Pracoholikię jestę…

Mój kochany Ślimaczek zasugerował (zresztą nie Ona pierwsza…), że jestem pracoholikiem. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości (nie zgadzałem się z tym), postanowiłem przeczytać wikipedyczną definicję pracoholizmu… Nie doczytałem nawet do połowy, a oto co się w tej mniej niż pierwszej połowie tekstu do mnie odnosi:

1) „pracoholizm to jedyne uzależnienie, którego ofiarom nie towarzyszy zawstydzenie” – no ni chuja. Dlaczego miałbym się tego wstydzić?

2) „Pracoholika cechuje brak umiaru, ciągłe myślenie i irracjonalne przywiązanie do pracy oraz nieumiejętne korzystanie z wolnego czasu” – kilkanaście godzin na dobę, w drodze do i z pracy myślenie o pracy…wolne? Jakie wolne? Co ja będę robił w wolne? O, wiem. Siedział przy komputerze i tracił czas…

3) „Z czasem dni wolne od pracy powodują poczucie dyskomfortu” – dziś jest wolne, a ja wczoraj wziąłem komputer z pracy do domu, żeby móc dziś pracować…w tej chwili czuję się DZIWNIE, nie włączywszy go uprzednio…

4) „chwile poświęcone na czynności, nie związane z pracą, traktowane są jako czas stracony” – o tak. Chyba zdobędę w końcu „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta…

5) „Pracoholizmowi mogą również towarzyszyć symptomy fizjologiczne i behawioralne, jak zmęczenie, bóle głowy, wrzody żołądka, nudności, bóle w klatce piersiowej oraz problemy ze snem, koncentracją, zmiany nastroju, a także psychozy.” – permanentne zmęczenie, ból głowy, wrzodów chyba nie mam, bóle w klatce – na wylot, jakby mnie ktoś gwoździami przebijał, budzę się bez budzika za wcześnie, z koncentracją problemów nie mam – w pracy, nastrój buja się na huśtawce, a definicję psychoz musiałem przeczytać…tak, zagina mi się obraz O_o, mam omamy słuchowe (ten pierdolony telefon…)

Sekcja OBJAWY:

6) „regularne zabieranie pracy do domu lub codzienne zostawanie po godzinach” – tego wyjaśniać nie trzeba

7) „nie rozmawianie o niczym innym niż praca” – z tym mam ogromny problem..

8) „brak czasu dla rodziny i przyjaciół” – chyba, że razem pracujemy

9) „brak czasu na realizację swoich hobby, uprawianie sportu” – brak czasu, jak i siły. Książkę czytam tylko w komunikacji miejskiej. Bieganie wieczorne? ZAPOMNIJ!

10) „nieodczuwanie upływu czasu podczas pracy” – przyszedłem na 8.00. A tu nagle 14.30!

11) „stawianie spraw zawodowych na pierwszym miejscu” – nie, no co Wy…

12) „niedopuszczanie myśli, że w pracy może dziać się coś bez twojej kontroli, poczucie, iż nieustanna obecność jest wręcz konieczna” – spróbowałbym, jak będzie beze mnie, ale…wolę nie.

13) „odczuwanie ogromnych i niewspółmiernych wyrzutów sumienia, gdy popełniło się podczas pracy jakiś błąd” – oj, tak, spotęgowane przez moją osobistą osobowość…

14) „ciągłe niezadowolenie ze swojej pracy” – przecież mogłem zrobić więcej

15) „rezygnowanie z urlopu” – a co to jest urlop?

Jest przejebane. Pogadałbym z Wami o tym, gdybym miał czas.
Dziś idę na coś, co pewnie można nazwać koncertem, ale cały czas z poczuciem, że mógłbym być jednak w pracy…

Kończę.
Zmarł Mrożek, cześć jego pamięci.
Trzeba wprowadzić jego dzieła do oferty.

Share This:

1 Comment

  • Lucidusmatrix Wrzesień 10, 2013 at 5:51 pm

    Tak czytam, czytam i wiem że nie zdążę do końca bo muszę lecieć na trening. Może to po prostu niewłaściwe nastawienie umysłu? Pracoholizm to choroba, ale Ty nie piszesz jak chory. Zaburzenia pracy umysłu odbijają się na konstrukcji tekstu, po Twoich tekstach nie widać zaburzeń. Dojechałam do punktu o sporcie i pozwolę sobie wtrącić, że sport to też praca – nad sobą. Gdybyś naprawdę był pracoholikiem, wystarczyłoby tylko przestawić własny pogląd na pewien aspekt aktywności i uprawiałbyś sport z równym zacięciem, też byś się od niego uzależnił. Znam wielu pracoholików, którzy uprawiają sport, także codzienne bieganie. Mam nadzieję, że poprawiłam Ci humor 😉

    Reply

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.