to ostatnio przy remake’ach bywa.
Jakże się zawiodłem…
…ale na swoich przewidywaniach, broń Boże na filmie!

Oczywiście, jest rozpierdol, jest krew, są superzaawansowane programy naszego ukochanego cyborga, ale film kładzie ogromny nacisk na kwestie etyczne, moralne. Czy mamy prawo zagarniać (niewolić?) człowieka dla swoich potrzeb? Czy ktokolwiek ma prawo wykorzystywać ofiary do mamienia społeczeństwa? Czy w imię bezpieczeństwa narodu możemy poświęcić człowieczeństwo jednostki? Poświęcić człowieczeństwo, a więc zabić? Czy cel uświęca środki? I wreszcie: dlaczego zastępowanie ludzi maszynami jest niebezpieczne?

Maszyna nie czuje. Maszyna działa algorytmicznie. Ma jasno określone to, co jest zagrożeniem. Określił to człowiek, generując skończoną liczbę przypadków, i tworząc algorytm, który również skończoną ilość przypadków jest w stanie rozpatrzeć. A nawet jeśli nieskończoną – pewne sytuacje może rozpatrzeć nieprawidłowo. Bo nie wie, co to empatia. Maszyna zastąpi człowieka wydajnościowo. Siłowo. Ale nie zastąpi go w kwestiach moralnych.

Po co tworzyć robota, który ma przypominać człowieka? Po co przerabiać robota na człowieka, a następnie niwelować w nim jego człowieczeństwo? Po co, a może dlaczego?

Film oczywiście polecam z całego serca.
A niskie oceny ludzi są zapewne spowodowane tym, że spodziewali się powtórki sprzed lat. Tymczasem reżyser zaserwował danie, które jest nie tylko krwiste, ale trzeba się nad nim poważnie zastanowić – w jaki sposób je zjeść.

Share This:

No Comments

Leave a Comment